Category Archives: Degustacje

Huculskie kraftowe piwo

Ukraińskie piwo rzemieślnicze zawsze było dla mnie tematem nie do końca dobrze poznanym. Do tej pory jedynym browarem kraftowym na Ukrainie, którego piw próbowałem, była lwowska Prawda. Piwa mają całkiem dobre, ale jednak zwykle dużo brakuje im do najlepszych rzemieślników w Polski. Nie wiem, czy to ze względu na brak umiejętności, czy może oszczędności na surowcach. Nie są złe, ale nie zachwycają. Tak właśnie jawił mi się przez kilka lat ukraiński kraft. Całkiem dobre piwa, ale bez rewelacji, najczęściej średnie.

Niedawno pojechałem w ukraińskie Karpaty, tak zwyczajnie w celach fotograficzno-kolejowo-wypoczynkowych. Odwiedziłem takie miejscowości, jak Worochta, Jasinia, a ostatniego dnia pobytu, wybrałem się do Kwasów. Jest to dość rozległa wieś, położona w malowniczej, górskiej dolinie, wzdłuż biegu rzeki o nazwie Czorna Tysa. Taki zakątek prawie na końcu świata (bo dalej jest jeszcze Rachów), praktycznie bez żadnych, typowo turystyczno-komercyjnych atrakcji i infrastruktury, gdzie nikt nigdy by się nie spodziewał prawdziwego, rzemieślniczego browaru.

A jednak. Przed wyjazdem, przeglądając mapy, widziałem, że na google zaznaczone jest miejsce o nazwie „Huculska Pizza, pid Gazdiwske Pywo”. Pomyślałem więc, że kiedy już  będę w Kwasach, wstąpię tam na jakieś jedzenie. Na miejscu okazało się, że to całkiem nowy, drewniany budynek, dość niewielkich rozmiarów, gdzie podają świetną pizzę (najlepszą, jaką do tej pory jadłem na Ukrainie) i różne dziwne piwa… W tym samym budynku, obok pizzerii, moją uwagę przykuły drzwi pod szyldem „Craft Beer Store”. Pomyślałem, że wejdę, zobaczę, co tam mają. W środku była miła pani, która nalewała piwa z kranów do plastikowych butelek oraz lodówka, w której stały rozmaite piwa, ale… zaciekawiło mnie to, że wszystkie są z tego samego browaru. Zacząłem przeglądać butelki. Pils, Weizen, Stout, Blond Ale, India Pale Lager, Herbal Ale, Imperial IPA, Export Stout… i wiele innych stylów, od klasyki do takich typowo kraftowych. Zapytałem pani, gdzie jest ten browar, a ona mówi – „Tutaj!”. Wtedy naprawdę się zdziwiłem. Okazało się, że faktycznie, browar znajduje się w tym samym budynku i jest to Huculska Kraftowa Browarnia (Гуцульська Крафтова Броварня). Kwasy leżą właśnie na Huculszczyźnie, stąd taka nazwa.

kwasy

Browar powstał w 2015 roku. Wyposażony jest w warzelnię firmy Braumeister oraz w innowacyjne, białe plastikowe fermentory w kształcie jajek. Zdjęcia z browaru można zobaczyć na ich stronie internetowej: https://tsypa.com.ua. Z jajkami tam jest w ogóle tak, że nawet w logo browaru widoczne jest jajko, a w nim kurczak, a konkretnie pisklak. Piwa z tego browaru noszą nazwę Cypa (Ципа), co gdy przeczytamy to po rosyjsku może brzmieć dziwnie 😀 ale literę „и” w ukraińskim czytamy jako „y” i tego się trzymajmy. Słowo Cypa, w języku ukraińskim oznacza właśnie kurze pisklę (ewentualnie też ładną dziewczynę, fajną laskę). Wszystko idealnie się ze sobą łączy. Trzeba przyznać, że markę mają dobrze zaprojektowaną i motyw ten pojawia się wszędzie – na butelkach, szklankach, gadżetach, a nawet na firmowym samochodzie.

