Tag Archives: AleBrowar

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa – dzień 1.

Pierwszego maja, około godziny 12:00 udałem się na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, który, tak jak rok temu zlokalizowany był na stadionie miejskim. Pogoda była na początku mocno niesprzyjająca, bo wiał silny wiatr, padał deszcz i było dość zimno, ale na szczęście po pewnym czasie trudne warunki atmosferyczne ustąpiły i można było się normalnie poruszać po festiwalu. A sam festiwal naprawdę robił wrażenie. Dziesiątki stoisk: browary rzemieślnicze, regionalne, sklepy z piwem craftowym z Polski i zza granicy, no i oczywiście stragany z jedzeniem, których było chyba tyle samo, co wszystkich stoisk piwnych. Można było wybierać wśród serów, chlebów, bigosów, dań z grilla i rozmaitych przekąsek. Ale nie jeść tam przyjechałem, tylko piwo pić, a więc po wizycie w biurze festiwalowym i odebraniu pakietu, zatrzymałem się przy stoisku browaru Artezan, by spróbować Białego IPA. W końcu się udało! Rok temu niestety nie miałem możliwości, gdyż byłem na festiwalu w dzień pierwszy, kiedy jeszcze Białego IPA nie było i w dzień trzeci, kiedy już go nie było… Nie spróbowałem i bardzo żałowałem. Musiałem czekać rok, ale opłacało się! (Na zdjęciu, w tle piwowar Artezana, Jacek Materski, razem z pomocnikiem.)

DSCF9927

A zatem Białe IPA z Artezana to piwo bardzo aromatyczne, pachnące amerykańskimi i pacyficznymi chmielami, dającymi nuty cytrusowe i owocowe. Jeśli chodzi o smak, to jest ono wytrawne, ma średnio-wysoką goryczkę i świetne nuty chmielowe, również w postaci owoców cytrusowych. Lekko wyczuwalna jest również kolendra. Piwo bardzo dobre, doskonale ułożone i zbalansowane, lekkie, orzeźwiające, świetne na lato. Ocena ogólna – 6/6.

Drugim piwem, którego postanowiłem spróbować, było Kiss The Beast, powstałe w wyniku współpracy AleBrowaru z browarem Birbant. Ultra Belgian IPA, mające 19,1° Blg ekstraktu i goryczkę na poziomie 200 IBU. Fermentowane przy użyciu belgijskich drożdży. Takie dane sprawiły, że musiałem sprawdzić, jak to piwo smakuje. (Na zdjęciu, w tle piwowar AleBrowaru, Michał Saks.)

DSCF9986 DSCF9987

W aromacie spodziewałem się uderzenia masakrycznej ilości chmielu, ale okazało się, że było inaczej. Chmiel oczywiście jest wyczuwalny, ale nie dominuje. Wyczuć tu można belgijskie nuty estrowo-przyprawowe. Trochę brzoskwini, lekkie goździki, no ogólnie aromat nietypowy i nie spodziewałem się takiego. Smak również jest dość dziwny, bo nieco ziemisty, również z przyprawowymi, korzennymi nutami pochodzącymi od belgijskich drożdży, wyczuwalny jest również smak chmielu, ale tym, co w smaku zdecydowanie dominuje jest potężna goryczka. Nie różni się ona zbytnio od poziomu 100 IBU (podobno powyżej 120 już nie ma różnicy), ale trzeba przyznać, że jest konkretna. Jest to jedno z najbardziej gorzkich piw, jakie piłem. Bardzo dobre, ale też bardzo specyficzne i niestandardowe. Ocena ogólna – 5/6. (Bo nie przepadam za belgijskimi drożdżami.)

