Trzy Korony – do czterech razy sztuka

W końcu udało się! Po trzech próbach zakończonych porażką, przeprowadzanych na przestrzeni kilku lat, wreszcie mi się poszczęściło. Tak! Tym osiągnięciem było napicie się piwa w browarze Trzy Korony w Puławach. Historia mojej przygody z tym browarem jest niemal niekończącym się pasmem porażek. Pierwsza próba miała miejsce wiele lat temu. Wtedy to browar (w sumie bardziej restauracja) był zamknięty bez jakiegokolwiek powodu, mimo że obowiązywały aktualne godziny otwarcia. No trudno, pomyślałem, jak następnym razem przyjadę odwiedzić babcię albo wujka, to znów przy okazji pójdę do Trzech Koron i spróbuję w końcu tego piwa. Przybyłem po kilku miesiącach. Złapałem za klamkę i okazało się, że jest otwarte! Wchodzę, mówię dzień dobry kelnerkom za barem. I że chciałbym spróbować jakiegoś piwa. Niestety spotkałem się z niemiłą odpowiedzią, że jest nieczynne! „Jak to nieczynne, przecież wszedłem, było otwarte!” – odpowiedziałem. „Nieczynne i koniec!”. No trudno. Zauważyłem jednak piwa w butelkach i zapytałem, czy można kupić na wynos. „NIE MOŻNA, BO JEST ZAMKNIĘTE!!!”. Trochę zbity z tropu, wyszedłem. Druga próba na nic. Pomyślałem, że do trzech razy sztuka i w końcu musi się udać… Po jakichś bodajże dwóch latach zjawiłem się nad Wisłą ponownie (browar położony jest przy samym jej brzegu). Okazało się, że właśnie trwa tam wesele, więc stwierdziłem, że szanse na wypicie tam piwa są totalnie zerowe. Nawet nie wchodziłem, bo nie było po co. Nie no, jednak ta sztuka to nie jest do trzech razy… do ilu można? Minęły kolejne dwa lata i akurat znów okazjonalnie znalazłem się w okolicy browaru. Nie no, teraz musi się udać. Jest czwartek, więc nie będzie wesela. Godziny otwarcia aktualne. Wchodzę. Otwarte! Nie ma wesela. Ludzi też nie ma, wielka sala jest całkowicie pusta, ale jest barmanka. Pytam dla pewności, czy można napić się piwa. Tak, można! Nie mogę w to uwierzyć. To nie może być prawda… W Trzech Koronach! Ochłonąłem z szoku i ekscytacji, że w końcu spełniło się moje marzenie i zamówiłem po trochu z każdego z czterech piw. Były to: pils, AIPA, wędzonka i dunkel. Wszystkie bardzo w porządku. Trzy pierwsze zakupiłem też w butelkach, aby zdegustować w domu i coś o nich napisać. A więc:

dscf7797Silver Eagle – Puławski Pils. Nazwa „pils” jest tutaj w pełni zasłużona, ponieważ poziom IBU jest odpowiedni dla stylu. Nie jest to słodkawy lager bez chmielu, ale prawdziwy pils z wyraźną goryczką. I to jeszcze całkiem porządnie zrobiony, bo jedyną jego wadą jest lekki diacetyl (w wersji butelkowej dużo mniejszy niż w lanej). Ale to można wybaczyć, bo w czeskich pilsach też czasami się zdarza. Piwo zostało nachmielone odmianami Magnat, Sybilla, Marynka i Oktawia. Dwie z nich zostały wyhodowane w Puławach właśnie. Wyczuwalne w tym piwie są bardzo ciekawe nuty ziołowe. To nadaje temu pilsowi nieco oryginalnego smaku. Znaczy się, mam takie wrażenie, że to od tych chmieli, zwłaszcza Oktawii, bo raczej nic innego, skoro ten smak jest przyjemny 🙂

dscf7789Altamira – Jaskiniowy Lager. Cóż za styl! 😀 Takiego jeszcze chyba nikt wcześniej nie uwarzył… Ale zaraz, przecież to normalny wędzony lager, Rauchbier po prostu. Kogoś poniosło z tą jaskinią i nie wiem co wędzonka ma z nią wspólnego (może ktoś używa jaskini jako wędzarni?). Mniejsza z tym, nie dowie się nikt. Co do samego piwa, to ma ono bardzo przyjemny aromat wędzonki w typie szynkowym. Nie jest to zapach tak intensywny, jak w piwach Schlenkerli, ale da się go zauważyć. Podobnie w smaku, również wędzonka jest na pierwszym planie. W tle dochodzą nuty słodów karmelowych, ale na tym przyjemnym poziomie. Piwo jest (ku mojemu zaskoczeniu) wytrawne, z lekką jedynie słodyczą (słodyczką? #pdk) i całkiem wyraźną chmielową goryczką. Jest ona na średnim poziomie, nieco mniejsza niż w pilsie, ale wciąż bardzo dobrze wyczuwalna i idealnie balansująca warstwę słodową. To piwo mnie zaskoczyło bardzo pozytywnie. Spodziewałem się jakiegoś karmelowo-słodkiego „bursztynowego” (pani barmanka nic nie mówiła o wędzonce, tylko o „nutach jaskiniowych”), a dostałem fajnego Rauchbiera. Jedynym minusem jest to, że w butelce piwo było zbyt mocno nasycone. Musiałem nalewać na kilka razy i poczekać, aż się trochę wygazuje, co zresztą widać na zdjęciu, bo piana wyszła jak bita śmietana.

