Monthly Archives: Marzec 2014

Grodziskie 2.0 i 3.0 z Pinty

Parametry:

Browar – Pinta
Styl – Grodziskie
Ekstrakt – 7,8° Blg
Alkohol – 2,5% / 2,6%
IBU – 21 / 20

Piwo grodziskie to tradycyjny polski styl. Od dziesięcioleci było warzone w Grodzisku Wielkopolskim. Niestety na początku lat 90. Jego produkcja została wstrzymana. Dziś browary rzemieślnicze próbują odtworzyć to piwo, tak, aby jak najbardziej przypominało ono pierwowzór. A jest to piwo bardzo lekkie, o niskim ekstrakcie i bardzo małej zawartości alkoholu. Orzeźwiające, dobrze gaszące pragnienie. Warzone było ze słodu pszenicznego, który suszony był dymem z drewna, przez co jednocześnie był on podwędzany.

Ziemowit Fałat, jeden z twórców browaru Pinta, na premierze swojego nowego piwa wspominał, że Pinta tak naprawdę zaczęła się w Lublinie, kiedy to w browarze restauracyjnym Grodzka 15 została uwarzona pierwsza, eksperymentalna warka grodziskiego. Jeśli uznalibyśmy ją za wersję 0.0 (lub beta), to następnie w ofercie Pinty znalazło się piwo A’la Grodziskie (1.0), a ostatnio pojawiły się dwa nowe piwa oznaczone jako Grodziskie 2.0 i Grodziskie 3.0. Wersja 1 nie miała w składzie słodu pszenicznego wędzonego, natomiast 2 i 3 już go mają. A różnią się między sobą tym, że w 2.0 cały zasyp stanowił słód pszeniczny wędzony drewnem dębowym, a w wersji 3.0 mamy jeszcze domieszkę słodu jęczmiennego wędzonego dymem bukowym. Butelki mają bardzo podobne etykiety, ale różnią się one kolorystyką. Bardzo mi się podobają, według mnie to jedne z najlepszych etykiet Pinty.

Piwa opiszę w odwrotnej kolejności, ponieważ 3.0 piłem jako pierwsze, więc opis 2.0 będzie jednocześnie porównaniem obu.

 

DSCF5564

Grodziskie 3.0

Piwo w szklance prezentuje się dobrze. Ma bardzo jasną barwę, która w dolnej, węższej części szklanki jest jeszcze jaśniejsza, niemalże biała. (Tak, wiem, nie jest to szklanka do grodziskiego, ale nie mam takiej, a ta jest najbardziej zbliżona w kształcie ze wszystkich, jakie mam.) Aromat mógłbym opisać jako pszeniczno-owocowy, lekko wędzony. Nie jest zbyt intensywny, ale przyjemny. W smaku wędzonka również jest lekko zaznaczona, nie dominuje i ma charakter bardziej drzewny, niż mięsny. Kojarzy mi się to trochę ze smakiem wody z brzozy (którą bardzo lubię) właśnie przez ten drzewny posmak. Piwo jest bardzo lekkie, orzeźwiające, nieco wodniste, ale wiadomo, takie ma być. Ekstrakt 7,8 Blg już od razu mówi nam, że nie ma tu żadnej pełni. Goryczka jest niska, można powiedzieć nawet, że niewyczuwalna. W tle da się wyczuć delikatne akcenty chmielowe, ale zdecydowanie bardziej czuć tutaj wędzonkę. Ogólnie, gdyby to piwo podrasować, czyli dać trochę więcej ekstraktu, powiedzmy 10 Blg, to moim zdaniem byłoby o wiele lepsze, bardziej wyraziste. Mimo wszystko smakuje mi i mogę je ocenić jako całkiem niezłe.

Ocena ogólna – 4/6

 

DSCF5960

Grodziskie 2.0

Wersja uwarzona wyłącznie na słodzie pszenicznym wędzonym drewnem dębowym. Od razu widać, że ma ciemniejszy kolor, niż 3.0. Wspólne jest natomiast to, że również jest mętne. W szklance wygląda jak Hefe-Weizen, tylko piana mniejsza. Zapach i smak wersji 2.0 jest bardziej wyrazisty i intensywny niż 3.0. Wędzonka jest mocniejsza i ma nieco inny charakter. Kojarzy mi się z wędzonym twarogiem. Ciekawe i dość niespotykane. Pijąc wersję 2.0 miałem wrażenie, że jest pełniejsza i bardziej słodka niż 3.0, tak jakby miała większy ekstrakt. Ogólnie doznania są o wiele lepsze w przypadku tej wersji. Jeśli chodzi o poziom goryczki i aromaty chmielowe, to mamy tutaj mniej więcej to samo, co w 3.0. Jeśli miałbym wybierać, na pewno wybrałbym Grodziskie 2.0.

Ocena ogólna – 5/6


Sweet Cow

DSCF4593

Parametry:

Browar – AleBrowar
Styl – Milk stout
Ekstrakt – 12° Blg
Alkohol – 5%
IBU – 28

Muszę się przyznać do tego, że Słodką Krowę piłem tylko raz w życiu i to dopiero teraz. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do niej, gdy tyle było piw w różnych innych stylach, które dużo bardziej lubię. Jednak musiałem w końcu spróbować przynajmniej raz, bo tak dużo o tym piwie dobrego słyszałem, że w końcu trzeba było się przekonać jak smakuje.

