Tag Archives: Pinta

Król Lata

DSCF1467

Browar – Pinta
Styl – Hoppy Oatmeal Witbier
Ekstrakt –11,5º
Alkohol – 4%
IBU – 38

Król Lata to drugie piwo z Pinty uwarzone w kooperacji z francuskim browarem Brasserie du Pays Flamand. Pierwsza była Księżniczka Wiosny, uwarzona we Francji, następnie przyszła kolej na Króla Lata, który powstał w Browarze na Jurze w Zawierciu. Nazwa stylu od razu zachęca do spróbowania. Można wywnioskować, że jest to mocno chmielony witbier z dodatkiem płatków owsianych, które powinny nadać piwu gładkości i lekkości. Zachęcająca jest również etykieta, moim zdaniem jedna z najładniejszych, jakie stworzył Browar Pinta. Jasna, promienista, do tego bardzo estetyczna. Wszystko, co znajduje się na etykiecie robi dobre wrażenie. A jak jest z samym piwem?

Z wyglądu prezentuje się ładnie, ma jasną, żółtopomarańczową barwę i jest mętne. Niektórym może jednak przeszkadzać płaska i szybko znikająca piana, która jest taka zapewne ze względu na niskie wysycenie piwa. Dla mnie jednak ważniejszy jest aromat i smak. A w tej kwestii jest naprawdę bardzo dobrze. Wyczuć można intensywne, orzeźwiające cytrusy i kolendrę. Wszystko idealnie ze sobą współgra. W smaku piwo jest naprawdę mocno cytrusowe z wyczuwalną nutą chmielową (pochodzącą od chmielu Citra) i średnio-niską goryczką. W dodatku, mimo niskiego ekstraktu sprawia wrażenie bardzo pełnego, nie jest w ogóle wodniste, a smak jest bardzo wyraźny. Myślę, że to może być po części zasługa płatków owsianych. Piwo jest niesamowicie pijalne i szybko znika ze szklanki, łyk za łykiem…

Król Lata to naprawdę solidna dawka cytrusowych smaków i aromatów. Nie zawiedzie ani miłośników amerykańskiego chmielu, ani zwolenników witbierów, którzy uwielbiają kolendrę i skórkę pomarańczową. Idealne połączenie, moim zdaniem lepsze, niż Viva la wita. Świetne piwo na lato i upały, ale sprawdzi się o każdej porze roku. Nigdy nie mam go dość i piłem je już kilka razy, bo za każdym razem, kiedy widzę je na półce sklepowej, kusi strasznie. Zdecydowanie  jest to jedno z najlepszych piw, jakie piłem w 2015 roku.

Ocena ogólna – 6/6


Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa – dzień 1.

Pierwszego maja, około godziny 12:00 udałem się na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, który, tak jak rok temu zlokalizowany był na stadionie miejskim. Pogoda była na początku mocno niesprzyjająca, bo wiał silny wiatr, padał deszcz i było dość zimno, ale na szczęście po pewnym czasie trudne warunki atmosferyczne ustąpiły i można było się normalnie poruszać po festiwalu. A sam festiwal naprawdę robił wrażenie. Dziesiątki stoisk: browary rzemieślnicze, regionalne, sklepy z piwem craftowym z Polski i zza granicy, no i oczywiście stragany z jedzeniem, których było chyba tyle samo, co wszystkich stoisk piwnych. Można było wybierać wśród serów, chlebów, bigosów, dań z grilla i rozmaitych przekąsek. Ale nie jeść tam przyjechałem, tylko piwo pić, a więc po wizycie w biurze festiwalowym i odebraniu pakietu, zatrzymałem się przy stoisku browaru Artezan, by spróbować Białego IPA. W końcu się udało! Rok temu niestety nie miałem możliwości, gdyż byłem na festiwalu w dzień pierwszy, kiedy jeszcze Białego IPA nie było i w dzień trzeci, kiedy już go nie było… Nie spróbowałem i bardzo żałowałem. Musiałem czekać rok, ale opłacało się! (Na zdjęciu, w tle piwowar Artezana, Jacek Materski, razem z pomocnikiem.)

DSCF9927

A zatem Białe IPA z Artezana to piwo bardzo aromatyczne, pachnące amerykańskimi i pacyficznymi chmielami, dającymi nuty cytrusowe i owocowe. Jeśli chodzi o smak, to jest ono wytrawne, ma średnio-wysoką goryczkę i świetne nuty chmielowe, również w postaci owoców cytrusowych. Lekko wyczuwalna jest również kolendra. Piwo bardzo dobre, doskonale ułożone i zbalansowane, lekkie, orzeźwiające, świetne na lato. Ocena ogólna – 6/6.