Niedługo później, przechadzając się po festiwalu, spotkałem Marcina Chmielarza, czyli Masona, piwowara Browaru Mason i autora receptur w browarze Piwoteka. Dowiedziałem się od niego, że skomponował dla Piwoteki dwa nowe piwa, które są dostępne na festiwalu. IPA single hop Sorachi Ace oraz Gose. Zaciekawiło mnie to, bo nigdy nie próbowałem żadnego piwa z chmielem Sorachi Ace, ani też Gose, które jest stylem niemieckim wywodzącym się z Lipska i charakteryzuje się tym, że dodaje się do niego sól. Udałem się więc do stoiska sklepu Drink Hala, który serwował piwa z Piwoteki. IPA z Sorachi Ace jeszcze nie było, ale udało mi się dostać Gose o nazwie Zacny Zalcman.

DSCF0038

Piwo ma bardzo jasną barwę, jest mętne i ogólnie wygląda jak Witbier. Pachnie również jak Witbier! Wyczułem fajny aromat kolendry i lekką nutę chmielową. W smaku przypomina bardzo dobrego Wita z solą. Słone, ale nie przesadnie, kolendrowo-cytrusowe, aksamitne w strukturze i w ogóle niekwaśne. Nigdy czegoś takiego nie piłem, ale bardzo mi to smakowało. Na letnie upały jest to piwo genialne. Byłem mega pozytywnie zaskoczony. Jest takie niemieckie powiedzenie, funkcjonujące w Lipsku: Was unter den Blumen die Rose ist unter den Bieren die Gose„, czyli „Czym jest róża wśród kwiatów, tym jest Gose wśród piw”. Jeśli chodzi o Gose w wykonaniu Masona, to w pełni się z tym zgadzam. Ocena ogólna – 6/6.

Następnie przyszedł czas na piwo Księżniczka Wiosny, czyli Princesse de Printemps. Jest to Spring Saison uwarzony przez browar Pinta we Francji, przy współpracy z browarem Brasserie du Pays Flamand. Na zdjęciu, w tle piwowar browaru Pinta, Ziemowit Fałat.

DSCF0041

Piwo ma bardzo łagodny smak, jest dość słodkie, a w smaku i aromacie dominują orzechy laskowe. Do tego wyczuć można trochę karmelu w takiej bardziej ciemnej wersji, co w połączeniu z orzechami sprawia, że piwo przypomina nieco jakieś Brown Ale. Nie wyczułem w nim żadnych ostrych aromatów przyprawowych, typowych dla piw belgijskich. Nie ma też w aromacie chmielu, a goryczka jest znikoma. Jednak mimo wszystko piwo mi smakowało, jest ciekawe i nietypowe. Ocena ogólna – 5/6.

Kolejnym piwem było Smoky Deer, czyli wędzony jeleń z Pracowni Piwa. Styl to Smoked Red Ale o ekstrakcie 16º Blg.

DSCF0094

Wędzonka w aromacie i smaku jest mocno wyczuwalna i przypomina bardziej wędzoną rybę, niż jelenia. W sumie jelenia nigdy nie jadłem, ale mogę się domyślać, że smakuje on mniej więcej podobnie, jak mięso innych ssaków kopytnych, natomiast ryby to już zupełnie co innego, a to właśnie z wędzoną makrelą skojarzyło mi się to piwo. A więc, próbowałem już dymionych piw smakujących jak szynka, kiełbasa, oscypek, stare płytki elektroniczne, a z rybą wędzoną spotykam się pierwszy raz. Ciekawe i niesztampowe. Poza tym, wyczułem w tym piwie lekkie nuty karmelowo-kawowe oraz goryczkę o średniej mocy, aczkolwiek dobrze wyczuwalną. Ogólnie piwo bardzo mi smakowało. Ocena ogólna – 5/6.

Po wędzonym jeleniu morskim przyszedł czas na blogowanie na żywo na trybunach stadionu. Opisałem to wydarzenie praktycznie prawie że na bieżąco w tym wpisie – [LINK].