Jest to milk stout, czyli ciemne piwo górnej fermentacji z dodatkiem laktozy. Laktoza jest cukrem, który znajduje się w mleku i dodana do piwa zwiększa jego słodkość, gdyż drożdże nie przerabiają jej na alkohol. Do tego sprawia, że piwo ma mleczny posmak.

O etykiecie nie będę dużo pisał, powiem tylko, że jak dla mnie jest dość dziwna i może wywoływać kontrowersje 😀 Jednak jest na rynku już od dłuższego czasu i każdy już się do niej przyzwyczaił na tyle, że już tak nie szokuje. 😉

Piwo, jak na styl przystało, jest nieprzejrzyście czarne. Piana nie wyszła mi duża, po części jest to wina słabego wysycenia. Zapach i smak jest bardzo łagodny. Przypomina kawę z mlekiem, przy czym piwo nie jest bardzo słodkie. Powiedziałbym, że półsłodkie albo nawet półwytrawne. Bardzo przyjemne, z niską goryczką, lekkie i bardzo pijalne. Jednak jak dla mnie, mogłoby być odrobinę bardziej wyraziste. Brakuje mi tu takiej czekoladowej pełni. Jednakże styl to styl, widocznie powinno być tak, jak jest. 🙂

Ocena ogólna – 5/6


Atak Chmielu

DSCF4799

Browar – Pinta
Styl – American IPA
Ekstrakt – 15,1° Blg
Alkohol – 6,1%

Atak chmielu to piwo pionierskie. Już dziś można powiedzieć, że legendarne. Był to pierwszy produkt kontraktowego browaru Pinta, a jednocześnie pierwsze polskie India Pale Ale. Było to też pierwsze IPA, jakie miałem okazję pić. Wywarło na mnie niesamowite wrażenie i całkowicie zrewolucjonizowało moje pojęcie o piwie. Zresztą nie tylko moje. Od tego piwa tak naprawdę zaczęła się polska piwna rewolucja. Zaczęło się w 2011 roku i od tej pory Atak Chmielu jest w stałej ofercie Pinty, ale powstało już wiele innych browarów, zarówno kontraktowych, jak i rzemieślniczych, które warzą piwa w tym samym stylu. Dzisiaj jednak chciałbym skupić się na tym pierwszym IPA, do którego mam wielki sentyment. Czy zmieniło się przez te półtora roku, odkąd piłem je pierwszy raz?

Z wyglądu na pewno się nie zmieniło. Piwo ma miedzianą barwę i jest idealnie klarowne. Bardzo ładny kolor. Zapach klasyczny, cytrusowo-żywiczny, typowy dla amerykańskich chmieli. W smaku wydaje mi się natomiast łagodniejsze niż ta wersja, którą piłem pierwszy raz. Jest bardziej karmelowe, z mniejszą goryczką, ale w dalszym ciągu amerykański chmiel atakuje nasze zmysły. Piwo ma sporo słodowej pełni i na pewno nie jest wytrawne. Jest treściwe, a ta pełnia jest zbalansowana odpowiednią ilością chmielowej goryczki i wspaniałego smaku cytrusowo-żywicznego. Jednakże nie ma już tego efektu „WOW” jak przy pierwszym próbowaniu. Nie ma tak silnego uderzenia. Myślałem, że po prostu przyzwyczaiłem się już do dużego IBU i „amerykańskich” aromatów, ale… Niedawno taki sam efekt „WOW” wywołał u mnie browar Kormoran swoim American IPA. Czułem się tak, jakbym pierwszy raz pił Atak Chmielu. Zatem jednak coś z tym Atakiem jest inaczej niż kiedyś, no chyba że AIPA z Kormorana jest jeszcze bardziej wyraziste od pierwszych warek Ataku chmielu. Mimo wszystko cały czas jest to znakomite piwo, po które zawsze chętnie sięgam. I zawsze będę pamiętał, że było pierwsze.

Pinta za sprawą Ataku Chmielu pokazała co to znaczy IPA, co to jest amerykański chmiel, a także co to jest piwo rzemieślnicze. Ciekaw jestem, jak teraz wyglądałaby scena piwowarstwa rzemieślniczego w Polsce, gdyby nie Pinta. Na pewno inaczej, niż teraz. Także szacunek się należy. 😉

Ocena ogólna – 6/6

P.S. Zdjęcie zrobione w lokalu „Opium Cafe”. Opis tego miejsca, a także kilku innych już wkrótce na blogu!


ŻytoRillo

DSCF3501

Parametry:

Browar – Pinta
Styl – Black Rye IPA
Ekstrakt – 14° Blg
Alkohol – 5,3%
IBU – 68

ŻytoRillo, czyli połączenie piwa żytniego (Roggenbier) z ciemnym IPA, miało swoją premierę jesienią 2013 roku. Muszę przyznać od razu, że jest to jedno z moich ulubionych piw z Pinty. Chmielone jest tylko jedną odmianą amerykańskiego chmielu – Amarillo. Etykieta tego piwa jest bardzo fajna. Trochę nie pasuje zielona wstawka z chmielem, ale na szczęście bardziej rzuca się w oczy ta brązowa część z kłosami żyta. Podoba mi się kolorystyka właśnie tego fragmentu.