Z uwagi na to, że miałem bardzo mało miejsca w plecaku, jak również mało gotówki, zakupiłem trzy piwa z zamiarem spróbowania ich w domu. Poniżej opisuję pokrótce moje wrażenia z degustacji.

_MG_3398Cypa Bila

Styl – India Pale Lager
Ekstrakt – 13º
Alkohol – 4,4%
IBU – 41

Fajne, jasne, lekkie piwo, dobrze nachmielone amerykańskim chmielem. Smakuje w zasadzie trochę tak, jak dobre APA, ale jest nieco mniej treściwe i pozbawione dużej ilości estrów z fermentacji, przez co lepiej można wyodrębnić nuty chmielowe w aromacie i smaku. Porządnie wykonane, bez wad, orzeźwiające i bardzo pijalne. Szkoda, że to mała butelka!

Ocena ogólna – 5/6

_MG_3401Cypa Pid Trawow

Styl – Herbal Pale Ale
Ekstrakt – 12º
Alkohol – 5%
IBU – 45

Wybrałem to piwo ze względu na ciekawy styl, mianowicie APA z ziołami. Na etykiecie napisano, że do tego piwa został użyty amerykański chmiel oraz miejscowe, karpackie zioła, choć nie ma informacji, jakie konkretnie. Piwo ma ładną, czerwoną barwę, jest idealnie klarowne. W aromacie czuć oczywiście chmiel, ale z domieszką ziołową, w której dominuje nuta miętowa. Podobnie w smaku. Mięta lub szałwia jest tutaj głównym ziołem, które wyczułem (nie wiem dokładnie, ponieważ niektóre odmiany szałwii są zbliżone do mięty w aromacie) , chociaż są też inne, trudniejsze do zidentyfikowania, pojawiające się w tle. Nieco dziwny smak, momentami przywodzący na myśl płyn do mycia naczyń Ludwik, chociaż da się go polubić! Ciekawy pomysł i eksperyment wart powtórzenia w warunkach domowych (chociaż ja użyję innych ziół).

Ocena ogólna – 5/6

_MG_3406Cypa Czorna

Styl – Export Stout
Ekstrakt – 18º
Alkohol – 7%
IBU – 65

To piwo jest naprawdę czorne. Bardzo fajnie wygląda na nim piana o bardzo ciemnej, jak na pianę, brązowej barwie. Aromat i smak są bardzo intensywne. Mocno gorzka czekolada jest tutaj najlepszym porównaniem. Do tego kawa i chmiel w postaci solidnej goryczki. Piwo jest gęste, treściwe i bardzo wyraziste. W zasadzie smakuje niemal jak porter bałtycki, a nawet przewyższa niektóre polskie portery intensywnością smaku i odczuciem w ustach. Czegoś takiego naprawdę się nie spodziewałem i jestem mile zaskoczony! Bardzo dobre piwo, do najwyższej oceny brakuje mu tylko jednej rzeczy, mianowicie jak dla mnie mogłoby być troszkę mniej słodkie i bardziej wytrawne, ale i tak, wypiłem je z przyjemnością.

Ocena ogólna – 5/6

 

Podsumowując, muszę powiedzieć, że Huculska Kraftowa Browarnia warzy piwa naprawdę na wysokim poziomie i to nie tylko wśród browarów ukraińskich, bo wiele polskich browarów kraftowych robi o wiele gorsze. Widać, że znają się na rzeczy w kwestii piwa, ale też i wizerunku oraz kuchni (pizza na serio świetna). Przedsięwzięcie w nowoczesnym stylu, udało się według mnie znakomicie. Polecam wszystkim wizytę w Kwasach, bo widoki ładne, piwo dobre, ceny niskie, a ludzie serdeczni i gościnni. Ja sam mam nadzieję, że już niedługo pojadę tam ponownie, żeby spróbować więcej piw i być może zobaczyć browar od środka, co teraz mi się nie udało z powodu braku czasu. Jeśli komuś po drodze, warto tam zajrzeć.