Drugim piwem, którego postanowiłem spróbować, było Kiss The Beast, powstałe w wyniku współpracy AleBrowaru z browarem Birbant. Ultra Belgian IPA, mające 19,1° Blg ekstraktu i goryczkę na poziomie 200 IBU. Fermentowane przy użyciu belgijskich drożdży. Takie dane sprawiły, że musiałem sprawdzić, jak to piwo smakuje. (Na zdjęciu, w tle piwowar AleBrowaru, Michał Saks.)

DSCF9986 DSCF9987

W aromacie spodziewałem się uderzenia masakrycznej ilości chmielu, ale okazało się, że było inaczej. Chmiel oczywiście jest wyczuwalny, ale nie dominuje. Wyczuć tu można belgijskie nuty estrowo-przyprawowe. Trochę brzoskwini, lekkie goździki, no ogólnie aromat nietypowy i nie spodziewałem się takiego. Smak również jest dość dziwny, bo nieco ziemisty, również z przyprawowymi, korzennymi nutami pochodzącymi od belgijskich drożdży, wyczuwalny jest również smak chmielu, ale tym, co w smaku zdecydowanie dominuje jest potężna goryczka. Nie różni się ona zbytnio od poziomu 100 IBU (podobno powyżej 120 już nie ma różnicy), ale trzeba przyznać, że jest konkretna. Jest to jedno z najbardziej gorzkich piw, jakie piłem. Bardzo dobre, ale też bardzo specyficzne i niestandardowe. Ocena ogólna – 5/6. (Bo nie przepadam za belgijskimi drożdżami.)

Niedługo później, przechadzając się po festiwalu, spotkałem Marcina Chmielarza, czyli Masona, piwowara Browaru Mason i autora receptur w browarze Piwoteka. Dowiedziałem się od niego, że skomponował dla Piwoteki dwa nowe piwa, które są dostępne na festiwalu. IPA single hop Sorachi Ace oraz Gose. Zaciekawiło mnie to, bo nigdy nie próbowałem żadnego piwa z chmielem Sorachi Ace, ani też Gose, które jest stylem niemieckim wywodzącym się z Lipska i charakteryzuje się tym, że dodaje się do niego sól. Udałem się więc do stoiska sklepu Drink Hala, który serwował piwa z Piwoteki. IPA z Sorachi Ace jeszcze nie było, ale udało mi się dostać Gose o nazwie Zacny Zalcman.

DSCF0038

Piwo ma bardzo jasną barwę, jest mętne i ogólnie wygląda jak Witbier. Pachnie również jak Witbier! Wyczułem fajny aromat kolendry i lekką nutę chmielową. W smaku przypomina bardzo dobrego Wita z solą. Słone, ale nie przesadnie, kolendrowo-cytrusowe, aksamitne w strukturze i w ogóle niekwaśne. Nigdy czegoś takiego nie piłem, ale bardzo mi to smakowało. Na letnie upały jest to piwo genialne. Byłem mega pozytywnie zaskoczony. Jest takie niemieckie powiedzenie, funkcjonujące w Lipsku: Was unter den Blumen die Rose ist unter den Bieren die Gose„, czyli „Czym jest róża wśród kwiatów, tym jest Gose wśród piw”. Jeśli chodzi o Gose w wykonaniu Masona, to w pełni się z tym zgadzam. Ocena ogólna – 6/6.

Następnie przyszedł czas na piwo Księżniczka Wiosny, czyli Princesse de Printemps. Jest to Spring Saison uwarzony przez browar Pinta we Francji, przy współpracy z browarem Brasserie du Pays Flamand. Na zdjęciu, w tle piwowar browaru Pinta, Ziemowit Fałat.

DSCF0041

Piwo ma bardzo łagodny smak, jest dość słodkie, a w smaku i aromacie dominują orzechy laskowe. Do tego wyczuć można trochę karmelu w takiej bardziej ciemnej wersji, co w połączeniu z orzechami sprawia, że piwo przypomina nieco jakieś Brown Ale. Nie wyczułem w nim żadnych ostrych aromatów przyprawowych, typowych dla piw belgijskich. Nie ma też w aromacie chmielu, a goryczka jest znikoma. Jednak mimo wszystko piwo mi smakowało, jest ciekawe i nietypowe. Ocena ogólna – 5/6.

Kolejnym piwem było Smoky Deer, czyli wędzony jeleń z Pracowni Piwa. Styl to Smoked Red Ale o ekstrakcie 16º Blg.