dscf7848Piaski Nevady – AIPA. Można rzec od razu – piwo bardzo poprawne w stylu. Aromat jest bardzo fajny, żywiczno-cytrusowy, może nie bardzo intensywny, nie czuć na kilometr, ale jak najbardziej w porządku. Chmiele użyte w tym piwie to Magnat, Citra, Cascade i Mosaic (samo dobro). W smaku również OK, dobry balans goryczki ze słodowością, piwo jest raczej wytrawne, nie ma w nim ciężkiego karmelu, a poziom IBU jest konkretny. Jest to zdecydowanie najlepsze piwo ze wszystkich, które spróbowałem w Trzech Koronach. Solidnie wykonane, bez żadnych wad i z porządną zawartością chmielu. Jest to taki sam poziom, jaki oferują normalne browary rzemieślnicze, co tyczy się również pozostałych piw, które tu opisuję. Piwowar nie boi się chmielu i nowofalowych stylów. Bardzo dobrze!

A ten dunkel to taki tam, zwykły, coś jak czeskie tmave, nie kupowałem w butelce, bo raczej nic ciekawego, ale również poprawny w swoim stylu.

Powiem jeszcze jedną rzecz na koniec. Jeżeli chcecie napić się piwa w Trzech Koronach, nigdy NIE IDŹCIE TAM W SOBOTĘ!!! Bo piwa się nie napijecie. Pozdrawiam 🙂


Va Banque! – PIWO ZE ŚLEDZIEM

dscf7337

Browar – Piwoteka
Styl – Herring Imperial Stout
Ekstrakt –20º
Alkohol – 8,7%

Jakiś czas temu browar Piwoteka uwarzył piwo Ucho od śledzia, z dodatkiem śledzia właśnie. Nie udało mi się go spróbować (chociaż chciałem), aż w końcu dzisiaj natrafiłem na nie w sklepie. Obok stało jednak nowe piwo z tego browaru, śledziowy imperial stout, do którego podobno wrzucono jeszcze więcej śledzi (33kg do całej warki), więc zdecydowałem, że tego spróbuję w pierwszej kolejności (słyszałem, że w Uchu od śledzia raczej nie czuć żadnej ryby). Jako że bardzo lubię wszelkie ryby, w tym także śledzie, uznałem, że to może być dobry wybór.

Nie będę się tutaj rozpisywał na temat wyglądu piwa, bo jest typowa i przewidywalna – czarne z pianą po prostu. Totalnie nieważna sprawa. Skupmy się najpierw na tym, co czuć w aromacie. A więc pachnie to podobnie do większości porterów bałtyckich, jest jednak tam pewna nuta zapachowa przypominająca sos sojowy, nie śmierdzi wcale rybą. Aromat jest przyjemny. Przy pierwszym łyku na początku uderza słodycz i czekolada, ale po przełknięciu wyczułem lekko rybno-wędzoną nutę i zauważyłem, że piwo jest lekko słone. Po drugim łyku niestety nie było już tego rybnego posmaku, ale przynajmniej słoność pozostała. Może też do tego lekka wędzonka. Cały czas towarzyszył mi również  posmak umami. Taki słony porter bałtycki z czasami chwilowo wyczuwalną rybną nutą (to aż normalnie jeszcze bardziej bałtycki chyba!). Tak mi się właśnie kojarzy z porterem, ponieważ nie jest tak bardzo palony, jak stouty, a tym bardziej imperialne stouty. Trochę jestem jednak rozczarowany tym, że smak śledzia jest wyczuwalny na granicy autosugestii. Gdybym nie wiedział, że to piwo ze śledziami, to chyba bym się nie domyślił, ewentualnie mógłbym stwierdzić, że to jest jakiś ostrygowy stout/porter, ze względu na morski posmak. Piwo ogólnie jest bardzo dobre, jednak nasuwa mi się końcowy wniosek, że…

WIĘCEJ ŚLEDZIA TRZEBA!

Ocena ogólna – 5/6


Wyleżakowane portery – degustacja

Odświeżam blog, ponieważ trzeba napisać o porterach, które jakiś czas temu poddałem leżakowaniu. Spróbowałem już wszystkich, a więc warto podzielić się wnioskami po degustacji.