Do pobaczenia!


Trzy Korony – do czterech razy sztuka

W końcu udało się! Po trzech próbach zakończonych porażką, przeprowadzanych na przestrzeni kilku lat, wreszcie mi się poszczęściło. Tak! Tym osiągnięciem było napicie się piwa w browarze Trzy Korony w Puławach. Historia mojej przygody z tym browarem jest niemal niekończącym się pasmem porażek. Pierwsza próba miała miejsce wiele lat temu. Wtedy to browar (w sumie bardziej restauracja) był zamknięty bez jakiegokolwiek powodu, mimo że obowiązywały aktualne godziny otwarcia. No trudno, pomyślałem, jak następnym razem przyjadę odwiedzić babcię albo wujka, to znów przy okazji pójdę do Trzech Koron i spróbuję w końcu tego piwa. Przybyłem po kilku miesiącach. Złapałem za klamkę i okazało się, że jest otwarte! Wchodzę, mówię dzień dobry kelnerkom za barem. I że chciałbym spróbować jakiegoś piwa. Niestety spotkałem się z niemiłą odpowiedzią, że jest nieczynne! „Jak to nieczynne, przecież wszedłem, było otwarte!” – odpowiedziałem. „Nieczynne i koniec!”. No trudno. Zauważyłem jednak piwa w butelkach i zapytałem, czy można kupić na wynos. „NIE MOŻNA, BO JEST ZAMKNIĘTE!!!”. Trochę zbity z tropu, wyszedłem. Druga próba na nic. Pomyślałem, że do trzech razy sztuka i w końcu musi się udać… Po jakichś bodajże dwóch latach zjawiłem się nad Wisłą ponownie (browar położony jest przy samym jej brzegu). Okazało się, że właśnie trwa tam wesele, więc stwierdziłem, że szanse na wypicie tam piwa są totalnie zerowe. Nawet nie wchodziłem, bo nie było po co. Nie no, jednak ta sztuka to nie jest do trzech razy… do ilu można? Minęły kolejne dwa lata i akurat znów okazjonalnie znalazłem się w okolicy browaru. Nie no, teraz musi się udać. Jest czwartek, więc nie będzie wesela. Godziny otwarcia aktualne. Wchodzę. Otwarte! Nie ma wesela. Ludzi też nie ma, wielka sala jest całkowicie pusta, ale jest barmanka. Pytam dla pewności, czy można napić się piwa. Tak, można! Nie mogę w to uwierzyć. To nie może być prawda… W Trzech Koronach! Ochłonąłem z szoku i ekscytacji, że w końcu spełniło się moje marzenie i zamówiłem po trochu z każdego z czterech piw. Były to: pils, AIPA, wędzonka i dunkel. Wszystkie bardzo w porządku. Trzy pierwsze zakupiłem też w butelkach, aby zdegustować w domu i coś o nich napisać. A więc:

dscf7797Silver Eagle – Puławski Pils. Nazwa „pils” jest tutaj w pełni zasłużona, ponieważ poziom IBU jest odpowiedni dla stylu. Nie jest to słodkawy lager bez chmielu, ale prawdziwy pils z wyraźną goryczką. I to jeszcze całkiem porządnie zrobiony, bo jedyną jego wadą jest lekki diacetyl (w wersji butelkowej dużo mniejszy niż w lanej). Ale to można wybaczyć, bo w czeskich pilsach też czasami się zdarza. Piwo zostało nachmielone odmianami Magnat, Sybilla, Marynka i Oktawia. Dwie z nich zostały wyhodowane w Puławach właśnie. Wyczuwalne w tym piwie są bardzo ciekawe nuty ziołowe. To nadaje temu pilsowi nieco oryginalnego smaku. Znaczy się, mam takie wrażenie, że to od tych chmieli, zwłaszcza Oktawii, bo raczej nic innego, skoro ten smak jest przyjemny 🙂