DSCF0094

Wędzonka w aromacie i smaku jest mocno wyczuwalna i przypomina bardziej wędzoną rybę, niż jelenia. W sumie jelenia nigdy nie jadłem, ale mogę się domyślać, że smakuje on mniej więcej podobnie, jak mięso innych ssaków kopytnych, natomiast ryby to już zupełnie co innego, a to właśnie z wędzoną makrelą skojarzyło mi się to piwo. A więc, próbowałem już dymionych piw smakujących jak szynka, kiełbasa, oscypek, stare płytki elektroniczne, a z rybą wędzoną spotykam się pierwszy raz. Ciekawe i niesztampowe. Poza tym, wyczułem w tym piwie lekkie nuty karmelowo-kawowe oraz goryczkę o średniej mocy, aczkolwiek dobrze wyczuwalną. Ogólnie piwo bardzo mi smakowało. Ocena ogólna – 5/6.

Po wędzonym jeleniu morskim przyszedł czas na blogowanie na żywo na trybunach stadionu. Opisałem to wydarzenie praktycznie prawie że na bieżąco w tym wpisie – [LINK].

Będąc już trochę zmęczonym po wypiciu tylu piw, zdecydowałem się na ostatnią próbkę tego dnia. Zorientowałem się, że nie próbowałem jeszcze żadnego ciemnego piwa, zatem wyruszyłem na poszukiwania jakiegoś stoutu. Akurat w pobliżu było stoisko browaru Probus, który był na tyle nowy, że nawet o nim wcześniej nie słyszałem. Przywitał mnie piwowar (widoczny na zdjęciu) i zaproponował mi piwo Grunwald 1410, w stylu Dry Stout.

DSCF0183

A zatem Grunwald 1410 to bardzo dobre piwo, ma w sobie wszystkie cechy, które powinien mieć Dry Stout, czyli lekkość, wytrawność, średnio-wysoką goryczkę, wyczuwalną paloność i kawowe nuty w aromacie oraz wyraźne akcenty chmielowe, w tym przypadku pochodzące z polskich odmian chmielu. Porządnie zrobione i spełniające moje oczekiwania. Ocena ogólna – 5/6.

To tyle relacji z pierwszego dnia. Drugi dzień oraz podsumowanie opiszę w kolejnym poście, który ukaże się już niedługo. 😉

 


Live Beer Blogging 2 – piwo nr 3.

DSCF0274

Trzecie piwo – Lublin to Dublin z Pinty. Robust Milk Stout. Nowa wersja, nowy styl. (Rok temu był Robust Oatmeal Stout).

Dziwną sprawą jest to, że wyczuwam w tym piwie nuty torfowe mimo braku dodatku wędzonych słodów. Może po prostu palony jęczmień zadziałał w ten sposób. W smaku jest łagodne, dość słodkie, czekoladowe, z niską goryczką. Chmielem użytym przy warzeniu jest oczywiście Lubelski, jednak w tym piwie nie jest on bardzo wyczuwalny, chmielenie było dość subtelne.

 


Grodziskie 4.0 – Pinta

DSCF7768

Browar – Pinta
Styl – Grodziskie
Ekstrakt – 7,8° Blg
Alkohol – 2,6%
IBU – 20

Kolejna wersja piwa grodziskiego z Pinty dostała numer 4.0. Wcześniej oceniałem już wersje 2.0 i 3.0, więc przyszedł czas na tę najnowszą. Na rynku jest już dość długo, ale dopiero teraz zorientowałem się, że jeszcze jej nie recenzowałem. Tym razem do produkcji użyto 100% słodu pszenicznego wędzonego dymem z dębu (czyli takiego, jaki oryginalnie był używany w Grodzisku Wielkopolskim), a do chmielenia wykorzystana została odmiana Lubelski.

Piwo ma barwę jasnożółtą, jest mętne i nalewa się z obfitą pianą. Wygląd na plus. W aromacie wyczuć można lekką wędzonkę, przypominającą trochę twaróg wędzony (taki okrągły, też jest chyba wędzony dymem z dębu), poza tym są tam też nuty przypominające witbiera, a to być może przez to, że do fermentacji wykorzystano drożdże S-33, których często używa się do witów. Zatem aromat bardzo ładny. W smaku też jest ciekawie, bo jest on nie tyle wędzony, co drzewny, drewniany, ale nie przypomina suchego drewna, tylko takie mokre, świeżo ścięte, jeszcze z sokami cierpkimi od garbników. Oczywiście nuta dymna też jest, ale jednak bardziej się to kojarzy z świeżym drewnem dębowym. Obecna jest również lekka słodycz, co sprawia, że piwo w ogóle nie jest wodniste oraz subtelna, niska, aczkolwiek wyczuwalna goryczka, której wrażenie wzmacniane jest przez wspomniane wcześniej cierpkie, garbnikowe posmaki. Bardzo przyjemnie pije się to piwo i rzeczywiście może ono dobrze gasić pragnienie, tak jak to napisano na etykiecie. Lekkie i orzeźwiające. Kojarzące się z ogniskiem, na którym położone zostały ścięte przed chwilą gałązki dębu. Po wypiciu jednego ma się ochotę na kolejne.

