Monthly Archives: Grudzień 2013

Lāčplēsis Dzintara

Recenzja z notatek

DSCF3396

Parametry:

Browar – Lāčplēsis (Łotwa)
Styl – lager wiedeński
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 4,8%

Piwa łotewskie to dla przeciętnego Polaka wielka niewiadoma. Gdzie w ogóle jest Łotwa? A, no tak, Litwa, Łotwa, Estonia, to tam gdzieś na wschodzie. Ale ktoś tam był? Ktoś tam piwo pił? Ano, tak się składa, że ja. Byłem na Łotwie trzy razy jak dotąd. Celem była fotografia kolejowa, ale przy okazji spróbowałem kilku tamtejszych piw. Przyciągnięty ponownie na Łotwę przez niewątpliwy urok i potęgę radzieckich lokomotyw spalinowych, pojechałem tam w lipcu 2013 razem z kolegą z Wrocławia. Bazę mieliśmy w mieście Rēzekne na wschodzie Łotwy. To małe miasto, wielkości może Chełma czy Zamościa. Właśnie tam, na stacji Rēzekne II, zostaliśmy zatrzymani przez ochronę, a następnie policję za robienie zdjęć. Że podobno zakaz tam jest. Nigdzie nic nie było napisane, więc nie wiedzieliśmy. Groźny komendant policji zabronił nam robić zdjęcia na stacji pod groźbą aresztowania. Trzeba było coś robić, a zostało jeszcze pół dnia. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy na pizzę. Znaleźć pizzerię nie było łatwo, ale w końcu się udało, gdzieś na granicy centrum i takich mniej reprezentacyjnych rejonów, gdzie po zmroku nie wiadomo co może się dziać… Zamówiliśmy po pizzy i po piwie. No i właśnie piwo było do wyboru tylko jedno. Do tego z puszki. No trudno, może być. Upał był dość znaczny, a pić coś trzeba. Spróbujemy. O zamówionym piwie kelnerka zapomniała i musiałem się upomnieć, żeby w końcu je dostać, ale co mnie zdziwiło, miało ono kolor miedziano-bursztynowy! Myślałem, że to będzie jakiś podły sik-lager z puchy, ale już jest nieźle. Wącham, smakuję… hmm… górna fermentacja? Czy to jakieś ale? Naprawdę smakowało, jak coś w tym stylu. Goryczka oczywiście bardzo mała, w piwie dominowały nuty słodowo-karmelowe, ale nawet dało się wyczuć nieznaczne ilości aromatycznego chmielu. Bardzo mi wtedy smakowało to piwo. Pite podczas upału, przy wielkim pragnieniu, do tego z dobrą pizzą. Później zakupiłem butelkę tego specyfiku, przywiozłem do Polski i zdegustowałem w domu. Nie było już tak bardzo dobre jak wtedy. Jakoś bardziej słodkie i mniej wyraziste. Wyszukałem też w internetach, że to jednak dolna fermentacja, lager wiedeński. Nie mniej jednak, pite w odpowiednich warunkach, to piwo naprawdę może dobrze smakować!

Czym w ogóle jest Lāčplēsis? Co to za nazwa? Otóż Lāčplēsis to główny bohater łotewskiego eposu narodowego, popełnionego w XIX wieku przez łotewskiego poetę Andrejsa Pumpursa. Legendy, bogowie, herosi, bitwy, patos, patos, patos. Dla Łotyszy jest to dzieło tak ważne, jak dla nas Pan Tadeusz. Najważniejsze ze wszystkich. 11 listopada obchodzony jest tam nawet Dzień Lāčplēsisa. Zaś piwo Lāčplēsis, w różnych stylach, jest jednym z najpopularniejszych na Łotwie. Wszędzie widać reklamy i parasole z Lāčplēsisem. Tak jak u nas Tyskie. Tylko że o wiele lepsze!

Ocena końcowa – 4/6

Reklamy

Ciechan Grand Prix

DSCF3470

Parametry:

Browar – Ciechan
Styl – American IPA
Ekstrakt – 15,5° Blg
Alkohol – 5,4%

Ciechan Grand Prix to drugie piwo autorstwa Czesława Dziełaka, które wygrało konkurs i w nagrodę zostało uwarzone w większym browarze. Tym, o którym było bardziej głośno, jest Imperial IPA, które wygrało konkurs piw domowych na Festiwalu Birofilia 2013 w Żywcu, a zostało ono uwarzone w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie. W przypadku Grand Prix, był to Warszawski Konkurs Piw Domowych, a nagrodę ufundował Browar Ciechan.

