Monthly Archives: Luty 2014

Viru

Recenzja z notatek

DSCF3428

Parametry:

Browar – A. Le Coq
Styl – lager
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 5%

To nie wirus! To Viru! Pierwsze i jak na razie jedyne piwo z Estonii, jakie miałem okazję pić. Dostałem je w prezencie i od razu ucieszyłem się, że będę miał tak ciekawą butelkę w kolekcji. Zdecydowanie jest to najdziwniejsze opakowanie piwa, jakie posiadam. Bardzo fajny pomysł, naprawdę się wyróżnia.

Piwo Viru jest warzone w browarze A. Le Coq w miejscowości Tartu. Jest to firma angielska, ale jak widać produkuje też piwa pod estońską marką.

Co do samego piwa, to nie reprezentuje ono nic specjalnego. Jest to typowy jasny lager w stylu koncernowym. Czyli wiadomo, barwa jasno-słomkowa, cienka piana, słodowy aromat i słodowy smak. Bardzo mało goryczki i chmielu, a dodatkowo wyczuwam tutaj nuty jakichś surowców niesłodowanych. Puste w smaku, bez żadnych rewelacji. Całe szczęście, że butelka jest fajna, bo inaczej byłbym zawiedziony bardzo. Przynajmniej ładnie wygląda na półce. 🙂

Ocena ogólna – 2/6

Reklamy

Birbant American Brown Ale

DSCF4782

Parametry:

Browar – Birbant
Styl – American brown ale
Ekstrakt – 13° Blg
Alkohol – 5,5%

American Brown Ale jest pierwszym piwem z nowego browaru kontraktowego, którego założycielami są Krzysztof Kula i Jarosław Sosnowski. Są oni odpowiedzialni za znakomite piwa warzone w browarze restauracyjnym Haust w Zielonej Górze. Obecnie postanowili, że swoje nowe piwa będą warzyć w browarze Witnica. Browar ten nie ma zbyt dobrej opinii wśród doświadczonych konsumentów piwa (czytaj blogerów), głównie z trzech powodów. Po pierwsze, w Witnicy produkuje się masowo piwa smakowe ze sztucznymi aromatami, przez wielu uważane za koszmarne. Po drugie, Witnica współpracuje z wieloma tak zwanymi pseudobrowarami, czyli firmami, które udają, że warzą piwo, a tak naprawdę zamawiają gotowe piwo w innym browarze z własnymi etykietami. Przykładami takich firm udających browary, a kupujących piwo od Witnicy są Łebski Browar oraz Browar Pszczyna. Po trzecie wreszcie, piwo Lubuskie z Witnicy, jest wzorem diacetylu. Jest to związek organiczny o zapachu masła lub jogurtu, który w tym piwie występuje stale i na wysokim poziomie. Bardzo nielubiany przez blogosferę, a zwłaszcza użytkowników forum browar.biz.

To tyle o Witnicy. Teraz wyjaśnię trochę, co to w ogóle znaczy Birbant, bo tak właśnie nazywa się ten browar kontraktowy. Birbant, w niektórych gwarach to człowiek o hulaszczym trybie życia, imprezowicz, lubiący szlajać się po mieście, różnych knajpach, również niekiedy rozbójnik i łobuz, ogólnie reputację ma niezbyt dobrą. Według mnie całkiem niezła nazwa dla browaru 😀 To znaczy dla nowofalowego browaru kontraktowego, ale raczej niezbyt dobra dla tradycyjnego regionalnego browaru chwalącego się tym, że warzy piwo według tradycyjnych, 500-letnich receptur itp. Birbant kojarzy mi się z browarem trochę kontrowersyjnym, nowoczesnym, czasami zaskakującym. W sumie już nawet etykieta ich pierwszego piwa jest kontrowersyjna i nie wszystkim się podoba. Przedstawia owłosienie głowy jakiegoś (jak się domyślam) birbanta o długich brązowych włosach i długich brązowych wąsach. Jak dla mnie bardzo fajna i nietypowa właśnie. Pasuje też do stylu, w jakim jest to piwo.

