Monthly Archives: Marzec 2014

Grodziskie 2.0 i 3.0 z Pinty

Parametry:

Browar – Pinta
Styl – Grodziskie
Ekstrakt – 7,8° Blg
Alkohol – 2,5% / 2,6%
IBU – 21 / 20

Piwo grodziskie to tradycyjny polski styl. Od dziesięcioleci było warzone w Grodzisku Wielkopolskim. Niestety na początku lat 90. Jego produkcja została wstrzymana. Dziś browary rzemieślnicze próbują odtworzyć to piwo, tak, aby jak najbardziej przypominało ono pierwowzór. A jest to piwo bardzo lekkie, o niskim ekstrakcie i bardzo małej zawartości alkoholu. Orzeźwiające, dobrze gaszące pragnienie. Warzone było ze słodu pszenicznego, który suszony był dymem z drewna, przez co jednocześnie był on podwędzany.

Ziemowit Fałat, jeden z twórców browaru Pinta, na premierze swojego nowego piwa wspominał, że Pinta tak naprawdę zaczęła się w Lublinie, kiedy to w browarze restauracyjnym Grodzka 15 została uwarzona pierwsza, eksperymentalna warka grodziskiego. Jeśli uznalibyśmy ją za wersję 0.0 (lub beta), to następnie w ofercie Pinty znalazło się piwo A’la Grodziskie (1.0), a ostatnio pojawiły się dwa nowe piwa oznaczone jako Grodziskie 2.0 i Grodziskie 3.0. Wersja 1 nie miała w składzie słodu pszenicznego wędzonego, natomiast 2 i 3 już go mają. A różnią się między sobą tym, że w 2.0 cały zasyp stanowił słód pszeniczny wędzony drewnem dębowym, a w wersji 3.0 mamy jeszcze domieszkę słodu jęczmiennego wędzonego dymem bukowym. Butelki mają bardzo podobne etykiety, ale różnią się one kolorystyką. Bardzo mi się podobają, według mnie to jedne z najlepszych etykiet Pinty.

Piwa opiszę w odwrotnej kolejności, ponieważ 3.0 piłem jako pierwsze, więc opis 2.0 będzie jednocześnie porównaniem obu.

 

DSCF5564

Grodziskie 3.0

Piwo w szklance prezentuje się dobrze. Ma bardzo jasną barwę, która w dolnej, węższej części szklanki jest jeszcze jaśniejsza, niemalże biała. (Tak, wiem, nie jest to szklanka do grodziskiego, ale nie mam takiej, a ta jest najbardziej zbliżona w kształcie ze wszystkich, jakie mam.) Aromat mógłbym opisać jako pszeniczno-owocowy, lekko wędzony. Nie jest zbyt intensywny, ale przyjemny. W smaku wędzonka również jest lekko zaznaczona, nie dominuje i ma charakter bardziej drzewny, niż mięsny. Kojarzy mi się to trochę ze smakiem wody z brzozy (którą bardzo lubię) właśnie przez ten drzewny posmak. Piwo jest bardzo lekkie, orzeźwiające, nieco wodniste, ale wiadomo, takie ma być. Ekstrakt 7,8 Blg już od razu mówi nam, że nie ma tu żadnej pełni. Goryczka jest niska, można powiedzieć nawet, że niewyczuwalna. W tle da się wyczuć delikatne akcenty chmielowe, ale zdecydowanie bardziej czuć tutaj wędzonkę. Ogólnie, gdyby to piwo podrasować, czyli dać trochę więcej ekstraktu, powiedzmy 10 Blg, to moim zdaniem byłoby o wiele lepsze, bardziej wyraziste. Mimo wszystko smakuje mi i mogę je ocenić jako całkiem niezłe.

Ocena ogólna – 4/6

 

DSCF5960

Grodziskie 2.0

Wersja uwarzona wyłącznie na słodzie pszenicznym wędzonym drewnem dębowym. Od razu widać, że ma ciemniejszy kolor, niż 3.0. Wspólne jest natomiast to, że również jest mętne. W szklance wygląda jak Hefe-Weizen, tylko piana mniejsza. Zapach i smak wersji 2.0 jest bardziej wyrazisty i intensywny niż 3.0. Wędzonka jest mocniejsza i ma nieco inny charakter. Kojarzy mi się z wędzonym twarogiem. Ciekawe i dość niespotykane. Pijąc wersję 2.0 miałem wrażenie, że jest pełniejsza i bardziej słodka niż 3.0, tak jakby miała większy ekstrakt. Ogólnie doznania są o wiele lepsze w przypadku tej wersji. Jeśli chodzi o poziom goryczki i aromaty chmielowe, to mamy tutaj mniej więcej to samo, co w 3.0. Jeśli miałbym wybierać, na pewno wybrałbym Grodziskie 2.0.