Grand Prix AIPA ma w sobie 5,4% alkoholu, co przy ekstrakcie 15,5 wskazuje na dość płytkie odfermentowanie i sporą słodycz. Zobaczmy, czy to się zgadza. Piwo ma barwę bursztynowo-miodową. Jest kolorystycznie bardzo podobne do Imperial IPA, które Czesław uwarzył w browarze w Cieszynie jako Grand Championa. Jest także bardziej mętne, a w roztworze zawieszone są drobne farfocle, zapewne resztki chmielu.
Zapach jest świetny! Wyczuwalne są w nim głównie owoce tropikalne, takie jak mango, ananas i cytrusy poza tym dochodzi lekka żywiczność i śladowy diacetyl, na akceptowalnym poziomie. Smak to już czysta ambrozja. Jest wyraźna słodycz, której się spodziewałem, ale kontruje ją niezła goryczka i kapitalny smak amerykańskich chmieli. Jest żywica, jest sosna, są też cytrusy i mango. Goryczka jest na poziomie, jak na IPA, średnim, dużo mniejsza niż np. w Rowing Jacku z Alebrowaru. Piwo jest doskonale zbalansowane i chociaż ja wolę większą goryczkę, to tutaj uważam, że jest ona na idealnym poziomie. Przez to, piwo może smakować o wiele większej liczbie osób, bo nie wszyscy są w stanie znieść 80 IBU. Wysycenie jest na średnim poziomie, co sprawia, że Grand Prix jest bardzo, ekstremalnie bardzo pijalne. Ogólnie, piwo to bardzo mi przypomina zagraniczne IPA, szczególnie Punk IPA z Brew Doga. Tak, jest bardzo podobne. Chyba nawet lepsze. Jest to zdecydowanie jedno z najlepszych piw, jakie piłem.

Ocena ogólna – 6/6

P.S. Fajnie odbija się sosną 🙂


Kiwi IPA

DSCF3661

Parametry:

Browar – Widawa
Styl – India Pale Ale
Ekstrakt – 16 Blg
Alkohol – 6,2%

Kiedy tylko zobaczyłem, że Widawa wypuszcza cztery nowe piwa z serii Kiwi, zdecydowałem, że muszę spróbować przynajmniej jednego. Zachęciły mnie nowozelandzkie chmiele użyte do ich produkcji oraz style, którymi są IPA, Weizen, pils i dark ale. Do każdego z tych piw chmielenie Nową Zelandią powinno pasować, więc byłem nieźle podekscytowany. Okazało się na dodatek, że pub U Fotografa sprowadził wszystkie 4 piwa do Lublina! Musiałem, po prostu musiałem. Przynajmniej jedno. I na jednym się skończyło, bo cena prawie 2 razy wyższa, niż w samym browarze nieźle mnie pohamowała. Zdecydowałem się na Kiwi IPA, ponieważ to powinno być najmocniej chmielone.

Otworzyłem, przelałem do szklanki. Piwo ma kolor jasnego bursztynu lub miodu i jest mętne. Powąchałem. Hmm… coś chyba nie tak. Czyżby zepsute? A może dobre… Bo nie pachnie jak IPA, tylko jakiś Weizen. Są po prostu goździki. Cytrusy i owoce tropikalne od chmielu też, ale coś tu nie gra. W smaku tak samo. Czuję, jakbym pił Weizena, tylko że mocniej chmielonego nowozelandzkim chmielem. Są tu cytrusy, mango, ananas i banan, a także goździki. Może się nie znam, może mam jakiś wypaczony zmysł smaku, ale naprawdę, jakby ktoś mi dał to do spróbowania, to bym powiedział, że to jakiś pszeniczniak, tylko z większą ilością chmielu. Całkiem niezłe piwo, dość dziwne, bo zupełnie nie tego się spodziewałem, ale pije się je troszkę ciężko. Jakoś tak trochę piecze w przełyku, nie wiem czemu. Poza tym jest dość gęste, właśnie w stylu Weizena.

Nie piłem pozostałych wersji Kiwi, może uda mi się ich spróbować, jeśli po świętach jeszcze będą dostępne w samym browarze, ale mam wrażenie, jakby ktoś tutaj przykleił złą etykietę albo pomylił się przy butelkowaniu. Czy to naprawdę IPA?