Co do samego piwa, to po przelaniu do szklanki widzimy, że ma ono ciemną, brązowo-rubinową barwę i jest idealnie klarowne. Piana jest jakaś tam i dość szybko znika, ale ja zwykle nie staram się nalewać piwa z wymuszoną wielką pianą, szczególnie gdy mam taką szklankę, jak na zdjęciu 😀 W zapachu na początku czuć głównie amerykańskie chmiele w postaci różnych owoców tropikalnych i lekkiej żywicy. Później daje się wyczuć również pewna zielona nuta kojarząca mi się z trawą. Ogólnie zapach całkiem ładny. W smaku piwo jest wytrawne, z całkiem dużą goryczką, mało jest tu pełni i słodyczy. Jest to piwo raczej cierpkie, mocno chmielone, przy czym wyczuwalne są karmelowe akcenty słodu, ale nie są one słodkie. Wyczuwam też nuty trawiaste, podobne jak w angielskich bitterach oraz dość charakterystyczne, niedojrzałe orzechy włoskie. Takie jeszcze niewysuszone, z których trzeba zdejmować skórkę.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że jest to bardzo dobre piwo. Piwowarzy z Birbanta udowodnili, że w Witnicy da się uwarzyć piwo bez diacetylu i w ogóle bez żadnych wad. Czekam z niecierpliwością na kolejne produkty od Birbanta, bo debiut był udany! 🙂

Ocena ogólna – 5/6


Flying Dog – Classic Pale Ale

DSCF4591

Parametry:

Browar – Flying Dog (USA)
Styl – American pale ale
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 5,5%

Jest to drugie piwo z amerykańskiego browaru Flying Dog, jakie miałem okazję pić. Pierwszym było Snake Dog IPA, ale nie zachwyciło mnie, ponieważ miało bardzo wyczuwalny w smaku alkohol. W sumie spodziewałem się więcej po tak znanym  i cenionym na całym świecie browarze, tym bardziej, że ceny ich piw są niemałe. Na szczęście Classic Pale Ale już mnie tak nie zawiodło.

Na szczególną uwagę zasługują etykiety Flying Doga, które są bardzo nietypowe i dla niektórych zapewne kontrowersyjne. Utrzymane w klimacie komiksowo-groteskowym, są według mnie bardzo fajne. Po prostu małe dzieła sztuki. Może wyglądają trochę jak rysunki małego dziecka, ale w tym też tkwi ich urok. Naprawdę, tak objechanych etykiet nie ma żaden inny browar.

Jeśli chodzi o opisywane dzisiaj piwo, to ma ono barwę jasno bursztynową i jest klarowne. Na uwagę zasługuje super trwała, gęsta piana, która utrzymuje się do samego końca. W aromacie mamy cytrusy i inne owoce tropikalne, takie jak mango, przy czym nie jest to wyjątkowo intensywny zapach. W każdym razie bardzo przyjemny. W smaku zaś jest bardzo mało słodyczy. Piwo jest mocno wytrawne, z mocną goryczką. Dominują nuty chmielowe w postaci cytrusów i mango, tak jak w aromacie. Jest też lekka metaliczność. Bardzo ważne dla mnie jest też to, że nie ma tu wyczuwalnego alkoholu, przez co piwo pije się bardzo dobrze i przyjemnie. Niestety też z tego powodu wyjątkowo szybko znika ze szklanki. Jednakże takie właśnie powinno być American Pale Ale – bardzo pijalne i lekkie. Jest to według mnie świetne piwo na lato. Zdecydowanie lepsze od Snake Dog IPA. Spokojnie mogę mu wystawić najwyższą ocenę.

Ocena ogólna – 6/6


Yardbird American Style IPA

DSCF4665

Parametry:

Browar – Greene King
Styl – American IPA
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 4%

Takie oto piwo kupiłem w lubelskim pubie U Szewca, specjalizującym się w różnych wyspiarskich ejlach i stoutach. Jest to angielska wersja amerykańskiej wersji India Pale Ale, czyli swoiste sprzężenie zwrotne. Bo o ile Brew Dog warzy amerykańskie IPA, które naprawdę smakują jak amerykańskie, to tutaj sytuacja jest nieco inna. Poza tym w sumie to piwo nie jest prawdziwym IPA, ponieważ ma bardzo mały ekstrakt i tylko 4% alkoholu, co raczej pasuje do American Pale Ale.
 