Bardzo dobre piwo, polecam spróbować, nie jest w ogóle wymagające, a jednocześnie tak bardzo inne od wszelkiej maści lagerów masowo zalewających sklepy. Za 5zł (Leclerc) opłaca się bardzo.

Ocena ogólna – 5/6


Imperium atakuje

DSCF7608

Browar – Pinta
Styl – Imperial IPA
Ekstrakt – 19,1° Blg
Alkohol – 7,8%
IBU – 81

Imperium atakuje! Pinta niedawno wypuściła na rynek najnowszą partię swojego Imperial IPA. Piłem je pierwszy raz w 2012 roku i wtedy było to coś niesłychanie goryczkowego, aromatycznego, no po prostu powaliło mnie to piwo i urwało dupę. Teraz postanowiłem sprawdzić, jak smakuje obecnie, czy czymś się różni i czy będę nim tak samo zachwycony. A więc zaczynajmy!

Od razu widać, że barwa jest ładna, miedziano-herbaciana, a piwo jest idealnie klarowne. Piana jest bardzo obfita, wysoka (aż może za bardzo) i długo utrzymuje się na powierzchni. Z wyglądu Imperium  prezentuje się świetnie. W aromacie jest już jednak średnio. Piwo nie powala cytrusami i żywicą, tak jak niektóre AIPA, choćby nawet również z Pinty. Mimo że nuty chmielowe są obecne i oczywiście wyczuwalne, to jednak więcej jest w aromacie karmelu.

Pierwszy łyk wywołuje mieszane uczucia. Goryczka jest mocna, taka jak trzeba, solidna i wyraźna, pełnia również obecna, dużo karmelowych słodów i brak alkoholowego posmaku, ale tym, co psuje dobre wrażenie jest mocny smak metaliczny. Żelazo tutaj czuć po prostu. Na szczęście w miarę picia, jest coraz mniej intensywne, ale jednak lekki posmak pozostaje do końca. Wtedy też czuć więcej chmielu w smaku (w sumie w smaku jest go więcej niż w aromacie), a alkohol pozostaje ukryty do ostatniego łyku, więc plus się za to należy. Mimo wszystko, piwo pije się przyjemnie i w ogóle nie jest ono ciężkie w odbiorze (przynajmniej dla mnie).

Plus za goryczkę i dobrze ukryty alkohol, minus za metaliczność i mało chmielu w aromacie. Stawiam jednak ocenę bardzo dobrą, bo piwo mi smakowało, jednak nie najwyższą, bo nie zachwyciło mnie tak, jak kiedyś i posiada dość wyraźną wadę. A zatem imperium atakuje, ale nie używa całej swojej floty i nie wychodzi mu ten atak zbyt perfekcyjnie…

Ocena ogólna – 5/6


Hopus Pokus Czary Mary…

DSCF7391

Browar – Pinta
Styl – Black IPA
Ekstrakt – 16,5° Blg
Alkohol – 6,3%
IBU – 66

Hopus Pokus to drugie Black IPA, które stworzyła Pinta. Pierwsze było ŻytoRillo, charakteryzujące się dodatkiem słodu żytniego, natomiast Hopus Pokus to taka klasyczna wersja tego stylu (o ile można powiedzieć o jakiejkolwiek klasyce, jeśli chodzi o Black IPA). Etykieta, jak na Pintę jest moim zdaniem słaba, reazem z Das IPA, należy do najgorszych, jakie zrobili. Chociaż nazwa jest fajna. Hokus został zamieniony na Hopus, od chmielu oczywiście. Typowo pintowy zabieg słowotwórczy. 😉