Ocena ogólna – 4/6


Jagiełło Lager

DSCF3384

Parametry:

Browar – Jagiełło
Styl – lager
Ekstrakt – nie podano (podobno 11° Blg)
Alkohol – 4,8%

Browar Jagiełło znam już od dawna. Pierwszym piwem z tego browaru, jakie miałem okazję pić, było Nałęczowskie Ciemne. Bardzo mi ono smakowało na tamten czas. Pan Jagiełło (bo takie nazwisko nosi właściciel browaru) znany jest z tego, że produkuje piwa nie tylko pod własną marką, ale także dla różnych miast i lokali. Podobnie działa też np. Browar Witnica. Przykładami u Jagiełły są takie piwa, jak wspomniane Nałęczowskie, Kazimierskie, czy Sielsko-Anielsko (warzone dla restauracji o tej nazwie, znajdującej się na lubelskiej starówce). Ostatnio Browar Jagiełło przeszedł pewną przemianę. Został zatrudniony nowy piwowar, z którym miałem okazję porozmawiać na Chmielakach w Krasnymstawie, w sierpniu tego roku. Wcześniej Jagiełło warzył piwa głównie smakowe (ze sztucznymi aromatami i smakami, bardzo źle oceniane przez blogerów), niepasteryzowanego lagera (Lipcowe – świetne piwo!) oraz mocnego lagera (Nałęczowskie Jasne) i ciemnego bardzo słodkiego ulepkowego lagera (Nałęczowskie Ciemne, Magnus). Teraz sytuacja się trochę zmieniła. Nowy piwowar powiedział mi, że zupełnie zmienił recepturę Magnusa oraz wprowadził dwa nowe piwa: Pils i Lager. Dodatkowo, te nowe piwa pojawiły się w dużych butelkach 0,5 litra. Dotychczas były to zawsze małe butelki 0,33l. Zapytałem też piwowara, które piwo by mi polecił, jeśli lubię wyraźną goryczkę. Doradził mi, abym wziął Lagera, bo przez to, że ma mniejszy ekstrakt (11, a Pils 12), jest lżejszy i goryczka jest bardziej wyrazista. Posłuchałem go więc, ale oczywiście później spróbowałem też Pilsa. Recenzja Pilsa będzie później, ale już teraz mogę zdradzić, że piwowar miał rację!

Teraz o samym piwie. Jest to lager idealnie wpasowujący się w styl. Klarowne, o barwie bardzo jasnej, złocistej. W zapachu czuć głównie słód, ale są również nuty aromatycznego chmielu. Smak – jak dla mnie bardzo dobry. Piwo jest dość wytrawne, nuta słodowa wykazuje duże podobieństwo do niemieckich i czeskich pilsów. Podobnie z chmielem. Goryczka jest może nie aż tak duża jak w pilsach czeskich i niemieckich, ale jednak jest wyraźna. Chmielowe nuty smakowe również bez zarzutu. W sumie można powiedzieć, że to piwo to pilsner. Do tego całkiem dobry. Idealne piwo na letnie upały, bardzo orzeźwiające. Jedyne, co bym zmienił to goryczka, która mogłaby być troszkę większa, ale nie jest wcale źle. Nowy piwowar daje radę!

Ocena końcowa – 4/6


Czy warto zaczynać od zacierania?

Wielu początkujących piwowarów domowych zadaje sobie to pytanie. Postanowiłem odpowiedzieć na nie z perspektywy początkującego piwowara, który zdecydował się od razu na skok na głęboką wodę.

Domowe warzenie chodziło mi po głowie już od dawna, od mniej więcej dwóch lat. Zawsze jednak wydawało mi się to tak skomplikowane i trudne, a sprzęt tak kosztowny, że odwlekałem to na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jesienią 2012 roku miałem okazję spróbować dwóch piw warzonych w domu, przez jakiegoś znajomego mojego znajomego. Nie smakowały mi za bardzo, jednak stanowiło to dla mnie pewien impuls do działania. Zacząłem czytać artykuły i fora w internecie. Okazało się, że nie jest to takie skomplikowane, jak myślałem, zwłaszcza, jeśli warzy się z brewkitów. No właśnie… brewkity od razu wydawały mi się zbyt łatwe. To jest już prawie gotowy produkt, jak zupa w proszku, gdzie trzeba tylko dolać wody, wsypać cukru i sfermentować. Nie chciałem iść tą drogą, zwłaszcza że piwa z brewkitów zwykle są oceniane jako średnio smaczne. Postanowiłem być bardziej ambitny…

Poczytałem dużo literatury internetowej, posłuchałem Kopyra i zdecydowałem, że z odpowiednim przygotowaniem teoretycznym poradzę sobie z zacieraniem ze słodów. Zakupiłem zestaw sprzętowy z Browamatora i zestaw surowców na angielskie IPA. Kilka dni po przyjściu paczki, w marcu 2013, zabrałem się za warzenie razem z kolegą.