Piwo z wyglądu prezentuje się świetnie. Barwę ma bardzo ciemnobrązową, prawie czarną i jest mętne. Do tego jest bardzo gęste i ogólnie w swojej konsystencji i kolorze przypomina przepalony olej silnikowy. Pianę ma bardzo obfitą i trwałą, w kolorze kremowym. Już na wstępie jest super!

Aromat to połączenie zbożowości z amerykańskim chmielem. Wyczuwalna jest przede wszystkim żywica oraz cytrusy. Oprócz tego chleb i tak jakby trochę surowego ciasta. Bardzo ładny zapach. W smaku natomiast piwo jest potężne. Mocna goryczka, ogromna pełnia i gęstość pochodząca z żytniego słodu, do tego nuty przypieczonej skórki od chleba, kawy i oczywiście żywiczno-cytrusowy chmiel Amarillo. Tym piwem naprawdę można się najeść! Jest jak chleb w płynie i to taki solidnie nachmielony. 😀

Bardzo smakuje mi to piwo. Genialnie łączy smaki typowe dla Black IPA z właściwościami żytniego słodu. Jest pełne, gęste, jakby chlebowe, a do tego gładkie i aksamitne. Zdecydowanie należy się najwyższa ocena!

Ocena ogólna – 6/6


Premiera Lublin to Dublin – U Fotografa

Dnia 14 marca w lubelskim pubie U Fotografa odbyła się ogólnopolska premiera nowego piwa z browaru Pinta, które zostało uwarzone w Irlandii, we współpracy z browarem O’Hara’s. Piwo zostało nazwane „Lublin to Dublin”, a to dlatego, że został do niego dodany chmiel Lubelski, za granicą znany pod nazwą Lublin. Była to pierwsza w historii główna premiera piwa, jaka odbywała się w Lublinie. Dlatego musiałem się na niej pojawić, by móc napisać coś o niej na blogu.

q2

Początek zaplanowany był na godzinę 20:00. Kiedy o 19:40 wszedłem do lokalu, oczywiście wszystkie miejsca były zajęte i od dawna zarezerwowane, więc trzeba było zadowolić się miejscem stojącym, tak samo zresztą musiało uczynić wiele innych osób, które przybyły na premierę jeszcze później. No cóż, w zasadzie niczego innego się nie spodziewałem. 😀 Lokal jest mały, a zainteresowanie premierą było ogromne. O 20:00 było już naprawdę tłoczno. Zaczęto rozlewać piwo do szklanek. Ale to nie była jedyna atrakcja, gdyż o 21:30 miał się zjawić Ziemowit Fałat, jeden z twórców browaru Pinta.

q1

Jeśli chodzi o premierowe piwo, to jest to Robust Oatmeal Stout, czyli taki mocny, solidny stout owsiany. Nieprzejrzyście czarne, bardzo treściwe i gęste. W smaku jednak łagodne, takie aksamitne i „miękkie” można by rzec. Obecne są w nim nuty palone, ale również owsiane, które objawiają się takimi właściwościami, jakie wcześniej opisałem. Jedyne, co mi nie pasowało w tym piwie, to lekko wyczuwalny alkohol. Ogólnie bardzo dobre piwo. Z chęcią napiję się go jeszcze raz, gdy będzie dostępne w butelkach.

Chciałbym też pochwalić organizatorów imprezy za dobór muzyki. Cały czas z głośników płynęły kolejne albumy irlandzkiego zespołu punk rockowego Dropkick Murphys, w tym także moim zdaniem najlepsze ich płyta pod tytułem „The Meanest of Times”. Bardzo lubię ten zespół i często go słucham, zatem tym bardziej podobała mi się cała premiera. Dropkick Murphys stworzył fajną atmosferę, gdyż w swoich kompozycjach często używają „folkowych” instrumentów, takich jak dudy czy akordeon, zatem dobrze się to wszystko wpasowało w irlandzki klimat. 🙂

q4

Ziemowit Fałat spóźnił się o 20 minut, a chwilę wcześniej okazało się, że premierowe piwo już się skończyło. Nie było już żadnej pełnej beczki. Trochę niefortunnie się to wszystko złożyło, ale nikt widocznie nie przewidział, że Lublin to Dublin będzie się cieszyło aż takim wzięciem. Na szczęście, gdy Ziemek wszedł do lokalu, czekała na niego ostatnia szklanka piwa i całe szczęście, bo mógł go spróbować pierwszy raz w finalnej wersji (mówił, że wcześniej próbował go tylko tuż po fermentacji). Z tłumu padały pytania czy nie przywiózł ze sobą jeszcze jednej beczki w bagażniku, po czym wszyscy zaczęli chórem krzyczeć „Gdzie jest beczka!!!” 😀 Następnie Mistrz wygłosił krótkie przemówienie (między innymi mówił o tym, że nazwę piwa wymyślili Irlandczycy oraz o tym, że to w Lublinie miała swój początek Pinta, za sprawą pierwszej warki grodziskiego w browarze Grodzka 15), po czym impreza toczyła się dalej.

q3

Ogólnie wyszło bardzo dobrze, poza tą małą wpadką, gdy piwo się skończyło. 😀 Atmosfera była fajna i chyba wszyscy dobrze się bawili. Ja musiałem oszczędzać siły przed spotkaniem piwowarów domowych zaplanowanym na następny dzień, także wróciłem do domu nieco wcześniej, ale większość gości została do samego końca. Świetna impreza! Oby było więcej takich premier w Lublinie. 🙂

q5

Autorem zdjęć jest Łukasz Dudkowski.


