Tag Archives: Zawiercie

Pinta – Jak w dym

DSCF6399

Browar – Pinta (warzone w Browarze Na Jurze)
Styl – Rauchbock
Ekstrakt – 16,5° Blg
Alkohol – 6,9%
IBU – 28

Pinta Jak w dym to reprezentant stylu wywodzącego się z Niemiec. Rauchbock, czyli koźlak dymiony, swoje korzenie ma w mieście Bamberg, gdzie znajduje się słynny browar Schlenkerla, warzący wędzone piwa, będące ikonami stylu. Pinta również spróbowała swoich sił w tym temacie, tworząc Dymy marcowe (Rauchmarzen) oraz właśnie Jak w dym. Istotą tego piwa jest słód wędzony drewnem bukowym z Weyermanna oraz własny, pintowy słód wędzony dymem z drewna orzecha.

Jak w dym ma barwę ciemnobrązową, jest klarowne i nalewa się z średniej wielkości pianą. W zapachu dominują nuty słodowe i karmelowe, z domieszką wędzonki, takiej dymno-szynkowej, jednak nie jest to aż tak bardzo intensywny wędzony zapach, jaki mamy w przypadku piw Schlenkerla. W smaku również wędzonka jest na średnio-niskim poziomie. Nie poraża i nie powala, jest raczej dodatkiem do słodowej bazy, kojarzącej się z klasycznym koźlakiem. Dodatkowo, niestety obecna jest duża dawka metaliczności. Goryczka jest niska, a chmiel nie jest raczej wyczuwalny, ale to akurat jest normą w przypadku tego stylu. Ciekawe jest natomiast to, że mimo dość wysokiego ekstraktu, piwo nie ma w sobie za dużo pełni i wydaje się trochę wodniste.

Piwo oceniam jako całkiem niezłe, bo pije się je przyjemnie, ale nie oferuje jakichś niesamowitych doznań. Wędzonka ma przyjemny charakter, bardziej dymny, niż mięsny, ale jest jej trochę za mało według mnie. Bardziej czuć tutaj normalnego koźlaka. W porównaniu z Schlenkerlą wypada dość kiepsko. Znacznie mocniejsza wędzonka, porównywalna z tą w wydaniu niemieckim była w innym wędzonym piwie z Pinty – Dymy marcowe, które piłem dwa lata temu. Trzeba będzie spróbować też teraz i zobaczyć, czy coś się zmieniło. Jak w dym polecam natomiast osobom rozpoczynającym przygodę z piwami wędzonymi, bo jak na początek, jest ono bardzo dobre.

Ocena ogólna – 4/6

Reklamy

Imperator Bałtycki

DSCF6390

Browar – Pinta (warzone w Browarze Na Jurze)
Styl – Porter imperialny
Ekstrakt – 24,7° Blg
Alkohol – 9,1%
IBU – 109

Imperator Bałtycki powrócił. Trzecia warka została wypuszczona rok po pierwszej, którą miałem okazję próbować, jednak nie opisałem tego na blogu. Teraz jednak traktuję to trochę jak obowiązek, by takie piwo zrecenzować. Imperialny porter bałtycki o zawartości ekstraktu 24,7°, nachmielony amerykańskimi chmielami (co przez niektórych traktowane jest jak zdrada stanu). To brzmi nieźle. Do kotła trafiły odmiany Amarillo, Athanum, Centennial, El Dorado, Mosaic i Zeus. Uzyskana została wartość IBU 109, co może oznaczać solidną goryczkę. Zobaczmy zatem, co dobrego kryje się w tej małej butelce z genialną etykietą i świetną nazwą.

Piwo ma barwę czarną i tak samo, jak zeszłoroczna wersja, nalewa się do szklanki z potężną, beżową pianą. Celowo użyłem tutaj pokalu, który ma pojemność prawie 500ml, żeby zostawić miejsce na pianę. Po chwili tworzą się w niej grube pęcherze, ale i tak jest trwała i bardzo ładna. W przypadku piwa o tak dużej zawartości alkoholu, to duża zaleta.

Aromat, który czuć już w chwili otwarcia butelki jest zniewalający. Głównym jego składnikiem są amerykańskie chmiele w postaci cytrusowo-owocowo-żywicznych nut. Pachnie to jak dobre black IPA. W tle obecne są też nuty palonego słodu i karmelu. Jeśli chodzi o smak, to również tutaj skojarzenia z black IPA lub z mocno chmielonym Russian Imperial Stoutem nasuwają się od razu. W zasadzie bardziej imperial black IPA, coś w stylu 100! z Pracowni Piwa. Prym wiodą tu również amerykańskie chmiele, zarówno w postaci smaku, jak i srogiej goryczki. Poza tym, wyczuć można gorzką czekoladę i kawę, a alkohol jest prawie w ogóle niewyczuwalny. Słodycz jest na poziomie średnim, piwo nie jest ani zbyt wytrawne, ani zalepiające.