dscf7789Altamira – Jaskiniowy Lager. Cóż za styl! 😀 Takiego jeszcze chyba nikt wcześniej nie uwarzył… Ale zaraz, przecież to normalny wędzony lager, Rauchbier po prostu. Kogoś poniosło z tą jaskinią i nie wiem co wędzonka ma z nią wspólnego (może ktoś używa jaskini jako wędzarni?). Mniejsza z tym, nie dowie się nikt. Co do samego piwa, to ma ono bardzo przyjemny aromat wędzonki w typie szynkowym. Nie jest to zapach tak intensywny, jak w piwach Schlenkerli, ale da się go zauważyć. Podobnie w smaku, również wędzonka jest na pierwszym planie. W tle dochodzą nuty słodów karmelowych, ale na tym przyjemnym poziomie. Piwo jest (ku mojemu zaskoczeniu) wytrawne, z lekką jedynie słodyczą (słodyczką? #pdk) i całkiem wyraźną chmielową goryczką. Jest ona na średnim poziomie, nieco mniejsza niż w pilsie, ale wciąż bardzo dobrze wyczuwalna i idealnie balansująca warstwę słodową. To piwo mnie zaskoczyło bardzo pozytywnie. Spodziewałem się jakiegoś karmelowo-słodkiego „bursztynowego” (pani barmanka nic nie mówiła o wędzonce, tylko o „nutach jaskiniowych”), a dostałem fajnego Rauchbiera. Jedynym minusem jest to, że w butelce piwo było zbyt mocno nasycone. Musiałem nalewać na kilka razy i poczekać, aż się trochę wygazuje, co zresztą widać na zdjęciu, bo piana wyszła jak bita śmietana.

dscf7848Piaski Nevady – AIPA. Można rzec od razu – piwo bardzo poprawne w stylu. Aromat jest bardzo fajny, żywiczno-cytrusowy, może nie bardzo intensywny, nie czuć na kilometr, ale jak najbardziej w porządku. Chmiele użyte w tym piwie to Magnat, Citra, Cascade i Mosaic (samo dobro). W smaku również OK, dobry balans goryczki ze słodowością, piwo jest raczej wytrawne, nie ma w nim ciężkiego karmelu, a poziom IBU jest konkretny. Jest to zdecydowanie najlepsze piwo ze wszystkich, które spróbowałem w Trzech Koronach. Solidnie wykonane, bez żadnych wad i z porządną zawartością chmielu. Jest to taki sam poziom, jaki oferują normalne browary rzemieślnicze, co tyczy się również pozostałych piw, które tu opisuję. Piwowar nie boi się chmielu i nowofalowych stylów. Bardzo dobrze!

A ten dunkel to taki tam, zwykły, coś jak czeskie tmave, nie kupowałem w butelce, bo raczej nic ciekawego, ale również poprawny w swoim stylu.

Powiem jeszcze jedną rzecz na koniec. Jeżeli chcecie napić się piwa w Trzech Koronach, nigdy NIE IDŹCIE TAM W SOBOTĘ!!! Bo piwa się nie napijecie. Pozdrawiam 🙂


Białe Podlaskie

DSCF1908

Browar – Słodowy Dwór
Styl – Witbier
Ekstrakt –12,5º
Alkohol – 5%
IBU – 14

Niedawno dowiedziałem się, że na Podlasiu wystartował nowy browar rzemieślniczy o nazwie Słodowy Dwór. Znajduje się on w miejscowości Harasimowicze, niedaleko Dąbrowy Białostockiej. O tym, że buduje się tam jakiś mały browar słyszałem już około rok temu od znajomego, który pochodzi z tamtych stron, a teraz w końcu mogłem spróbować piwa, na które czekałem tyle czasu. Na półce w sklepie stały piwa ze Słodowego Dworu w trzech różnych stylach. Na początek wybrałem Białe Podlaskie, będące witbierem. Nazwa piwa jest moim zdaniem genialna! Bardzo pomysłowa i świetnie brzmiąca, pasująca zarówno do stylu, jak i do regionu. (Swoją drogą sam region jest dość „biały” przez takie miejscowości, jak Biała Podlaska, Bielsk Podlaski, Białowieża, czy chociażby Białystok). Kolejną rzeczą, która mnie zachwyciła jest etykieta. Co tu dużo mówić, po prostu piękna. Również pozostałe etykiety na piwach z tego browaru robią świetne wrażenie. Zdecydowanie jedne z najładniejszych wśród polskich browarów rzemieślniczych. Dodać można też, że na etykiecie znajduje się skład piwa z wyszczególnionymi wszystkimi ingrediencjami oraz parametry łącznie z wysokością IBU, za co plus się należy.