Kuguar

DSCF4715

Parametry:

Browar – Widawa (kolaboracja z Browarem Kopyra)
Styl – American IPA
Ekstrakt – 16° Blg
Alkohol – 6,5%

Kuguar, czyli kolejne IPA powstałe w wyniku kolaboracji blogera Tomasza Kopyry z browarem Widawa w Chrząstawie Małej. Tym razem do kotła zostały wsypane dwie odmiany amerykańskiego chmielu, a są nimi Mosaic oraz Zeus. Dla mnie piw chmielonych odmianami z USA nigdy nie jest za wiele, dlatego nie narzekam, że „znowu kolejne IPA, zróbie coś innego…”, tylko cieszę się, że jest coś, co może mi posmakować. I chociaż wiem, że człowiek mający do wyboru mniej opcji, jest zwykle szczęśliwszy i mniej żałuje, że nie wybrał czegoś innego, to jednak dobrze się dzieje, że mamy coraz więcej rzemieślniczych piw na rynku. Dzięki temu może w końcu będzie o tym bardziej głośno i więcej ludzi pozna smak dobrego piwa.

Teraz już skupię się na samym Kuguarze. Piwo ma bardzo ładny, miodowo-bursztynowy kolor i świetną drobnopęcherzykową pianę. Jest przy tym lekko mętne. W zapachu jest fajnie, mamy tu mocno zaznaczone cytrusy i inne tropikalne owoce, wymieszane z żywicą. Bardzo ładnie pachnie to piwo. Co do smaku, to pierwszy łyk wywołał u mnie dziwne skojarzenia. Na początku nie wiedziałem dokładnie, co to jest, ale po drugim i trzecim łyku doznałem olśnienia. Granulat chmielowy! Tak, to było to! Smak połączony z aromatem wywołał u mnie takie wrażenie, jakbym zjadł granulat z amerykańskiego chmielu. W żadnym innym piwie tego nie wyczułem. Goryczka w tym piwie jest mocna i ma charakter sosnowo-żywiczny, przy czym jest tam też nuta zielona, trawiasta, liściasta można powiedzieć. Może trafiła mi się jakaś butelka napełniana na końcu, gdzie zostały jakieś szczątki chmielu, nie wiem. Ale naprawdę, jest to jak dotąd jedyne piwo, w którym wyczuwam surowy granulat, taki sam, jakiego używam do chmielenia piw, które warzę w domu.

Nie zmienia to faktu, że piwo jest bardzo dobre. Ma świetny aromat, dobrą bazę słodową i goryczkę taką, jaką lubię. Gdyby nie ten smak granulatu, dałbym najwyższą ocenę, ale muszę ją niestety troszkę obniżyć.

Ocena ogólna – 5/6


Piwo Sobótka Górka

DSCF4093

Parametry:

Browar – Browarnia Sobótka Górka
Styl – pils
Ekstrakt – 12° Blg
Alkohol – 4,5%

Browarnia Sobótka Górka zdążyła już narobić szumu w piwnym świecie, zanim w sprzedaży pojawiło się ich pierwsze piwo. Browar ogłosił, że piwa w małych butelkach będą kosztowały po 10zł, przy czym będą to zwykłe lagery, czy też pilsy. Od razu powstała burza w internecie, niektórzy zarzekali się, że nigdy nie kupią tego piwa, bo takie drogie i w ogóle że brakuje u nas porządnego pilsa za 3 złote i jak tak można, przecież to karygodne itd. No cóż, niestety jest to bardzo mały browar i ma bardzo wysokie koszty produkcji, jednakże faktycznie, 10zł to nie jest cena, jakiej jest warta mała butelka lagera, jeszcze nie wiadomo czy dobrego czy nie. Za tyle, to można mieć jakieś piwo z AleBrowaru czy Pracowni Piwa i to do tego w dużej butelce! Stanęło jednak na tym, że piwa z Sobótki kosztują po 8zł, co i tak jest dość wysoką ceną.

Tym, co zasługuje na uwagę jest etykieta. Naprawdę świetna i z pomysłem! Bardzo pasuje do małej butelki typu „bączek”. Na etykiecie znajduje się prasłowiański „pomnik” niedźwiedzia, który oglądać można na górze Ślęży, u podnóża której znajduje się miejscowość Sobótka. Butelka znalazła miejsce w mojej kolekcji, bo bardzo mi się spodobała.

Oceniane przeze mnie piwo to pils o ekstrakcie 12 Blg. Piłem to piwo dwa razy, przy czym były to dwie różne warki. Zdjęcie mam tylko z tej wcześniejszej, niestety, bo za drugim razem piwo było dużo lepsze i nawet wyglądało inaczej. Nie spodziewałem się tego i nie miałem już jak zrobić zdjęcia, więc jest tylko to stare.