Ocena ogólna – 5/6

Reklamy

Sweet Cow

DSCF4593

Parametry:

Browar – AleBrowar
Styl – Milk stout
Ekstrakt – 12° Blg
Alkohol – 5%
IBU – 28

Muszę się przyznać do tego, że Słodką Krowę piłem tylko raz w życiu i to dopiero teraz. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do niej, gdy tyle było piw w różnych innych stylach, które dużo bardziej lubię. Jednak musiałem w końcu spróbować przynajmniej raz, bo tak dużo o tym piwie dobrego słyszałem, że w końcu trzeba było się przekonać jak smakuje.

Jest to milk stout, czyli ciemne piwo górnej fermentacji z dodatkiem laktozy. Laktoza jest cukrem, który znajduje się w mleku i dodana do piwa zwiększa jego słodkość, gdyż drożdże nie przerabiają jej na alkohol. Do tego sprawia, że piwo ma mleczny posmak.

O etykiecie nie będę dużo pisał, powiem tylko, że jak dla mnie jest dość dziwna i może wywoływać kontrowersje 😀 Jednak jest na rynku już od dłuższego czasu i każdy już się do niej przyzwyczaił na tyle, że już tak nie szokuje. 😉

Piwo, jak na styl przystało, jest nieprzejrzyście czarne. Piana nie wyszła mi duża, po części jest to wina słabego wysycenia. Zapach i smak jest bardzo łagodny. Przypomina kawę z mlekiem, przy czym piwo nie jest bardzo słodkie. Powiedziałbym, że półsłodkie albo nawet półwytrawne. Bardzo przyjemne, z niską goryczką, lekkie i bardzo pijalne. Jednak jak dla mnie, mogłoby być odrobinę bardziej wyraziste. Brakuje mi tu takiej czekoladowej pełni. Jednakże styl to styl, widocznie powinno być tak, jak jest. 🙂

Ocena ogólna – 5/6


Atak Chmielu

DSCF4799

Browar – Pinta
Styl – American IPA
Ekstrakt – 15,1° Blg
Alkohol – 6,1%

Atak chmielu to piwo pionierskie. Już dziś można powiedzieć, że legendarne. Był to pierwszy produkt kontraktowego browaru Pinta, a jednocześnie pierwsze polskie India Pale Ale. Było to też pierwsze IPA, jakie miałem okazję pić. Wywarło na mnie niesamowite wrażenie i całkowicie zrewolucjonizowało moje pojęcie o piwie. Zresztą nie tylko moje. Od tego piwa tak naprawdę zaczęła się polska piwna rewolucja. Zaczęło się w 2011 roku i od tej pory Atak Chmielu jest w stałej ofercie Pinty, ale powstało już wiele innych browarów, zarówno kontraktowych, jak i rzemieślniczych, które warzą piwa w tym samym stylu. Dzisiaj jednak chciałbym skupić się na tym pierwszym IPA, do którego mam wielki sentyment. Czy zmieniło się przez te półtora roku, odkąd piłem je pierwszy raz?

Z wyglądu na pewno się nie zmieniło. Piwo ma miedzianą barwę i jest idealnie klarowne. Bardzo ładny kolor. Zapach klasyczny, cytrusowo-żywiczny, typowy dla amerykańskich chmieli. W smaku wydaje mi się natomiast łagodniejsze niż ta wersja, którą piłem pierwszy raz. Jest bardziej karmelowe, z mniejszą goryczką, ale w dalszym ciągu amerykański chmiel atakuje nasze zmysły. Piwo ma sporo słodowej pełni i na pewno nie jest wytrawne. Jest treściwe, a ta pełnia jest zbalansowana odpowiednią ilością chmielowej goryczki i wspaniałego smaku cytrusowo-żywicznego. Jednakże nie ma już tego efektu „WOW” jak przy pierwszym próbowaniu. Nie ma tak silnego uderzenia. Myślałem, że po prostu przyzwyczaiłem się już do dużego IBU i „amerykańskich” aromatów, ale… Niedawno taki sam efekt „WOW” wywołał u mnie browar Kormoran swoim American IPA. Czułem się tak, jakbym pierwszy raz pił Atak Chmielu. Zatem jednak coś z tym Atakiem jest inaczej niż kiedyś, no chyba że AIPA z Kormorana jest jeszcze bardziej wyraziste od pierwszych warek Ataku chmielu. Mimo wszystko cały czas jest to znakomite piwo, po które zawsze chętnie sięgam. I zawsze będę pamiętał, że było pierwsze.