Będąc już trochę zmęczonym po wypiciu tylu piw, zdecydowałem się na ostatnią próbkę tego dnia. Zorientowałem się, że nie próbowałem jeszcze żadnego ciemnego piwa, zatem wyruszyłem na poszukiwania jakiegoś stoutu. Akurat w pobliżu było stoisko browaru Probus, który był na tyle nowy, że nawet o nim wcześniej nie słyszałem. Przywitał mnie piwowar (widoczny na zdjęciu) i zaproponował mi piwo Grunwald 1410, w stylu Dry Stout.

DSCF0183

A zatem Grunwald 1410 to bardzo dobre piwo, ma w sobie wszystkie cechy, które powinien mieć Dry Stout, czyli lekkość, wytrawność, średnio-wysoką goryczkę, wyczuwalną paloność i kawowe nuty w aromacie oraz wyraźne akcenty chmielowe, w tym przypadku pochodzące z polskich odmian chmielu. Porządnie zrobione i spełniające moje oczekiwania. Ocena ogólna – 5/6.

To tyle relacji z pierwszego dnia. Drugi dzień oraz podsumowanie opiszę w kolejnym poście, który ukaże się już niedługo. 😉

 

Reklamy

Hop Sasa!

DSCF7016

Browar – AleBrowar
Styl – Polish IPA
Ekstrakt – 14° Blg
Alkohol – 5%
IBU – 60

Piwo Hop Sasa, czyli polskie IPA ze śmieszną babcią na etykiecie, piłem już jakiś czas temu, gdy wyszła pierwsza warka. Teraz mamy kolejną, już po rebrandingu etykiet i w innej butelce. A czy samo piwo coś się zmieniło?

Hop Sasa to single hop Iunga, która jest odmianą polskiego chmielu. Odmiana ta wzięła swoją nazwę od Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG) w Puławach, gdzie została wyhodowana. Obecnie uprawia ją najbardziej znany polski chmielarz nowofalowy, Paweł Piłat, który to właśnie zajął się dostarczeniem Iungi AleBrowarowi.

Kolor piwa jasny, złocisty z lekkim, opalizującym zmętnieniem. W zapachu jest dość ciekawie, bo oprócz nut słodowych, mamy tutaj głównie chmiel w postaci aromatów ziołowych, żywicznych, ale też owocowych, przypominających mango. Coś takiego z polskiego chmielu! No no, to jest interesujące. Smak natomiast bardzo przypomina normalne, amerykańskie IPA. Naprawdę, jest tutaj pewna nuta smakowa, która kojarzy się z amerykańskim chmielem. Nie w pełni oczywiście, ale podobieństwo jest. Są przecież też typowe dla polskich chmieli nuty ziołowe. Goryczka jest mocna, porządna, solidna i wyrazista, a słodycz średnia, nie czyniąca tego piwa ani bardzo wytrawnym, ani bardzo słodkim. Tak w sam raz, powiedziałbym. Dobrze zbalansowane i niezwykle pijalne piwo. Co chwilę chce się wziąć kolejny łyk. Doskonale orzeźwia i uzmysławia nam, że polski chmiel również może być „nowofalowy”, owocowy, ciekawy. Iunga pokazuje tutaj, co potrafi, a moim zdaniem umie bardzo wiele, na przykład wnieść do piwa jednocześnie zioła, żywicę i owoce, dając przy tym niezłą goryczkę i świetny aromat. Chyba jest to moja ulubiona odmiana polskiego chmielu. A co do piwa, to jest ono bardzo podobne do tego z pierwszej warki, tak więc mogę stwierdzić, że poziom został utrzymany i smakuje tak samo dobrze, jak wcześniej.