Wcześniejsza wersja była, jak widać, mętna, ze słabą pianą i ogólnie pachniała i smakowała jak standardowy lager z kiepskiego browaru restauracyjnego. Słodkie, z lekkim DMS-em i takim „restauracyjnym” posmakiem. Nie wiem, jak to dokładnie opisać, ale nie smakowało mi. Druga wersja była już o wiele lepsza. Piwo było bardziej klarowne, miało większą i trwalszą pianę, a smakowało jak jakiś czeski pils. Goryczka była na średnim poziomie, czuć było fajny chmiel i naprawdę całkiem nieźle mi się to piło.

Sobótka się wyrabia i zaczyna warzyć coraz lepsze piwo. Może w końcu kiedyś będzie je można kupić w niższej cenie 😉

Ocena ogólna – 4/6

Na koniec jeszcze zdjęcie góry Ślęży, które zrobiłem niedawno z okna pociągu 😉

DSCF3887


Żywiec Białe

DSCF5569

Parametry:

Browar – Grupa Żywiec
Styl – Witbier
Ekstrakt – 11,6° Blg
Alkohol – 4,9%

No i stało się! Mamy pierwszego w Polsce Witbiera od koncernu. Żywiec Białe wyszło razem z dwoma innymi piwami z nowej serii, a są nimi Bock i Marcowe. Za tamtymi stylami nie przepadam, ale bardzo lubię wity, dlatego musiałem od razu spróbować Białego. A jest to piwo pszeniczne w stylu belgijskim, doprawiane niewielką ilością chmielu oraz kolendrą.

Pojawienie się tych piw, jeszcze zanim były w sprzedaży wywołało wiele kontrowersji i głosów krytyki w „Internetach” (czy mogło być inaczej?). Od razu pojawili się znawcy, którzy już wiedzieli, że będą niedobre, zanim w ogóle mieli okazję spróbować.

Ja postanowiłem poczekać z wypowiedziami do momentu, w którym spróbuję piwa. A spróbowałem właśnie dzisiaj. Spodziewałem się, że będzie ono mało wyraziste, ale już po przelaniu do szklanki nieco się zdziwiłem, bo czuć było typowy aromat Witbiera. I to wcale nie taki słaby. Kolendra jest wyczuwalna. Co do koloru, to może mógłby być jaśniejszy, bo mamy tutaj barwę złocistą z lekkim zmętnieniem, które również powinno być większe. Piana grubopęcherzykowa, szybko opada, ale nie znika całkowicie.

Mogę powiedzieć, że smakuje mi to piwo! Bardzo dobry Witbier. Jest charakterystyczny dla stylu kwasek, jest trochę kolendry, nuty cytrusowe również, chociaż nie za wiele. Piwo nie jest wcale mało wyraziste. Moim zdaniem całkiem porządnie uwarzone, idealne do picia w gorące, letnie dni. Zdziwiło mnie to, ale serio, pasuje mi!

Zdaję sobie sprawę, że moje słowa mogą nie brzmieć wiarygodnie. Wiem, że inni blogerzy już napisali, że to piwo jest słabe, kiepskie, niedobre i niewarte uwagi. Bo tak trzeba napisać, bo jest z koncernu. Bo koncerniak nie może być dobry. Ja tam jednak nie patrzę, czy koncernowe czy nie, skoro mi smakuje, to dlaczego mam pisać inaczej?

HATERS GONNA HATE.

Ocena ogólna pierwszej warki – 5/6

Ocena ogólna obecnie – 4/6


Coś na 8 marca, czyli piwo dla kobiet

Zauważyłem, że duża część kobiet nie lubi piwa, takiego w czystej formie. Zwykle dlatego, że „śmierdzi piwskiem” albo jest za gorzkie, nawet takie koncernowe, w którym goryczka występuje w ilościach homeopatycznych. Dlatego też panie często wybierają piwa smakowe, owocowe (niestety w dużej mierze są to sztucznie aromatyzowane radlery), albo piją piwo z dolewanymi syropami, jak często ma to miejsce w knajpach. Znam też jedną taką, która dolewa sobie coli do Perły, bo bez tego jej nie smakuje. 😉 Wszystkie te dodatki są po to, by zabić smak piwa i sprawić, żeby było słodsze. Oczywiście, znam też wiele kobiet, które lubią piwo bez żadnych słodkich substancji, nawet takie bardzo gorzkie, ale jest ich raczej mało. Dlatego w tym wpisie skupię się na piwach, które będą smakowały większości kobiet. Takich, które nie smakują jak „śmierdzące piwsko”. 😉

Chciałbym tutaj skupić się na piwach innych, niż te, które są produkowane przez wielkie koncerny. Nie będę pisał o Warce Radler czy Perle Summer, albo co gorsza totalnie sztucznych Reddsach. Chciałbym zaproponować coś znacznie lepszego. Piwa z mniejszych browarów, rzemieślnicze, powstałe z naturalnych składników albo piwa zagraniczne. Niektórych nie da się kupić w każdym sklepie, ale jeśli się dobrze poszuka, to nie będzie problemu. 😉 Chyba że któregoś z tych piw po prostu w danym okresie nie ma, bo browar nie warzy go bez przerwy. Wtedy trzeba czekać, aż pojawi się kolejna partia.

Podzieliłem te piwa na kilka kategorii i zrobiłem do każdego krótki opis.