Zrobiliśmy wszystko, co było trzeba zrobić. Zacieranie, wygrzew, filtracja, wysładzanie, warzenie, chmielenie, chłodzenie, kolejna filtracja, rehydratacja drożdży, fermentacja, fermentacja cicha i na koniec butelkowanie. Obyło się beż żadnych problemów. Otrzymaliśmy pod koniec 17,5 litra piwa o ekstrakcie 14 Blg (czyli dokładnie takim, jaki miał być). Miało być 20 litrów, ale widocznie trochę słaba wydajność była, jednak jak na pierwsze warzenie, to chyba bardzo dobry wynik. Nie wdało się żadne zakażenie, piwo prawidłowo zrefermentowało w butelkach i wyszło bardzo dobre. Na początku czuć było świeżyznę, taką zbożowość w smaku, jednak po kilku miesiącach ułożyło się i zaczęło smakować identycznie jak IPA z browaru Fuller’s. Mogę to uznać za pełen sukces, skoro udało się osiągnąć idealny, wzorcowy smak stylu, taki jak w przypadku piwa z tradycyjnego angielskiego browaru. Jest to oczywiście po części zasługa Browamatora, ponieważ składniki były ściśle odmierzone.

IPA

Tak prezentuje się moje pierwsze piwo po 8 miesiącach. Jest nawet lepsze, niż na początku! Więcej o moich piwach napiszę w kolejnym poście na temat piwowarstwa domowego.

Wiele osób boi się zacierania na początek i warzą swoje pierwsze piwa z brewkitów lub z ekstraktów. Oczywiście, brewkity są jedynym wyjściem, gdy nie ma się dużego garnka, ale i na to jest sposób. Ja garnek pożyczyłem od sąsiadki mojej babci. Można też czasami tanio kupić taki garnek na jakimś wiejskim targu, albo na allegro (tylko że wtedy trzeba wydać 120zł). Dodatkowo, jeśli chcemy warzyć z zacieraniem, trzeba też dokupić sobie jakiś sprzęt do filtracji (na przykład wężyk do spłuczki), a czasem też termometr. Jednak jeśli garnek już mamy, to te dwa dodatkowe elementy nie stanowią jakiejś wielkiej różnicy w kosztach.

Moim zdaniem warto zaczynać od zacierania, bo wcale nie jest to trudne, sprzętu jest tylko odrobinę więcej, surowce są tańsze i przede wszystkim satysfakcja jest o wiele większa. Warząc z zacieraniem, mamy większy wpływ na to, jak nasze piwo będzie smakować, możemy sami układać receptury, dobierać słody i chmiele wedle upodobań i co najważniejsze, mieć frajdę z tego, że piwo zrobiliśmy naprawdę własnoręcznie. Polecam tylko wziąć sobie kogoś do pomocy, bo samemu nie da się tego zrobić. Za mało rąk ma człowiek po prostu.

Warto warzyć piwo w domu, poświęcić ten jeden dzień od rana do wieczora na siedzenie w kuchni przy garze, żeby potem móc zadziwić znajomych, a nawet samego siebie. Piwo może wyjść naprawdę dobre! Obecnie mam na koncie 5 głównych warek i 2 eksperymentalne w małej skali i muszę powiedzieć, że naprawdę warto. Polecam zacząć od zacierania, to wcale nie jest trudne!


Mezquita

Obrazek

Parametry:

Browar –  Grupo Cervezas Alhambra (Hiszpania)
Styl – strong lager
Ekstrakt – 17° Blg
Alkohol – 7,2%

Niedawno w Lublinie został otwarty supermarket Piotr i Paweł. Poszedłem więc do niego z myślą o jakimś ciekawym piwie, bowiem kiedy byłem w sklepie tej sieci we Wrocławiu, widziałem bardzo duży wybór. U nas niestety wyboru dużego nie było, a do tego ceny są wysokie, ale zauważyłem na półce jedną butelkę piwa Mezquita. Piwo hiszpańskie, pochodzące z Cordoby. Nazwa wzięła się od najsłynniejszego zabytku Cordoby, katedry, która niegdyś była meczetem. Etykieta piwa trochę nawiązuje do tej budowli, ponieważ zawiera motywy arabskie i jest moim zdaniem bardzo ładna.