Pinta za sprawą Ataku Chmielu pokazała co to znaczy IPA, co to jest amerykański chmiel, a także co to jest piwo rzemieślnicze. Ciekaw jestem, jak teraz wyglądałaby scena piwowarstwa rzemieślniczego w Polsce, gdyby nie Pinta. Na pewno inaczej, niż teraz. Także szacunek się należy. 😉

Ocena ogólna – 6/6

P.S. Zdjęcie zrobione w lokalu „Opium Cafe”. Opis tego miejsca, a także kilku innych już wkrótce na blogu!


ŻytoRillo

DSCF3501

Parametry:

Browar – Pinta
Styl – Black Rye IPA
Ekstrakt – 14° Blg
Alkohol – 5,3%
IBU – 68

ŻytoRillo, czyli połączenie piwa żytniego (Roggenbier) z ciemnym IPA, miało swoją premierę jesienią 2013 roku. Muszę przyznać od razu, że jest to jedno z moich ulubionych piw z Pinty. Chmielone jest tylko jedną odmianą amerykańskiego chmielu – Amarillo. Etykieta tego piwa jest bardzo fajna. Trochę nie pasuje zielona wstawka z chmielem, ale na szczęście bardziej rzuca się w oczy ta brązowa część z kłosami żyta. Podoba mi się kolorystyka właśnie tego fragmentu.

Piwo z wyglądu prezentuje się świetnie. Barwę ma bardzo ciemnobrązową, prawie czarną i jest mętne. Do tego jest bardzo gęste i ogólnie w swojej konsystencji i kolorze przypomina przepalony olej silnikowy. Pianę ma bardzo obfitą i trwałą, w kolorze kremowym. Już na wstępie jest super!

Aromat to połączenie zbożowości z amerykańskim chmielem. Wyczuwalna jest przede wszystkim żywica oraz cytrusy. Oprócz tego chleb i tak jakby trochę surowego ciasta. Bardzo ładny zapach. W smaku natomiast piwo jest potężne. Mocna goryczka, ogromna pełnia i gęstość pochodząca z żytniego słodu, do tego nuty przypieczonej skórki od chleba, kawy i oczywiście żywiczno-cytrusowy chmiel Amarillo. Tym piwem naprawdę można się najeść! Jest jak chleb w płynie i to taki solidnie nachmielony. 😀

Bardzo smakuje mi to piwo. Genialnie łączy smaki typowe dla Black IPA z właściwościami żytniego słodu. Jest pełne, gęste, jakby chlebowe, a do tego gładkie i aksamitne. Zdecydowanie należy się najwyższa ocena!

Ocena ogólna – 6/6


Premiera Lublin to Dublin – U Fotografa

Dnia 14 marca w lubelskim pubie U Fotografa odbyła się ogólnopolska premiera nowego piwa z browaru Pinta, które zostało uwarzone w Irlandii, we współpracy z browarem O’Hara’s. Piwo zostało nazwane „Lublin to Dublin”, a to dlatego, że został do niego dodany chmiel Lubelski, za granicą znany pod nazwą Lublin. Była to pierwsza w historii główna premiera piwa, jaka odbywała się w Lublinie. Dlatego musiałem się na niej pojawić, by móc napisać coś o niej na blogu.

q2

Początek zaplanowany był na godzinę 20:00. Kiedy o 19:40 wszedłem do lokalu, oczywiście wszystkie miejsca były zajęte i od dawna zarezerwowane, więc trzeba było zadowolić się miejscem stojącym, tak samo zresztą musiało uczynić wiele innych osób, które przybyły na premierę jeszcze później. No cóż, w zasadzie niczego innego się nie spodziewałem. 😀 Lokal jest mały, a zainteresowanie premierą było ogromne. O 20:00 było już naprawdę tłoczno. Zaczęto rozlewać piwo do szklanek. Ale to nie była jedyna atrakcja, gdyż o 21:30 miał się zjawić Ziemowit Fałat, jeden z twórców browaru Pinta.