1. Piwa pszeniczne w stylu belgijskim – Witbier

Witbier (z jęz. flamandzkiego „białe piwo”) to piwo pszeniczne z dodatkiem kolendry i skórki pomarańczy Curacao. Ma łagodny smak, bez goryczki, z lekkim kwaskiem i jest bardzo aromatyczne. Poniżej prezentuję kilka wybranych piw z tego gatunku:

podroze-kormorana-witbierPodróże Kormorana – Witbier – Browar Kormoran. Według mnie, najlepszy Wit na polskim rynku. Bardzo cytrusowy, doskonale zbalansowany, naprawdę świetny! Nie jest to piwo bardzo słodkie, zresztą tak, jak i inne w tym stylu, ale nie jest też gorzkie. Owocowo-kolendrowy aromat w ogóle nie przypomina typowego piwa, zatem powinno ono posmakować paniom. 🙂

DSCF3675Afrodyta – Browar Olimp. Kolejny bardzo dobry Witbier. Uwarzony przez browar kontraktowy Olimp. W tym przypadku mamy jeszcze nowozelandzki chmiel dodany na aromat, co daje lekkie nuty owoców tropikalnych.

DSCF3937Namysłów Białe Pszeniczne. Wit z browaru w Namysłowie jest bardzo łagodny, mniej kwaskowy i ogólnie bardziej „grzeczny” w smaku. Przez to trochę mało wyrazisty, ale jednak całkiem porządny.

DSCF3441Oboloń Bile. Pierwszy Witbier, jakiego piłem. Zachwycił mnie wtedy aromatem i smakiem. Czuć w nim sporo kolendry. Na Ukrainie piwa tego typu stały się popularne wcześniej niż u nas, dlatego akurat to jest obecne na rynku już od kilku lat i dla wielu osób stanowi pewien wzorzec, z którym porównuje się inne wity. Nie jest najlepsze, ale mam do niego sentyment. 😉

DSCF4780Czernihiwske Bile. Kolejny Wit z Ukrainy, może nawet lepszy, ale trudniej dostępny. Oboloń jest w każdym hipermarkecie, a Czernihiwskie widziałem chyba tylko w Almie.

2. Piwa pszeniczne w stylu niemieckim – Hefe-Weizen

Piwa w stylu Hefe-Weizen lub Weissbier to klasyka bawarskiego piwowarstwa. Charakteryzują się aromatami bananów, goździków i czasem też drożdży. Mają małą goryczkę i są dość słodkie, przy tym gęste i sycące.

Paulaner_Hefe-WeissbierPaulaner. Ikona stylu, najsłynniejszy na świecie Weizen, przy tym najlepiej dostępny. Często jest w promocji w Lidlu lub Biedronce. (:D) Charakteryzuje się łagodnym smakiem i aromatem i zawsze trzyma wysoką jakość. Występuje również w wersji ciemnej (Dunkel), która jest trochę bardziej słodka.

DSCF3408Primator Weizenbier. Czeskie piwo z browaru Nachod. Moim zdaniem najlepszy Hefe-Weizen, jakiego piłem. Jest bardzo bananowe w smaku i aromacie, przy tym gęste i dość słodkie. Niedawno w pewnym międzynarodowym konkursie zostało uznane za najlepsze piwo na świecie. Może nie jest to jakiś wiarygodny i bardzo poważany konkurs, ale zgadzam się z tym, ze przynajmniej w swoim stylu, jest ono nie do pokonania.

IMG_5947_cpszeniczneCiechan Pszeniczne. Również świetny Weizen, tym razem z Polski. Uważam, ze najlepszy ze wszystkich polskich. Polecam naprawdę! Uważać tylko trzeba na datę ważności, bo piwo jest niepasteryzowane i może się zepsuć na sklepowej półce, która nie jest chłodzona.

IMG_4769_cornlliusaCornelius Pszeniczne Ciemne. Browar Cornelius ma również w ofercie bardzo dobrego klasycznego Hefe-Weizena, ale chciałbym też zwrócić uwagę na nieco mniej typowe piwo, jakim jest Dunkel Weizen. Podobnie jak Paulaner Dunkel, to piwo jest słodsze i nieco „cięższe” od jasnej wersji.

podroze-kormorana-weizenbockPodróże Kormorana – Weizenbock. To już nieco inny styl, jakim jest Weizenbock, czyli koźlak pszeniczny. Jest to piwo o ciemnej, miedzianej barwie i o większym ekstrakcie. Jest słodkie, zawiera więcej alkoholu i oprócz aromatów bananowo-goździkowych ma w sobie nuty karmelowe i biszkoptowe. Paniom powinno smakować, przynajmniej jedna moja znajoma próbowała i powiedziała, że jest bardzo dobre. 🙂

3. Milk stout, sweet stout

Stout mleczny, czyli sweet stout to ciemne piwo górnej fermentacji z dodatkiem laktozy. Laktoza jest cukrem, który znajduje się w mleku, a dodana do piwa sprawia, że jest ono słodsze (drożdże jej nie przetwarzają) i ma mleczne nuty w smaku. Milk stouty są łagodne, mają bardzo małą goryczkę i smakują podobnie, jak kawa z mlekiem.