Białe Podlaskie ma ładną, żółtą barwę z lekkim zmętnieniem, co do stylu pasuje jak najbardziej. Piana jest niska i szybko znika, być może to efekt dość słabego nasycenia, ale bardzo mi to nie przeszkadza, bo lepiej jest się skupić na aromacie, w którym dominuje skórka pomarańczy. Jest też lekka nuta kolendrowa, ale pomarańcza jednak gra główne skrzypce. W smaku jest podobnie, bardzo pomarańczowe, z wyraźnym posmakiem gorzkiej skórki Curacao. Kolendra jest również wyczuwalna, ale schodzi na drugi plan. Na trzecim planie zaś wyczuwalna jest lekka nuta chmielowa, co fajnie dopełnia całość odczuć smakowych (do chmielenia użyta została czeska odmiana Saaz). Goryczka jest niska, ledwo zaznaczona, ale w tym stylu nie jest to wadą, przecież to wit, więc powinno tak być. Także muszę przyznać, że jest to piwo bardzo udane, które pije się niezwykle przyjemnie. Może wysycenie mogłoby być ciut większe, aby nadać piwu jeszcze więcej rześkości i orzeźwiającej mocy (i trochę piany, której wszyscy tak pożądają), ale jest naprawdę super, szczególnie, że to nowy browar i jedna z pierwszych warek w jego historii, a wiadomo, jak bywa czasami z takimi „rozruchowymi” piwami. Pozytywne zaskoczenie! Wschód Polski też daje radę.

Polecam każdemu, szczególnie miłośnikom piw mocno pomarańczowych.

Ocena ogólna – 6/6


Król Lata

DSCF1467

Browar – Pinta
Styl – Hoppy Oatmeal Witbier
Ekstrakt –11,5º
Alkohol – 4%
IBU – 38

Król Lata to drugie piwo z Pinty uwarzone w kooperacji z francuskim browarem Brasserie du Pays Flamand. Pierwsza była Księżniczka Wiosny, uwarzona we Francji, następnie przyszła kolej na Króla Lata, który powstał w Browarze na Jurze w Zawierciu. Nazwa stylu od razu zachęca do spróbowania. Można wywnioskować, że jest to mocno chmielony witbier z dodatkiem płatków owsianych, które powinny nadać piwu gładkości i lekkości. Zachęcająca jest również etykieta, moim zdaniem jedna z najładniejszych, jakie stworzył Browar Pinta. Jasna, promienista, do tego bardzo estetyczna. Wszystko, co znajduje się na etykiecie robi dobre wrażenie. A jak jest z samym piwem?

Z wyglądu prezentuje się ładnie, ma jasną, żółtopomarańczową barwę i jest mętne. Niektórym może jednak przeszkadzać płaska i szybko znikająca piana, która jest taka zapewne ze względu na niskie wysycenie piwa. Dla mnie jednak ważniejszy jest aromat i smak. A w tej kwestii jest naprawdę bardzo dobrze. Wyczuć można intensywne, orzeźwiające cytrusy i kolendrę. Wszystko idealnie ze sobą współgra. W smaku piwo jest naprawdę mocno cytrusowe z wyczuwalną nutą chmielową (pochodzącą od chmielu Citra) i średnio-niską goryczką. W dodatku, mimo niskiego ekstraktu sprawia wrażenie bardzo pełnego, nie jest w ogóle wodniste, a smak jest bardzo wyraźny. Myślę, że to może być po części zasługa płatków owsianych. Piwo jest niesamowicie pijalne i szybko znika ze szklanki, łyk za łykiem…