q1

Jeśli chodzi o premierowe piwo, to jest to Robust Oatmeal Stout, czyli taki mocny, solidny stout owsiany. Nieprzejrzyście czarne, bardzo treściwe i gęste. W smaku jednak łagodne, takie aksamitne i „miękkie” można by rzec. Obecne są w nim nuty palone, ale również owsiane, które objawiają się takimi właściwościami, jakie wcześniej opisałem. Jedyne, co mi nie pasowało w tym piwie, to lekko wyczuwalny alkohol. Ogólnie bardzo dobre piwo. Z chęcią napiję się go jeszcze raz, gdy będzie dostępne w butelkach.

Chciałbym też pochwalić organizatorów imprezy za dobór muzyki. Cały czas z głośników płynęły kolejne albumy irlandzkiego zespołu punk rockowego Dropkick Murphys, w tym także moim zdaniem najlepsze ich płyta pod tytułem „The Meanest of Times”. Bardzo lubię ten zespół i często go słucham, zatem tym bardziej podobała mi się cała premiera. Dropkick Murphys stworzył fajną atmosferę, gdyż w swoich kompozycjach często używają „folkowych” instrumentów, takich jak dudy czy akordeon, zatem dobrze się to wszystko wpasowało w irlandzki klimat. 🙂

q4

Ziemowit Fałat spóźnił się o 20 minut, a chwilę wcześniej okazało się, że premierowe piwo już się skończyło. Nie było już żadnej pełnej beczki. Trochę niefortunnie się to wszystko złożyło, ale nikt widocznie nie przewidział, że Lublin to Dublin będzie się cieszyło aż takim wzięciem. Na szczęście, gdy Ziemek wszedł do lokalu, czekała na niego ostatnia szklanka piwa i całe szczęście, bo mógł go spróbować pierwszy raz w finalnej wersji (mówił, że wcześniej próbował go tylko tuż po fermentacji). Z tłumu padały pytania czy nie przywiózł ze sobą jeszcze jednej beczki w bagażniku, po czym wszyscy zaczęli chórem krzyczeć „Gdzie jest beczka!!!” 😀 Następnie Mistrz wygłosił krótkie przemówienie (między innymi mówił o tym, że nazwę piwa wymyślili Irlandczycy oraz o tym, że to w Lublinie miała swój początek Pinta, za sprawą pierwszej warki grodziskiego w browarze Grodzka 15), po czym impreza toczyła się dalej.

q3

Ogólnie wyszło bardzo dobrze, poza tą małą wpadką, gdy piwo się skończyło. 😀 Atmosfera była fajna i chyba wszyscy dobrze się bawili. Ja musiałem oszczędzać siły przed spotkaniem piwowarów domowych zaplanowanym na następny dzień, także wróciłem do domu nieco wcześniej, ale większość gości została do samego końca. Świetna impreza! Oby było więcej takich premier w Lublinie. 🙂

q5

Autorem zdjęć jest Łukasz Dudkowski.


Kuguar

DSCF4715

Parametry:

Browar – Widawa (kolaboracja z Browarem Kopyra)
Styl – American IPA
Ekstrakt – 16° Blg
Alkohol – 6,5%

Kuguar, czyli kolejne IPA powstałe w wyniku kolaboracji blogera Tomasza Kopyry z browarem Widawa w Chrząstawie Małej. Tym razem do kotła zostały wsypane dwie odmiany amerykańskiego chmielu, a są nimi Mosaic oraz Zeus. Dla mnie piw chmielonych odmianami z USA nigdy nie jest za wiele, dlatego nie narzekam, że „znowu kolejne IPA, zróbie coś innego…”, tylko cieszę się, że jest coś, co może mi posmakować. I chociaż wiem, że człowiek mający do wyboru mniej opcji, jest zwykle szczęśliwszy i mniej żałuje, że nie wybrał czegoś innego, to jednak dobrze się dzieje, że mamy coraz więcej rzemieślniczych piw na rynku. Dzięki temu może w końcu będzie o tym bardziej głośno i więcej ludzi pozna smak dobrego piwa.