DSCF4593Sweet Cow – AleBrowar. Chyba jedyny szerzej dostępny w Polsce milk stout. Nie jest stale warzony i pojawia się sezonowo, ale teraz akurat jeszcze powinien być w sklepach. Jest to piwo łagodne, słodkie, z bardzo minimalną goryczką. Powinno smakować paniom, zwłaszcza tym, które lubią kawę. 😉

4. Sahti

Sahti jest stylem tradycyjnie warzonym w Finlandii. Jest to piwo robione bez dodatku chmielu (albo ze śladową jego ilością), z dodatkiem owoców jałowca, fermentowane drożdżami piekarskimi. Bardzo ciekawy i mało znany styl.

DSCF3424Koniec Świata – Browar Pinta. Piwo miało swoją premierę w grudniu 2012 roku, tuż przed końcem świata… Ta nazwa miała też nawiązywać do tego, jak jest ono nietypowe i szokujące. Niegotowane, bez chmielu, z jałowcem, na drożdżach piekarskich. Do tego wysoki ekstrakt i 8,5% alkoholu. Okazało się jednak, że piwo jest świetne! Słodkie, gęste, trochę korzenne, z posmakiem drożdżowym. Może nie wszystkim posmakuje, ale polecam spróbować.

5. Słodkie ciemne lagery

Wiadomo, że nie są one zgodne z „duchem craftu” i przez wiele osób wyśmiewane, ale wiem, że panie je lubią. Ciemne piwa o małej goryczce, karmelowo-cukrowe w smaku. Zwykle właśnie na coś takiego trafiamy, jeśli kupujemy piwo z polskiego browaru regionalnego lub restauracyjnego.

Nałęczowskie Ciemne / Magnus – Browar Jagiełło. (Niestety nie mam zdjęć z nowymi etykietami.) Opisuję wspólnie, bo jest to to samo piwo. Przy czym Magnus musi być w małych butelkach, bo ten w dużych jest zupełnie innym piwem, bardzo wytrawnym i niesłodkim. Chodzi mi o tego Magnusa, który jest od dawna taką płynną słodyczą. Kiedyś piłem go bardzo dużo, ale potem przyszedł czas na Atak Chmielu i inne IPA, które jednak przekonały mnie o wiele bardziej. 😉 Ale wiem, że znakomitej większości kobiet bardziej będzie smakował Magnus lub Nałęczowskie, bo nie są gorzkie. 😉 I mówię tutaj o klasycznym Magnusie, nie tych wszystkich wariacjach ze sztucznymi aromatami wiśni, żurawiny czy rumu, bo to nie o to chodzi.

DSCF4217Oboloń Oksamytowe. Ukraińskie piwo, które również mógłbym polecić paniom lubiącym słodki smak. Jest ono łagodne w smaku, mocno karmelowe, słodkie, z trochę mlecznym aromatem. Takie właśnie aksamitne, jak to sama nazwa nam mówi. Pojawia się w różnych supermarketach.

6. Piwa miodowe

IMG_5951_cmiodowyCiechan miodowe. Zdecydowanie najsłodsze ze wszystkich piw, które tutaj opisuję. Pachnie i smakuje wyłącznie prawdziwym miodem. Myślę, że wiele osób już doskonale je zna, gdyż na rynku jest już od bardzo dawna. Dla mnie za słodkie, ale wiem, że dziewczyny lubią. 😉

IMG 010_gryczanyPiwo na miodzie gryczanym – Browar Jabłonowo. Dobre piwo miodowe, mniej słodkie niż Ciechan, ale również mające w składzie (co za tym idzie w smaku i zapachu) prawdziwy miód. Polecam tym, dla których Ciechan jest za słodki.

IMG_5537_1Orkiszowe z miodem – Browar Kormoran. Również świetne piwo miodowe. Ma ono również taki zbożowy posmak, jak pozostałe wersje Orkiszowego i co ważne, również prawdziwy miód w składzie. Kormoran ma jeszcze w ofercie inne piwo miodowe – Miodne, ale po usłyszeniu kilku opinii, że jest ono za gorzkie, nie będę go tutaj umieszczał osobno. Do spróbowania samemu, ja tam lubię. 😉

7. Piwa smakowe – owocowe

Wreszcie dobrnąłem do tego, co większość kobiet pije najczęściej jako piwo. Tak jak mówiłem, nie chcę tu opisywać koncernowych radlerów, ani też sztucznie aromatyzowanych piw z Witnicy czy Jagiełły. Opiszę coś, co da się pić.

DSCF3388Cornelius Banan. O ilę nie lubię piw owocowych, to Cornelius Banan wygrywa wszystko. Absolutnie najlepsze piwo smakowe, jakiego próbowałem. Po tym nie ma długo długo nic. Słodkie, bardzo gęste, mocno bananowe, po prostu mistrzostwo! Jest to piwo pszeniczne w stylu Hefe-Weizen. Piwa w tym stylu mają naturalny lekki aromat bananowy, który jest produkowany przez drożdże. To natomiast jest tak jakby turbo-weizen z wzmocnionym 10-krotnie smakiem bananowym, przy czym ten banan nie przykrywa całkiem pozostałych aromatów charakterystycznych dla stylu. Naprawdę polecam!