Podsumowując, Hop Sasa jest według mnie genialnym piwem, które znakomicie odkrywa potencjał, jaki leży w polskich odmianach chmielu (a zwłaszcza w tej jednej). Tak, jak to mówi na kontrze babcia z etykiety, „Cudzym chmielicie, swego nie znacie”. Próbowałem też dość niedawno piw chmielonych innymi mało znanymi polskimi odmianami od Pawła Piłata. Zbyszko o aromacie gruszek i Oktawia o aromacie białego wina również są ciekawymi chmielami, tak więc polskie IPA może jednak mieć sens, ale właśnie z takimi odmianami, natomiast Marynkę, Lubelski i Sybillę polecałbym raczej do mocno chmielonych pilsów (chyba że na goryczkę, to wtedy do wszystkiego może być). Na zdrowie!

Ocena ogólna – 6/6

 


Black Hope

DSCF6933

Browar – AleBrowar
Styl – Black IPA
Ekstrakt – 16° Blg
Alkohol – 6,2%
IBU – 65

W ramach przeglądu piw, które piłem już dość dawno temu i sprawdzania, jak się zmieniły, przedstawiam Black Hope. Czarnego IPA z AleBrowaru spróbowałem pierwszy raz dwa lata temu i było to wtedy piwo, które wywarło na mnie przeogromne wrażenie. Byłem nim po prostu zachwycony. Teraz, po dość długiej nieobecności na rynku, powróciło, do tego w odnowionej szacie graficznej i w nietypowej, jak na AleBrowar butelce. Postanowiłem sprawdzić, czy poziom sprzed dwóch lat został utrzymany.

Od razu widać, że nie zmieniła się barwa, bo jest czorna jak wyngiel, a zatem etykieta i nazwa adekwatna. Aromat jest bardzo przyjemny, cytrusowo-żywiczny od amerykańskiego chmielu z nutą paloną od ciemnych słodów. Intensywny i bardzo zachęcający do wzięcia pierwszego łyku. A już po pierwszym łyku od razu wiedziałem, że to jest właśnie to, czego oczekiwałem! To jest właśnie ten smak, który tak na mnie podziałał, gdy piłem to piwo po raz pierwszy. Spora dawka paloności w formie nie kawowej, a bardziej popiołowej, która wyróżnia Black Hope na tle innych Black IPA (bardziej palona i popiołowa była tylko Orka z Widawy), solidna goryczka i genialny chmielowy posmak, dodatkowo z nutą prażonego słonecznika, sprawiają, że jest to piwo według mnie idealne, jak na ten styl. Wiem, przyjęło się mówić, że w Black IPA nie powinno być żadnych palonych posmaków, że powinno smakować, jak jasne piwo, ale ja się z tym nie zgadzam. Ja wolę właśnie takie. Zdecydowanie jest to jeden z tych stylów, które lubię najbardziej. Poza tym, Black Hope jest raczej wytrawne i pije się je bardzo szybko i przyjemnie bez chwili zwątpienia, która może nas dopaść, gdy piwo jest zamulające i ciężkie do przyswojenia. Tutaj pijalność jest na wysokim poziomie mimo dość sporego ekstraktu. Kolejna cecha na plus. Ogólnie, to muszę powiedzieć, że jest to świetne piwo!

Z zadowoleniem stwierdzam, że Black Hope trzyma poziom i smakuje tak samo dobrze, jak na początku. Warto czasami odświeżyć wspomnienia. Zaraz pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą, że „eee to nie to samo, co kiedyś, nie znasz się!”, ale ja nie widzę powodów, żeby tak twierdzić. Ocena najwyższa należy się tutaj bezapelacyjnie! Klasyk po prostu.

Ocena ogólna – 6/6


Złap je wszystkie! Stare etykiety AleBrowaru

DSCF6619

Tak, jak już pisałem przy okazji recenzji Rowing Jacka, AleBrowar niedawno zmienił formę swoich etykiet. Nie są już z papieru, tylko z przezroczystej folii, kontra razem z główną etykietą są na jednym arkuszu, zniknęła też krawatka. Całość wygląda teraz bardziej profesjonalnie i elegancko, poza tym znika problem z wiecznie odklejającymi się papierkami. Stare etykiety miały jednak tę właśnie zaletę, że łatwo dało się je odkleić i zachować w kolekcji, a butelka mogła posłużyć do napełnienia jej piwem domowym.