DSCF4664Bardzo podoba mi się butelka oraz etykieta. Naprawdę według mnie jest to mistrzostwo. Fajny styl i minimalizm. Ładnie się prezentuje na półce w kolekcji. 🙂

Barwa piwa jest bardzo ładna, bursztynowa i jest ono idealnie klarowne. Piana jakaś tam jest, ale przecież angielskich piw nie nalewa się z dużą pianą. W typowych angielskich pubach dostajemy piwo praktycznie bez piany, nalane aż po sam brzeg szklanki, także jest to w tym wypadku w pełni uzasadnione. W zapachu wyczuwam głównie aromaty angielskich chmieli, takie ziołowo-trawiaste. Jest też lekka, bardzo słaba nuta cytrusowa. Pachnie po prostu jak typowe angielskie pale ale. W smaku jest podobnie, z tym że o wiele lepiej wyczuwalne są cytrusy, a właściwie sama cytryna. Oczywiście więcej jest tych angielskich, trawiastych chmieli, ale jakaś nuta amerykańska też jest. Goryczka jest duża, co w połączeniu z kompletnym brakiem słodyczy czyni to piwo bardzo wytrawnym. Nie ma tutaj w ogóle słodowej pełni, ale nie można wcale powiedzieć, że piwo jest wodniste. Jest według mnie świetnie skomponowane. Od razu można wyczuć, że jest to angielskie piwo, ale jest też nuta cytrusowa, która odróżnia je od standardowych brytyjskich pale ale, takich jak Spitfire czy Bishop’s Finger. Dlatego napisałem, że jest to angielska wersja amerykańskiej wersji IPA. Dlatego, że czuć tę charakterystyczną trawę. W amerykańskich piwach tego nie ma.

Bardzo smakuje mi to piwo. Jest bardzo pijalne i orzeźwiające, mocno chmielone. Zdecydowanie najwyższa ocena.

Ocena ogólna – 6/6


The Trooper

Iron Maiden Beer

DSCF4775

Parametry:

Browar – Robinsons Brewery
Styl – Bitter
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 4,7%

Mimo że nie lubię Iron Maiden, bo jak dla mnie grają muzykę zbyt lekką i kiczowatą, to bardzo spodobała mi się etykieta Troopera, jak i sama idea stworzenia piwa na cześć tego zespołu. Co jak co, może ja ich nie lubię, ale to ikona heavy metalu, zespół mający ogromną rzeszę fanów i w pełni należy im się za to butelka piwa. (Tymczasem czekam na piwo firmowane przez Electric Wizard lub Ministry, albo chociażby Metallicę.) A sama nazwa piwa to tytuł jednego z utworów Iron Maiden, o tym jak „lekka brygada” szarżowała podczas bitwy pod Bałakławą w czasie wojny krymskiej.

Proponuję od razu soundtrack do piwa:

Piwo ma ładną, miedzianą barwę i jest idealnie klarowne. Z wyglądu nie można mu nic zarzucić. W zapachu jest już jednak trochę gorzej. Czuć tu głównie górnofermentacyjne estry, czyli owoce i lekki alkohol. Chmiel jest bardzo słabo wyczuwalny. Smak jest niestety jeszcze gorszy. Bardzo wyczuwalny jest alkohol, a tego nie lubię. Do tego mamy lekką nutę orzechową, dość sporą goryczkę i jakiś niedobry posmak, który wcześniej wyczuwałem w kiepskich lagerach ze wschodu Europy. Nie jestem w stanie tego nazwać, ale nie jest to fajny posmak. Całość jest bardzo wytrawna i ogólnie da się wyczuć, że jest to angielskie ale. Jest taki typowy, trawiasty chmiel.

Ogólnie dość ciężko się to pije ze względu na ten alkohol (mimo że jest go tylko 4,7%) i zły posmak. A szkoda, bo fajnie by było, gdyby to piwo było świetne… no z taką etykietą to naprawdę… Chyba że ten kościotrup sugeruje, że jest to piwo agresywne i wręcz zabija smakiem. To wtedy mógłbym się zgodzić… Naprawdę mogło być lepiej, tymczasem mamy piwo bardzo średnie, które zupełnie nie jest warte swojej wysokiej ceny, no chyba że ktoś chce mieć fajną butelkę w kolekcji, albo jest takim fanem Iron Maiden, że smak nie ma dla niego znaczenia. W innym przypadku nie polecam.

Ocena ogólna – 3/6


Portery do leżakowania

Uniwersalną prawdą jest, że portery bałtyckie zyskują na smaku, gdy leżakują dłuższy czas, nawet kilka lat. Nigdy jednak nie miałem okazji próbować porteru, który miałby więcej, niż kilka miesięcy, dlatego postanowiłem, że wybiorę kilka różnych piw z tego gatunku i zostawię gdzieś w spokojnym miejscu na 4 lub 5 lat. No, może bardziej 4. Myślę, że wtedy (o ile w ogóle dożyję), o wiele bardziej docenię ich smak, niż gdybym miał próbować takiego wyleżakowanego piwa teraz. Z resztą i tak nie mam takiego.