Co tu więcej powiedzieć… Słyszałem, że dobre są jeszcze pozostałe owocowe pszeniczniaki z Corneliusa, czyli cytryna i grapefruit. Poza tym dobra może być Fortuna Śliwkowa i smakowe piwa z Kormorana, czyli Wiśnia w Piwie, Śliwka w Piwie, i Jabłko w Piwie. Nie próbowałem ich wszystkich, dlatego nie będę pisał szczegółów, drogie panie, spróbujcie same. 😉

A na koniec, dla tych, którzy mieli siłę dotrzeć aż tutaj, coś specjalnego. American India Pale Ale – Ciechan Grand Prix! Piwo, które wywarło na mnie ogromne wrażenie. Uwarzone w Ciechanie według receptury Czesława Dziełaka, człowieka, który wygrał konkurs piw domowych w Warszawie w 2013 roku.

DSCF3470

Jest to piwo wyjątkowo bardzo aromatyczne. Znajdziemy tutaj nuty typowe dla amerykańskiego chmielu, czyli cytrusy, mango, ananasy, brzoskwinie i inne owoce tropikalne. W smaku obecna jest spora słodowa pełnia, wymienione wcześniej owoce i średnio niska goryczka, która nie powinna sprawiać problemu paniom. Wiem, że dla wielu wciąż będzie za gorzkie, ale goryczka w Grand Prix jest chyba najniższa ze wszystkich AIPA dostępnych normalnie w Polsce, a przy tym aromat jest niesamowity. To jest coś jak piwo o smaku owoców tropikalnych, przy czym cały ich aromat pochodzi z chmielu. Może być świetnym wstępem do zapoznania się ze światem piw w stylu India Pale Ale i stopniowego oswajania się z dużą ilością chmielu w piwie. Zatem zachęcam wszystkie kobiety do spróbowania tego piwa. Naprawdę może Was nieźle zaskoczyć!

I to by było na tyle, jeśli chodzi o piwa, które mogą posmakować większości kobiet. Wiem, że takich piw jest o wiele więcej, ale ten wpis i tak jest już za długi. 😀 Zdaję sobie też sprawę z tego, że wiele osób może mi zarzucić szowinizm, anty-feminizm, anty-genderyzm, szufladkowanie, czy w ogóle rozróżnianie płci, stereotypowe podejście,  że jak ja tak mogę uogólniać, bo przecież są kobiety pijące regularnie żubry i tyskie i tak dalej… Tak, tak, tylko że ja z własnych obserwacji wnioskuję, że jednak nie jest to większość. 😉 Dlatego wybrałem słodkie i mało gorzkie piwa. Mam nadzieję, że pomogłem trochę tym wpisem zorientować się w piwnym świecie paniom, które nie wiedzą, co wybrać, albo nie wiedzą, że istnieje coś jeszcze poza gorzkim i śmierdzącym piwskiem lub syropem malinowym. 😉

Serdecznie dziękuję Browarnikowi Tomkowi za użyczenie mi zdjęć piw miodowych, Ciechana Pszenicznego i Corneliusa Pszenicznego Ciemnego!

Żrodło zdjęć piw z serii Podróże Kormorana – browarkormoran.pl
Żródło zdjęcia Paulanera – Wikipedia


Primator Double 24%

DSCF3930

Parametry:

Browar – Nachod
Styl – Porter bałtycki (?)
Ekstrakt – 24° Blg
Alkohol – 10,5%

Z tym Primatorem 24% to jest szczerze mówiąc trudna sprawa. Tak naprawdę nie wiadomo, jaki to styl. Po spróbowaniu byłem pewien, że jest to porter bałtycki, bo smakuje tak samo, jak polskie portery, ale później dowiedziałem się, że to w ogóle nie jest porter, tylko nie wiadomo co. Niemcy mówią, że to doppelbock, Czesi, że piwo ciemne specjalne, ale ani u Czechów, ani u Niemców nie ma tradycji warzenia porterów, tak, jak ma to miejsce w Polsce. Nie mają oni dobrze wyrobionej definicji porterów. Zatem po polsku jest to porter i tego będę się trzymał.

Kolor piwa jest typowo porterowy, czyli nie idealnie czarny, ale bardzo ciemno brązowy z rubinowymi refleksami. Piana, jak widać na zdjęciu, na początku jest obfita, ale ma grube pęcherzyki, chociaż nie jest to dla mnie takie ważne. Pachnie też jak normalny porter. Czuć ciemne słody i alkohol, którego w tym piwie jest niemało, bo 10,5%. Co do smaku, to tutaj już nie można się zgodzić z ocenami tego piwa sprzed dwóch lat, kiedy to podobno było bardzo mdłe, słodkie i mocno alkoholowe. Owszem, alkohol jest, ale raczej słabo wyczuwalny, ukryty w słodach i to nie mdłych i mulących. Jest tutaj paloność, karmel i odpowiednia goryczka. Po prostu typowy smak porteru bałtyckiego, podobny do tego z Żywca. Jeśli kiedyś to piwo było za słodkie, to teraz już nie jest. Chyba zmienili recepturę.

Drugą butelkę zostawiłem sobie do leżakowania na kilka lat, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tak ogólnie, to obecnie średnio lubię portery ze względu na wysoką zawartość alkoholu, który daje się wyczuć, ale skoro w trakcie leżakowania ten alkohol się układa i czuć go słabiej, to chętnie spróbuję zarówno tego Primatora, jak i innych porterów po leżakowaniu.

Ocena ogólna – 4/6