Król Lata to naprawdę solidna dawka cytrusowych smaków i aromatów. Nie zawiedzie ani miłośników amerykańskiego chmielu, ani zwolenników witbierów, którzy uwielbiają kolendrę i skórkę pomarańczową. Idealne połączenie, moim zdaniem lepsze, niż Viva la wita. Świetne piwo na lato i upały, ale sprawdzi się o każdej porze roku. Nigdy nie mam go dość i piłem je już kilka razy, bo za każdym razem, kiedy widzę je na półce sklepowej, kusi strasznie. Zdecydowanie  jest to jedno z najlepszych piw, jakie piłem w 2015 roku.

Ocena ogólna – 6/6


Chmielak z Browaru Jagiełło

DSCF8827

Browar – Jagiełło
Styl – Pilsner
Ekstrakt – Nie podano
Alkohol – 4,6%
IBU – 45

Recenzja nieco spóźniona, ale w końcu się pojawia, bo zbyt długo z nią zwlekałem, głównie z braku czasu na blogowanie. A chodzi o najnowsze piwo z Browaru Jagiełło, Chmielak, o którym wspominałem w relacji z wizyty w browarze. Wtedy było jeszcze na etapie leżakowania, a w sierpniu trafiło do sklepów oraz na krasnostawskie Chmielaki.

Chmielak to mocno chmielony lager, czyli praktycznie pilsner (choć na etykiecie ta nazwa się nie pojawia). Do chmielenia zostały użyte chmiele z Lubelszczyzny. Marynka na goryczkę i Sybilla na aromat. Deklarowany poziom goryczki to 45 IBU, czyli górna granica dla pilsa. To od razu zachęciło mnie do spróbowania. I jak powiedział sam piwowar, jest to dość rewolucyjne piwo dla Jagiełły, bo pierwsze tak mocno chmielone. A zatem przejdźmy do próbowania!

Wygląd piwa jest po prostu klasyczny. Bardzo jasne, idealnie klarowne z niezwykle trwałą, drobnopęcherzykową pianą, która pozostaje w szklance do samego końca i tworzy wzorzyste „firanki” na ściankach naczynia. Chmielak już na wstępie, samym wyglądem zawstydza koncernowe lagery, które pianę mają tak znikomą, że już pół minuty po nalaniu piwa możemy o niej zapomnieć. Aromat Chmielaka jest typowo „pilsowy”, czyli taki słodowo-zbożowy z nutą chmielową. Przyjemny, bez żadnych wad, takich jak siarka czy diacetyl. Dobrze pasujący do stylu. Co prawda, gdyby to piwo było jeszcze dochmielone na zimno, to mogłoby zniewalać aromatem, ale i tak jest ok. W smaku jest bardzo wytrawne, a goryczka… no no, trzeba powiedzieć, że solidna i konkretna, a przy tym przyjemna i niezalegająca. Może nawet 50 IBU zostało tu osiągnięte. Naprawdę, bardzo gorzkie piwo, przypomina mi bardzo Pilsnera Urquella, którego piłem wiele lat temu i czułem w nim niesamowicie dużą goryczkę. Dziś Pilsner jest dla mnie co najwyżej średnio, a czasem i słabo goryczkowy, ale pijąc Chmielaka przypomniałem sobie właśnie wrażenia sprzed lat. Jest moc. Do tego też wyczuwalny jest smak chmielu, podobnie, jak w piwach czeskich. Piwo jest przy tym bardzo lekkie, co w połączeniu z wytrawnością i tą mocną goryczką, czyni je według mnie świetnym napojem na letnie upały. (Wprawdzie teraz upałów już nie ma, ale też przyjemnie jest się napić Chmielaka.) A więc nie tylko wyglądem, ale też smakiem i aromatem, to piwo deklasuje wyroby koncernowe podpisane jako „pils” czy „mocno chmielone”.