Ogólnie nie przepadam za porterami, ale być może posmakują mi takie, które stały sobie kilka lat w piwnicy. Zobaczymy. Wybrałem pięć różnych porterów. W sumie nie miałem jakichś wyraźnych kryteriów wyboru, ale starałem się zakupić te najlepsze. Także w moim zestawieniu znalazły się:

DSCF4779

Żywiec Porter z Brackiego Browaru Zamkowego w Cieszynie,
Porter Warmiński z browaru Kormoran,
Imperator Bałtycki z browaru Pinta,
Primator Double 24% z czeskiego browaru Nachod,
Komes porter bałtycki z browaru Fortuna.

Dwa z tych piw są laureatami międzynarodowego konkursu European Beer Star. Chodzi o Porter Warmiński (zdobył złoty medal w 2012) oraz Komes (złoty medal w 2013). To najlepszy dowód na to, że polskie portery nie mają sobie równych na świecie. Hitem okazał się również Imperator Bałtycki, który miał swoją premierę w grudniu 2013 roku i został przez wielu mianowany najlepszym piwem, jakie kiedykolwiek uwarzył browar Pinta lub najlepszym piwem roku 2013. Próbowałem już Imperatora w wersji świeżej i trzeba przyznać, że to najlepszy porter, jaki miałem okazję pić. Drugą butelkę przeznaczyłem jednak na leżakowanie, żeby przekonać się, czy Imperator dalej będzie u władzy za kilka lat. Kolejne piwo, Żywiec Porter wybrałem dlatego, że reprezentuje wciąż stałą jakość i jest to bardzo dobry porter, który, jak słyszałem, wiele zyskuje podczas leżakowana. A leżakować może nawet 30 lat, o czym świadczy nagranie autorstwa Tomasza Kopyry, który zdegustował właśnie trzydziestoletni porter żywiecki. Ostatni, czyli Primator, wybrałem dlatego, że również był według mnie całkiem smaczny w wersji świeżej, a jednocześnie chciałbym porównać, jak się zachowa jakiś zagraniczny porter w porównaniu z polskimi.

Oczywiście, jest jeszcze wiele innych porterów na rynku. Skłaniam się ku temu, żeby jeszcze powiększyć kolekcję. W pierwszej kolejności planuję zakupić porter z Ciechana. A jakie portery według Was jeszcze warto przeleżakować? Czekam na propozycje!


Bojan Black IPA

DSCF4669

Parametry:

Browar – Bojanowo (Grupa Browary Regionalne Jakubiak)
Styl – Black IPA
Ekstrakt – 14° Blg
Alkohol – 6%

Z Bojanem Black IPA było sporo zamieszania w czasie jego premiery. Okazało się, że piwo w ogóle nie było black, tylko miało barwę bursztynową, a smak mocno karmelowy i ogólnie zbliżone było do angielskiego bittera. Ludzie z browaru Bojanowo posłuchali jednak głosu krytyki i druga warka została poprawiona.

Kolor jest tym razem odpowiedni dla stylu, czyli czarny, czy też ciemnobrunatny. Piwo jest praktycznie nieprzejrzyste. Piana jakoś słabo się tworzy, może to wynik bardzo słabego nagazowania. W zapachu mamy coś w rodzaju kawy z mlekiem, ale nie jest to diacetyl, w sumie jest to przyjemny zapach. W smaku natomiast jest według mnie bardzo dobrze. Jest paloność w postaci nuty kawowej, jest spora goryczka chmielowa oraz coś, co nadaje temu piwu aksamitność, taki mleczny posmak. Dla mnie Bojan Black IPA smakuje jak mocniej chmielony milk stout. Nie wyczuwam tu raczej amerykańskich odmian chmielu, być może zostały użyte polskie odmiany, ale nie jestem w stanie tego stwierdzić. W każdym razie chmiel jest i to sporo.

Bardzo smakuje mi to piwo, mimo że nie jest to w 100% ten styl, jaki miał być, ale nie patrzę na to. Traktuję jako styl sam w sobie. Piłem je już kilka razy i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę. Według mnie jest to bardzo pijalne, sesyjne piwo, zdecydowanie najlepsze z oferty Bojanowa.

Ocena ogólna – 5/6