Teraz już skupię się na samym Kuguarze. Piwo ma bardzo ładny, miodowo-bursztynowy kolor i świetną drobnopęcherzykową pianę. Jest przy tym lekko mętne. W zapachu jest fajnie, mamy tu mocno zaznaczone cytrusy i inne tropikalne owoce, wymieszane z żywicą. Bardzo ładnie pachnie to piwo. Co do smaku, to pierwszy łyk wywołał u mnie dziwne skojarzenia. Na początku nie wiedziałem dokładnie, co to jest, ale po drugim i trzecim łyku doznałem olśnienia. Granulat chmielowy! Tak, to było to! Smak połączony z aromatem wywołał u mnie takie wrażenie, jakbym zjadł granulat z amerykańskiego chmielu. W żadnym innym piwie tego nie wyczułem. Goryczka w tym piwie jest mocna i ma charakter sosnowo-żywiczny, przy czym jest tam też nuta zielona, trawiasta, liściasta można powiedzieć. Może trafiła mi się jakaś butelka napełniana na końcu, gdzie zostały jakieś szczątki chmielu, nie wiem. Ale naprawdę, jest to jak dotąd jedyne piwo, w którym wyczuwam surowy granulat, taki sam, jakiego używam do chmielenia piw, które warzę w domu.

Nie zmienia to faktu, że piwo jest bardzo dobre. Ma świetny aromat, dobrą bazę słodową i goryczkę taką, jaką lubię. Gdyby nie ten smak granulatu, dałbym najwyższą ocenę, ale muszę ją niestety troszkę obniżyć.

Ocena ogólna – 5/6


Piwo Sobótka Górka

DSCF4093

Parametry:

Browar – Browarnia Sobótka Górka
Styl – pils
Ekstrakt – 12° Blg
Alkohol – 4,5%

Browarnia Sobótka Górka zdążyła już narobić szumu w piwnym świecie, zanim w sprzedaży pojawiło się ich pierwsze piwo. Browar ogłosił, że piwa w małych butelkach będą kosztowały po 10zł, przy czym będą to zwykłe lagery, czy też pilsy. Od razu powstała burza w internecie, niektórzy zarzekali się, że nigdy nie kupią tego piwa, bo takie drogie i w ogóle że brakuje u nas porządnego pilsa za 3 złote i jak tak można, przecież to karygodne itd. No cóż, niestety jest to bardzo mały browar i ma bardzo wysokie koszty produkcji, jednakże faktycznie, 10zł to nie jest cena, jakiej jest warta mała butelka lagera, jeszcze nie wiadomo czy dobrego czy nie. Za tyle, to można mieć jakieś piwo z AleBrowaru czy Pracowni Piwa i to do tego w dużej butelce! Stanęło jednak na tym, że piwa z Sobótki kosztują po 8zł, co i tak jest dość wysoką ceną.

Tym, co zasługuje na uwagę jest etykieta. Naprawdę świetna i z pomysłem! Bardzo pasuje do małej butelki typu „bączek”. Na etykiecie znajduje się prasłowiański „pomnik” niedźwiedzia, który oglądać można na górze Ślęży, u podnóża której znajduje się miejscowość Sobótka. Butelka znalazła miejsce w mojej kolekcji, bo bardzo mi się spodobała.

Oceniane przeze mnie piwo to pils o ekstrakcie 12 Blg. Piłem to piwo dwa razy, przy czym były to dwie różne warki. Zdjęcie mam tylko z tej wcześniejszej, niestety, bo za drugim razem piwo było dużo lepsze i nawet wyglądało inaczej. Nie spodziewałem się tego i nie miałem już jak zrobić zdjęcia, więc jest tylko to stare.

Wcześniejsza wersja była, jak widać, mętna, ze słabą pianą i ogólnie pachniała i smakowała jak standardowy lager z kiepskiego browaru restauracyjnego. Słodkie, z lekkim DMS-em i takim „restauracyjnym” posmakiem. Nie wiem, jak to dokładnie opisać, ale nie smakowało mi. Druga wersja była już o wiele lepsza. Piwo było bardziej klarowne, miało większą i trwalszą pianę, a smakowało jak jakiś czeski pils. Goryczka była na średnim poziomie, czuć było fajny chmiel i naprawdę całkiem nieźle mi się to piło.

Sobótka się wyrabia i zaczyna warzyć coraz lepsze piwo. Może w końcu kiedyś będzie je można kupić w niższej cenie 😉

Ocena ogólna – 4/6

Na koniec jeszcze zdjęcie góry Ślęży, które zrobiłem niedawno z okna pociągu 😉

DSCF3887