Uzbierało mi się trochę tych etykiet. Niestety nie mam wszystkich, bo brakuje mi jednej, konkretnie Naked Mummy. Nigdy nie piłem tego piwa, bo nie lubię tego stylu i w ogóle nie przepadam za cynamonem. Natomiast etykieta od Brown Foot jest mocno pomarszczona, bo chyba trochę za długo się moczyła. Miałem drugą, ładną, ale gdzieś mi zaginęła. No cóż, dobre i to… Mam jeszcze etykietę od Ortodox Stout, ale jest ona w innym stylu, a chodziło mi o zgromadzenie tych z komiksowymi postaciami.

DSCF6622a

Od zawsze podobały mi się te etykiety. Fajne jest to, że mają spójny styl, a każda ma inny kolor. Do tego postaci narysowane w groteskowym, nieco turpistycznym stylu, które niektórych szokują i odstraszają, a innych wręcz fascynują. Ja należę właśnie do tej drugiej grupy, a moją ulubioną postacią jest Rowing Jack.

Dodatkowo mam jeszcze większość krawatek, ale tutaj brakuje mi już więcej niż jednej. Mam za to dwie wersje z Rowing Jacka:

DSCF6626


Rowing Jack – spotkanie z klasyką gatunku

DSCF6547

Browar – AleBrowar
Styl – American IPA
Ekstrakt – 16° Blg
Alkohol – 6,2%
IBU – 70

Rowing Jacka piłem już tyle razy, że nie sposób tego zliczyć. Już od pierwszego spróbowania, jest to jedno z moich ulubionych piw. Klasyka gatunku od AleBrowaru, jedno z pierwszych polskich American IPA (zaraz po Ataku Chmielu z Pinty). Oba te piwa weszły do sprzedaży nie tak dawno, bo przecież trzy lata to nie jest długi okres, a jednak przez ten czas na polskiej scenie rzemieślniczej tak wiele się wydarzyło. Gdy na świat przyszedł Rowing Jack, mieliśmy tylko dwa piwa w tym stylu, a teraz… Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, tak dużo ich się narobiło. Browarów rzemieślniczych mamy mnóstwo, cały czas otwierają się nowe, wypuszczając dziesiątki, a nawet setki nowych piw, bardzo często właśnie American IPA. W tym nowofalowym natłoku często zdarza się, że zapominamy o piwach obecnych na rynku już od jakiegoś czasu, takich, które już piliśmy i szukamy nowości. Ja sam niejednokrotnie złapałem się na tym, że nie zwracałem uwagi na stojące na sklepowych półkach butelki Rowing Jacka czy Ataku Chmielu. Tak, jakbym ich w ogóle nie widział. Szukałem nowości, kupowałem je, a czasami okazywało się, że jednak lepiej bym wyszedł na tym, gdybym kupił tego Rowing Jacka, bo ta nowość jakaś taka… niebardzo. Zatem ostatnio właśnie sięgnąłem po coś sprawdzonego, choć nie do końca. Każda partia sztandarowego piwa AleBrowaru była nieco inna. Niektóre lepsze, niektóre gorsze, więc nigdy nie wiadomo, na co się trafi. Postanowiłem sprawdzić, czy Jack trzyma poziom, a przy okazji napisać coś o nim na blogu, bo jakimś cudem jeszcze go tutaj nie oceniałem.

AleBrowar ma teraz zmienione etykiety, które prezentują się o wiele bardziej profesjonalnie, niż stare, papierowe. Chociaż te papierowe miały jedną zaletę, mianowicie bardzo łatwo się je odklejało i można było je sobie zachować w kolekcji, a butelki napełnić domowym piwem. 😉 Taką właśnie małą kolekcję starych etykiet akurat posiadam i niedługo zapewne ją opublikuję.