Podsumowując, stwierdzam, że Chmielak to świetne piwo, bardzo porządnie wykonane i bardzo smaczne. Lekki minus za aromat, który mógłby być bardziej chmielowy (proponuję chmielenie na zimno przy następnej warce!), ale ogólnie wychodzi wielki plus. Tym, którzy nie wierzą, polecam spróbować, jeszcze jest w niektórych sklepach. Moim zdaniem, jest to obecnie najlepszy polski „pils za 3 złote”.

Ocena ogólna – 6/6


Profanum – Perun & Behemoth

DSCF4852

Browar – Perun (uwarzone w browarze Wąsosz)
Styl – Black IPA
Ekstrakt – 13º Blg
Alkohol – 5,6%

Ostatnio stały się modne piwa warzone dla zespołów muzycznych. Zrobiło się tego już dość sporo, a swoje piwa mają już takie kapele, jak Oberschlesien, J.D. Overdrive, Big Cyc, H.EXE, no i oczywiście, już poza granicami Polski, Iron Maiden. Ostatnio również Behemoth dorobił aż dwóch piw ze swoim logo na etykiecie, a uwarzył je browar Perun (chyba nie mogło być inaczej, w tekstach Behemotha często pojawiają się słowiańscy bogowie i pogańskie klimaty, więc Perun pasuje tutaj nadzwyczaj dobrze). Pierwszym piwem było Sacrum, Belgian IPA, jednak nie próbowałem go, bo nie przepadam za tym stylem. Postanowiłem jednak, że muszę spróbować drugiego piwa, Profanum, gdyż Black IPA to jeden z moich ulubionych gatunków. Poza tym ma fajniejszą etykietę, która w ogóle jest zarąbista i świetnie wygląda w kolekcji. A zespół Behemoth lubię i czasem ich muzyki słucham, więc fajnie jest posiadać taki artefakt.

O wyglądzie piwa nie ma co się zbytnio rozpisywać, bo jest idealnie czarne, tak jak na Behemotha (i Black IPA) przystało, a z wierzchu zdobi je beżowa piana. W aromacie wyczuwalne są głównie ciemne słody, prażony słonecznik i odrobina amerykańskiego chmielu w postaci nut żywiczno-cytrusowych. Ogólnie aromat na plus, chociaż mógłby być trochę bardziej chmielowy. W smaku jest dużo słonecznika, ale takiego pochodzącego ze słodów, bo przecież nie dodawano go do piwa. Nuty palone są na poziomie średnim (co odróżnia ten styl od stoutu), ale są dobrze wyczuwalne, do tego dochodzi jeszcze lekki posmak kawowy. Goryczka jest na poziomie średnim, nie przesadzona, chociaż jak dla mnie mogłaby być i wyższa, to by jeszcze dodało nieco profanatorskiego charakteru temu piwu. Ale rozumiem, że miało być raczej zbalansowane, żeby trafić w gusta szerszej grupy odbiorców i takie właśnie jest. Świetnie skomponowane i wyważone, smaki i aromaty idealnie ze sobą współgrają. Piwo jest do tego dość lekkie i bardzo pijalne (w końcu 13º ekstraktu, taka dolna granica IPA), nie męczy i nie zamula, przez co wypiłem je bardzo szybko, bo co chwilę chce się wziąć kolejny łyk.

Profanum wyszło nadzwyczaj dobrze. Wszystkie wcześniejsze piwa z Peruna były raczej średnie, albo co najwyżej dobre, ale to jest naprawdę świetne. Najlepsze piwo z Peruna, jakie piłem. Minusem jest trochę mała ilość chmielu na aromat i goryczkę, ale baza słodowa to rekompensuje, idealnie współpracując z chmielem, który jednak jest tutaj dobrze wyczuwalny. Polecam nie tylko fanom zespołu, ale też wszystkim fanom Black IPA.