To, co od razu mnie zaskoczyło, to piana, która była potężna i po nalaniu zajmowała więcej miejsca, niż piwo. A gdy chciałem dolać trochę po opadnięciu, wylazła mi ze szklanki. Aromat jest słodowo-chmielowy, ale mało intensywny. Wyczuwam tam owoce tropikalne, żywice w stylu chmielu Simcoe oraz trochę ciemnych słodów. Trzeba jednak głęboko się zaciągać żeby te rzeczy wyczuć. Może to wina tego, że to piwo trochę czekało na swoją kolej i nie jest bardzo świeże, no ale nie jest wcale tak źle. W smaku raczej słodkie, z niską goryczką (kurde, spodziewałem się wysokiej, przecież to Pinta!), wyczuwalne są lekko nuty czekoladowe oraz prażonego słonecznika, ale jest to naprawdę delikatny poziom. Po przełknięciu daje się wyczuć również lekki posmak kawowy. Cholera, tylko dlaczego to piwo jest tak mało wyraziste?! Strasznie ułagodzone, grzeczne, normalnie jak z jakiegoś browaru „regionalnego”. Trzeba bardzo intensywnie się wwąchiwać i wsmakowywać, żeby coś konkretnego poczuć. Sam smak i aromat są bardzo dobre, ale można byłoby je podnieść do trzeciej potęgi, wtedy byłoby naprawdę fajnie i bardziej „craftowo”. Zwłaszcza goryczki mi tu brakuje. Zbyt grzeczne jest to piwo.

No cóż, Pinta nie zaczarowała mnie tym piwem. Jest całkiem niezłe, ale oczekiwałem o wiele więcej. Czekam z niecierpliwością na coś nowego i lepszego!

Ocena ogólna – 4/6


Viva la wita!

DSCF7346

Browar – Pinta
Styl – Imperial Witbier
Ekstrakt – 16,5° Blg
Alkohol – 5,7%
IBU – 28

Ileż to już razy piłem Viva la wita… dużo. Pierwszy raz już ponad dwa lata temu, a zdarzało się i później. I właśnie w tych późniejszych czasach, niemal zawsze okazywało się, że akurat w tym piwie jest diacetyl. No nie mogłem po prostu trafić na żadną warkę Viva la wita, w której nie było diacetylu. Zawsze powtarzałem wtedy, że to szkoda, iż takie dobre piwo ma wadę, nie pozwalającą w pełni cieszyć się jego smakiem. A przecież może to być smak bardzo dobry,  gdyż to piwo jest mocniejszą wersją belgijskiego Witbiera, wzbogaconą dodatkiem amerykańskiego chmielu. Jak dotąd to jedyne takie piwo na polskim rynku. Normalnie, Witbiery nie przekraczają ekstraktu 12º Blg, a w przypadku imperialnego Witbiera z Pinty, jest to aż 16,5º Blg.

Kolor ładny, żółtopomarańczowy ze sporym zmętnieniem. Piana jakoś słabo się tworzy, no cóż, bywa. 😉 W aromacie wyczuć można głównie pomarańcze oraz kolendrę, w tle obecny jest również chmiel amerykański oraz charakterystyczna nuta zapachowa produkowana przez drożdże S-33. Nie potrafię jej dokładnie opisać, ale kojarzy mi się trochę z takim lekiem osłonowym do antybiotyków o nazwie Lakcid. Przyjemny to aromat i nie uznaję go za coś niepożądanego, do wita pasuje jak najbardziej. W smaku jest baaardzo pomarańczowo. Mimo że dodana została tylko skórka, mam wrażenie, że przez przypadek wleciało też trochę miąższu. Bardzo dobre to jest. Dodatkowo wyczuwalna jest kolendra i trochę chmielu. Goryczka jest niska, ale całkiem dobrze wyczuwalna. Piwo jest bardzo pełne, treściwe i dość słodkie. Wynika to z płytkiego odfermentowania. 5,7% alkoholu, koncerny wyciągają przecież z brzeczki 12° Blg, a tutaj mamy 16,5. Dużo cukrów pozostało więc nieprzefermentowanych i są obecne w gotowym piwie. Wysycenie jest niskie (może dlatego piana była słaba), co jeszcze potęguje wrażenie pełni. Mimo to, nie jest zamulające i pije się je bardzo przyjemne. No i najważniejsze: w ogóle nie ma diacetylu! W końcu! Dałem temu piwu kolejną szansę i opłaciło się. Nareszcie smakuje tak, jak powinno.

Podsumowując, przyznać muszę, że jest to naprawdę świetne piwo! Zachowuje wszystkie cechy Witbiera i potęguje je, przez co jest bardziej wyraziste i pełne smaku. Piłbym często, szkoda że cena tak wysoka (9 zł, poza Lublinem na pewno niższa, ale nie będę wyjeżdżał z miasta po jedno piwo 😉 ). Polecam wszystkim, bo nawet nielubiącym goryczki, będzie smakowało.

Ocena ogólna – 6/6