Porównując wersję 2014 z wersją 2013, muszę powiedzieć, że o wiele bardziej smakuje mi aktualna. Zeszłoroczny Imperator smakował i pachniał jak normalny porter, tylko bardziej gorzki, trochę mocniej chmielony. W tym roku jest to zdecydowanie bardziej chmielowe piwo, o bardzo złożonym smaku. Parafrazując Mickiewicza, mogę rzec, że „w słowach wydać trudno Imperatora smak przedziwny i woń cudną”. Piwo jest przy tym wyjątkowo pijalne i szybko znika ze szklanki.

Wracając jeszcze do pierwszej warki, to zostawiłem sobie jedną butelkę Imperatora 2013 do kilkuletniego leżakowania. Wersji tegorocznej nie będę jednak leżakował, bo szkoda byłoby utracić tak wspaniały aromat chmielowy, jaki teraz ma to piwo. Rok temu tego nie było, więc strata będzie niewielka, ale teraz polecam wypić Imperatora Bałtyckiego na świeżo. Genialne piwo. Mistrzostwo świata jak dla mnie!

Ocena ogólna – 6/6


Bitter Sweet Symphony – Quatro

DSCF6388

Browar – Pinta (warzone w Browarze Na Jurze)
Styl – Special Double IPA
Ekstrakt – 24,7° Blg
Alkohol – 8%
IBU – 110

Quatro to najnowsze piwo z browaru Pinta, które już przy zapowiedziach wywołało u niektórych podekscytowanie. Inspirowane październikowym rzymskim słońcem, Special Double IPA o ekstrakcie 24,7° Plato, czyli tyle samo, co Imperator Bałtycki, o wartości IBU 110, z czterema amerykańskimi chmielami w składzie… To od razu mocno działa na wyobraźnię. Emocji dodawał też fakt, że piwa było bardzo mało i nie wszystkim udało się je kupić. Ja sam musiałem się wpisać na listę chętnych, która w pół godziny po ogłoszeniu została już zamknięta, a do kupienia było 48 butelek, po jednej na osobę. Cena była wysoka, ale stwierdziłem, że to może być jedyna okazja, by spróbować tego piwa, więc skusiłem się. Dodatkowo razem z Quatro udało mi się kupić Imperatora Bałtyckiego.

Już po otwarciu butelki daje się wyczuć intensywny aromat amerykańskich chmieli, czyli głównie mango i cytrusy z solidną domieszką aromatu karmelu. Świetna kompozycja zapachowa, od razu ma się ochotę spróbować tego piwa! Podczas przelewania do szklanki zauważyłem, że ma ono konsystencję niczym olej, jest bardzo gęste, a bąbelki dwutlenku węgla poruszają się w nim dużo wolniej, niż w innych piwach. Wytworzyła się też bardzo obfita piana. Od razu pomyślałem sobie, że będzie ciekawie.

Quatro, mimo 24,7 stopni ekstraktu, zawiera tylko 8% alkoholu, a więc można się spodziewać, że sporo cukrów w nim pozostało i przez to będzie bardzo słodkie. Tak też właśnie jest. Bardzo słodkie, a jednocześnie bardzo gorzkie. 110 IBU jest tutaj wyczuwalne, mimo tej słodyczy. Słodko-gorzka symfonia – tak właśnie bym określił to piwo. Symfonia, bo wszystko jest w nim doskonale zbalansowane. Wspaniały aromat i smak amerykańskiego chmielu, słodycz sprawiająca, że piwo jest wręcz gęste i lepkie oraz goryczka, która tę słodycz przełamuje i sprawia, że nie czujemy się zamuleni. Poza tym w ogóle nie jest wyczuwalny alkohol, co również dodaje temu piwu harmonii. Pije się je bardzo przyjemnie, po każdym łyku chce się wziąć następny. Chciałem się nim dłużej podelektować, ale było tak pijalne, że zniknęło ze szklanki w mgnieniu oka.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że jest to naprawdę świetne piwo. Smakowało nawet lepiej, niż się spodziewałem. Dla wielu będzie ono za słodkie albo za gorzkie (albo jedno i drugie), ale według mnie, jest idealne. I na pewno oryginalne, wyróżniające się wśród innych, bo nie ma chyba jak na razie na polskim rynku piwa, która jest podobne do Quatro. Nie jest to „jakieś tam znowu kolejne IPA”, to jest coś wyjątkowego.

Bitter Sweet Symphony…

Ocena ogólna – 6/6