Ocena ogólna – 6/6


Vienna Lager z Browaru Jagiełło

DSCF3605

Browar – Jagiełło
Styl – Lager wiedeński
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 5,5%

Mimo że już dwa miesiące minęły od momentu, gdy próbowałem Vienna Lagera z Jagiełły, to zostało mi jeszcze kilka butelek w skrzynce, która niespodziewanie pojawiła się wówczas w moim domu. Czasu i sił na blogowanie mam niewiele, ale to piwo w końcu powinno było doczekać się recenzji. A jest to nowość, bowiem browar Jagiełło warzy to piwo od niedawna. (Tutaj pierwszy plus, całkiem ładna etykieta.) Lager wiedeński jest stylem, który od zwykłego jasnego lagera odróżnia się zawartością czerwonego słodu zwanego wiedeńskim, przez co zyskuje on nuty karmelowe w smaku i aromacie, ma też ciemniejszy, miedziano-bursztynowy kolor. Poza tym słodycz w lagerze wiedeńskim może być czasem wyższa od zwykłych, wytrawnych jasnych lagerów i pilsów. Sprawdźmy zatem, czy piwowar z Browaru Jagiełło sprostał zadaniu i uwarzył piwo zgodnie z wytycznymi stylu.

Barwa piwa jest czerwono-bursztynowa, jak na lagera wiedeńskiego przystało, przy czym oscyluje raczej przy górnej (jaśniejszej) granicy tego stylu. Nie mniej jednak jest jak najbardziej poprawna, piwo prezentuje się bardzo ładnie, mając jeszcze na wierzchu dwucentymetrową warstwę beżowej (ecru?) piany. Klarowność stuprocentowa, jak widać na zdjęciu. Aromat jest raczej mało intensywny, ale przyjemny, wyczuć w nim bowiem można chmiel (!) oraz karmel, w wersji takiej raczej wytrawnej, nie toffi (bez mleka, czy też diacetylu). Czyli na plus, zgodnie ze stylem. Po dokładniejszym wwąchaniu się i lekkim ogrzaniu piwa wyczuwalne są również delikatne nuty kawowe, które nie wiem skąd się biorą, ale są przyjemne i fajnie komponują się z resztą aromatów. Jeśli chodzi o smak, to po pierwszym łyku od razu można powiedzieć, że jest to lager, ale od zwykłego jasnego lagera odróżnia się nutami karmelowymi. Czyli znów potwierdza się to, co napisałem wcześniej, opisując styl lager wiedeński. Przy czym te karmelowe nuty nie są ani nachalne ani ciężkie, są, można powiedzieć dość umiarkowane i na zupełnie akceptowalnym poziomie (a ja nie lubię mocno karmelowych piw). Goryczka jest niska, pojawia się dopiero po przełknięciu, a wtedy przyjmuje poziom średnio-niski i można ją zauważyć bez specjalnego doszukiwania się. Czyli ogólnie chmiel jest w tym piwie wyczuwalny, chociaż jest go tam mało, ale cóż, taki właśnie jest lager wiedeński.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że nowe piwo od Jagiełły pije się przyjemnie, jest lekkie, wytrawne (co jest ważne, że nie zamula słodyczą), niektórym może się wydać wodniste (podejrzewam ekstrakt poniżej 12), ale jeśli się mu bliżej przyjrzeć, to można wyczuć chmiel i takie „dobre” nuty karmelowe. A zatem, trzeba przyznać, że jest jak najbardziej zgodne ze stylem. Niech mówią co chcą, to piwo po prostu takie miało być. Dobre na lato i zdecydowanie lepsze od wszelkich koncernowych lagerów. Jako że oceniam piwo według mojego własnego, spaczonego przez amerykańskie chmiele i IBU gustu, Vienna Lager dostałby ocenę 4,5, ale że ocen połówkowych nie stosuję, a ponadto doceniam starania piwowara i zgodność z ramami stylu, stawiam 5. Na pewno jest lepsze, niż niejeden inny lager wiedeński, np. Trybunał Trójsłodowe czy Lāčplēsis Dzintara. Zatem polecam spróbować, ale tylko miłośnikom piw lekkich i nisko chmielowych.

Ocena ogólna – 5/6