Barwa Rowing Jacka od lat jest niezmienna, a jest to kolor bursztynowo-miodowy z lekkim zmętnieniem. Całość dopełnia ładna piana o idealnej grubości, co świadczy również o prawidłowym wysyceniu piwa. Aromat jest fenomenalny! Bardzo cytrusowy z nutą żywiczną. Od razu daje się wyczuć chmiel Simcoe, moja ulubiona odmiana amerykańska. W smaku obecna jest nienachalna słodycz z lekką nutą karmelową oraz oczywiście amerykański chmiel w dużym stężeniu. Goryczka, wymierzona na 70 IBU, jest solidna i porządna, taką właśnie lubię. Do tego owocowe nuty chmielowe i mamy piwo, które mógłbym pić bez przerwy. Rowing Jack cały czas trzyma dobry poziom i choć zdarzały się czasem małe wpadki, to obecna warka jest moim zdaniem jedną z najlepszych, a może nawet najlepszą w historii. Warto zatem czasami odpocząć od pogoni za najnowszymi „craftami”, nie zabijać się o nie w sklepach jak o baleron za komuny, przystanąć na chwilę i przypomnieć sobie o starej gwardii, która wcale nie śpi i cały czas trzyma formę. Rowing Jack jest tego najlepszym przykładem. Najwyższa ocena jak najbardziej się należy!

Ocena ogólna – 6/6

 


Premiera Saint No More – U Fotografa

Tak się jakoś złożyło, że niecały tydzień po premierze browaru Piwne Podziemie, w pubie U Fotografa odbyła się kolejna premiera. Tym razem w Lublinie zagościł AleBrowar razem z Janem Halvorem Fjeldem z Norwegii i przywieźli ze sobą piwo Saint No More w dwóch wersjach. Jasnej, czyli IPA single hop Simcoe, takie same, jak rok temu oraz ciemnej. Wersja ciemna jest właśnie piwem powstałym we współpracy z norweskim browarem Garasjen Mikrobryggeri. Jan, piwowar z tegoż browaru jest autorem zasypu, natomiast chmieleniem zajął się Michał Saks z AleBrowaru.

DSCF6221 DSCF6224

To, że prapremiera odbyła się właśnie w Lublinie, to zasługa naszej małej, choć silnej piwnej społeczności na Facebooku – grupy Piwny Lublin. Ogłoszone zostało głosowanie na 3 miasta, w których odbędą się premiery. Dzięki naszemu zaangażowaniu, Lublin znalazł się na pierwszym miejscu. Na drugim miejscu Kraków – premiera w sobotę, a na trzecim Wrocław – premiera w niedzielę. A żeby społeczność była jeszcze bardziej zauważalna i zgrana, wiele osób założyło koszulki Piwnego Lublina. Wśród nich znaleźli się również Michał Saks i Bartek Napieraj z AleBrowaru oraz Jan Halvor Fjeld.

DSCF6244 DSCF6258

Co do organizacji imprezy, to została wprowadzona pewna zmiana specjalnie na premierę, a mianowicie z głównej sali zostały wyniesione wszystkie stoły i krzesła. Ja na szczęście przyszedłem na tyle wcześnie, że znalazłem sobie miejsce na kanapie, ale wiele osób musiało zadowolić się pozycją na stojaka. Plus był taki, że w lokalu zmieściło się o wiele więcej ludzi i nie było trzeba przeciskać się między stolikami, tak jak to było na premierze Piwnego Podziemia. Minus natomiast za to, że nie było gdzie postawić szklanki z piwem. Jednak ten pomysł moim zdaniem był jak najbardziej rozsądny i przemyślany, bo nie było aż tak dzikiego tłumu i ścisku. Oczywiście w chwili, gdy zaczęto serwować premierowe piwa, napór na bar był niesamowity, ale tego akurat wszyscy się spodziewali. Później sytuacja się rozluźniła.