Piwo ma bardzo ładny, rubinowy kolor i jest idealnie klarowne. Miłośnicy piany byliby zachwyceni, bowiem piana jest gęsta, drobnopęcherzykowa, obfita, pozostaje obecna do samego końca i zostawia bardzo mocny, gęsty i zwarty osad na szkle, niczym sztuczny śnieg. Normalnie 10/10.  Tutaj niestety kończą się zalety tego piwa. Zapach jest słodowo-karmelowo-alkoholowy, bez żadnych nut chmielowych. 7,2% alkoholu czuć już na tym etapie. W smaku piwo jest słodkie, karmelowe z bardzo wyraźnym alkoholem. Nie lubię, gdy w piwie są wyczuwalne procenty, zatem już jest duży minus ode mnie. Goryczka jest niska, a jej pochodzenie jest głównie alkoholowe. Chmielu jest jak na lekarstwo. Do tego dochodzi spora metaliczność. Test skórny potwierdza, że w piwie obecne są w dużej ilości jony żelaza, które dają skojarzenia ze starymi gwoździami, monetami lub kluczami.

Podsumowując, według mnie główne wady to wyczuwalny alkohol, brak chmielu i żelazo. Niestety niezbyt mi smakuje to piwo, ale niczego specjalnego się po nim nie spodziewałem.

Ocena końcowa – 3/6


Brackie Imperial IPA

Obrazek

Parametry:

Browar – Bracki Browar Zamkowy w Cieszynie (Grupa Żywiec)
Styl – Imperial India Pale Ale
Ekstrakt – 18° Blg
Alkohol – 8,5%

Brackie Imperial IPA to Grand Champion Birofilia 2013, czyli piwo, które wygrało konkurs piw domowych na festiwalu Birofilia w Żywcu. Autorem zwycięskiej receptury jest Czesław Dziełak, a nagrodą było właśnie uwarzenie jego piwa w browarze w Cieszynie. Tak, jak w przypadku poprzednich Grand Championów, premiera została zaplanowana na 6 grudnia, o godzinie 18:00. Nie obyło się bez małej afery, ponieważ niektóre sklepy sieci TESCO wystawiły piwo na sprzedaż już na tydzień przed premierą, ale szybko zostało ono zdjęte z półek. Ja postanowiłem, że i tak nie będę kupował w TESCO, ponieważ chciałem dostać również dedykowaną szklankę, która w wybranych sklepach i pubach miała być dołączana do trzech butelek. Sklep, w którym dokonywałem zakupu miał sprzedawać piwo dopiero od godziny 18:00. Przekroczyłem jego próg dokładnie o 18:02 i dowiedziałem się, że z 24 szklanek zostały tylko 4. Hmm, sprzedać 20 szklanek w 2 minuty to niezły wynik! Na szczęście udało mi się kupić 3 piwa i dedykowane szkło (wprawdzie w o wiele wyższej cenie, niż w TESCO, ale szklanka jest bardzo fajna).

Piwo ma ładną, bursztynowo-miodową barwę i jest prawie klarowne. Leciutkie, opalizujące zmętnienie według mnie jest bardzo fajne. Piana niestety słaba i szybko opadająca, ale małe ma to dla mnie znaczenie. 🙂 Zapewne efekt wysokiej zawartości etanolu. W zapachu jest wyczuwalny amerykański chmiel w postaci cytrusów i innych owoców tropikalnych, takich jak mango, ale nie jest to aromat bardzo intensywny. Nie roznosi się po całym pomieszczeniu tuż po otwarciu butelki, trzeba potrzymać nos nad piwem, żeby go wyczuć. W każdym razie zapach bardzo ładny.
Smak jest słodkawy z nutą cytrusową od amerykańskiego chmielu oraz sporą goryczką, pochodzącą po części od chmielu, a po części od alkoholu. No właśnie, alkohol… Niestety jest on w tym piwie bardzo wyczuwalny, podczas przełykania wręcz gryzący. Nie lubię, gdy w piwie tak czuć alkohol. W dość dużym stopniu niweluje on smaki chmielowe i sprawia, że piwo pije się dość ciężko. Nie jest gęste, zaklejające, za słodkie, przez co jest pijalne, ale dla mnie, przez te procenty jest trochę trudne do przyswojenia.

Myślę, że tegoroczny Grand Champion smakowałby mi bardziej, gdyby goryczka i chmielowe aromaty były mocniejsze, a alkohol mniej wyczuwalny. Nie mniej jednak wciąż jest to bardzo dobre piwo, zasługujące na wysoką ocenę.

Ocena ogólna – 5/6