DSCF6249 DSCF6247

Na kranach, oprócz dwóch piw premierowych, które miały fantastyczną cenę 5zł za pół litra, obecne były również dwa piwa autorstwa Jana z Garasjen Mikrobryggeri (Jimmy Black i Humle Helvete) oraz trzy inne piwa AleBrowaru – Deep Love, Crazy Mike i Amber Boy. Jimmy Black, było to Black IPA, które jednak bardziej w aromacie przypominało barley wine i miało taki sam zasyp, jak ciemne Saint No More. Różnica między tymi piwami była jednak zauważalna. Wersja AleBrowarowa miała o wiele mocniejszą goryczkę i mniej winny aromat. To, co łączyło te piwa, to aromat i posmak pestek z dyni, co było efektem zastosowania specyficznych słodów. Bardziej smakowała mi jednak zeszłoroczna wersja Saint No More, również obecna na premierze. Piwo nieco różniło się od edycji 2013, było trochę bardziej słodkie, ale i tak bardzo dobre. Moim zdaniem najlepsze piwo AleBrowaru, jakie kiedykolwiek powstało. Chmiel Simcoe jest moim ulubionym, dlatego Saint No More 2013 idealnie trafia w mój gust.

Trzeba powiedzieć, że to kolejna niezwykle udana premiera! Atmosfera świetna, piwo bardzo dobre, można było porozmawiać z piwowarami i podyskutować na różne ciekawe tematy (co grupa piwowarów domowych zawsze czyni przy okazji takich imprez). Tak, jak już wcześniej mówiłem, w Lublinie coraz więcej się dzieje i oby tak dalej!


Crazy Mike

DSCF2296

Parametry:

Browar – AleBrowar
Styl – Double India Pale Ale
Ekstrakt – 20° Blg
Alkohol – 9%
IBU – 100

Po dłuższej przerwie w blogowaniu, związanej z pisaniem pracy magisterskiej powracam i prezentuję recenzję niedawno wypuszczonego przez AleBrowar Double IPA o nazwie Crazy Mike. Już od początku zapowiadało się świetnie, bo 100 IBU powinno robić wrażenie. Tak, jak to napisano na kontr etykiecie, Crazy Mike powinien mi skopać dupsko chmielem. I to nie byle jakim, bo amerykańskim, w odmianach Cascade, Citra, Chinook, Centennial i Columbus. Wszystkie na literę C, jak to fajnie się złożyło. 🙂 C jak Crazy! A etykieta też nie byle jaka, widzimy na niej wielkiego mięśniaka rodem z ringu MMA na tle barw amerykańskiej flagi. Może nie jest on zbyt piękny, ale całkiem pasuje do stylu piwa. 😀

Piwo ma barwę czerwono-bursztynową, ot, takie jakieś zwykłe IPA, mogłoby się wydawać. W zapachu również standard, jak na IPA przystało. Są cytrusy, mango, są żywice, czyli po prostu amerykański chmiel i to w dużych ilościach. Bardzo ładny i intensywny aromat. Smak natomiast to jest coś, co w tym przypadku sprawiło że wykrzyknąłem WOW! po pierwszym łyku. Bardzo wyrazisty z potężną goryczką. Dawno nie piłem piwa tak gorzkiego, a jednocześnie o tak mocnym smaku. Baza słodowa jest bogata, czuć, że jest to mocne piwo, po części też przez to, że jest nieco wyczuwalny alkohol, ale przy takiej jego zawartości (9%) już trudno żeby było inaczej. Na szczęście jest w tym piwie również bardzo dużo amerykańskiego chmielu, który sprawia, że pije się je bardzo dobrze i chce się wziąć kolejny łyk. Chyba żadne inne piwo nie zrobiło na mnie ostatnio takiego wrażenia. Nie waham się, by postawić najwyższą ocenę. 🙂

Ocena ogólna – 6/6