Planowałem leżakować portery przez 4 lata, tak, jak to napisałem w tym wpisie [link], jednak w międzyczasie dowiedziałem się, że optymalnym czasem dla porteru są około 2 lata, więc zdecydowałem się spróbować ich wcześniej. Niektóre stały półtora roku, niektóre 2 lata, a niektóre 2,5. Ponadto, rok po wpisie informującym o leżakowaniu pięciu porterów, do kolekcji dołożyłem jeszcze dwa: Perła Porter i Ciechan.

Zatem bez zbędnego gadania, przejdźmy do wrażeń z degustacji, które odbywały się w różnym czasie, ale notatki z każdej z nich zostały zachowane i zestawione tutaj. Prezentuję piwa w porządku od najgorszego do najlepszego.

dscf3342Primator Double 24%

Browar Nachod
Ekstrakt – 24
Czas leżakowania – 2 lata

O tym piwie krążą opinie, że nie jest to w ogóle porter, jednak według mnie spełnia warunki tego stylu. Ekstrakt, barwa, palone słody, aromat, smak, wszystko się zgadza (w wersji świeżej). Może tylko jest nieco za słodki. Natomiast po dwuletnim leżakowaniu… jest tragedia. To piwo pachnie, jak bardzo stara nalewka z orzechów. Wyczuwalne są niezwykle silnie nuty utlenienia w stylu porto/sherry, czy też jakichś destylatów z wina. W smaku jest strasznie słodkie, naprawdę bardzo, bardzo słodkie i mocno alkoholowe. Po kilku łykach zrobiło mi się niedobrze. Niewyczuwalne są raczej nuty palone czy czekoladowe, tylko słodko-nalewkowe. Niestety nie byłem w stanie wypić całego. Masakra i dramat.

Ocena ogólna – 1/6

dscf3307Żywiec Porter

Browar Zamkowy w Cieszynie (Grupa Żywiec)
Ekstrakt – 22
Czas leżakowania – 2 lata

Muszę powiedzieć na początku, że porter z Żywca nie smakuje mi w wersji świeżej. Jest zbyt ostry i alkoholowy. Z tego, co słyszałem wynikało, że po leżakowaniu będzie łagodniejszy, bardziej ułożony i przyjemniejszy w odbiorze. I co mogę powiedzieć? Jest… inny. Raczej nie jest łagodniejszy. W aromacie też przypomina nalewkę orzechową, ale z akcentami czerwonego, wytrawnego wina. Nieco lepiej, niż Primator. W smaku natomiast dominuje również nalewka oraz orzechy włoskie. Niestety wyczuwalny jest też alkohol i to mocno. Czuć, jak rozgrzewa w żołądku. Na szczęście żywiecki porter nie jest aż tak słodki, jak Primator, powiedziałbym nawet, że jest wytrawny, ale nalewkowy aromat i smak sprawia, że również mi on nie smakuje. Ciężko było to wypić.

Ocena ogólna – 2/6

dscf2475Ciechan Porter

Browar Ciechan
Ekstrakt – 22
Czas leżakowania – 1,5 roku

Porter z Ciechana po wyleżakowaniu nie wyróżnia się specjalnie ani na plus, ani na minus. Właściwie, to najmniej mogę o nim powiedzieć, bo jest dość mało wyrazisty w porównaniu z innymi. Nie zachwyca aromatem, ani smakiem, ale też nie ma w nim rażących wad. Jest trochę alkoholowy, ma niewielki posmak nalewki, ale w smaku głównie obecna jest ciemna czekolada. Tym, co trochę mnie rozczarowało była też znikoma piana i choć na pianę zwykle nie zwracam uwagi, to Ciechan był jedynym porterem, który nie miał ładnej, grubej i trwałej czapki. Ocenić go mogę na połowę skali.

Ocena ogólna – 3/6

dscf6394aKomes Porter

Browar Fortuna
Ekstrakt – 21
Czas leżakowania – 2 lata

W przypadku Komesa, jest już znacznie lepiej. Główną rolę w aromacie i smaku gra suszona śliwka, nie czuć tutaj nalewki. Piwo jest, można powiedzieć, półwytrawne, ponieważ mimo zauważalnej słodyczy, jest lekko cierpkie, tak jakby zawierało taniny (a więc ta śliwka jest jakby z pestką). Wyczuwam też w nim nutę czerwonego wina. Komes sprawia wrażenie szlachetnego trunku i jest bardzo dobry, jednak to nie jest to, co najbardziej spodobało mi się wśród wyleżakowanych porterów, więc nie dostał najwyższej oceny. W sumie dużo bardziej smakowała mi wersja świeża [link], chociaż była to zupełnie inna warka, zatem raczej nie można ich ze sobą porównywać. Możliwe, że Komes z tej warki, którą piłem na świeżo, zestarzałby się zupełnie inaczej.

Ocena ogólna – 4/6

dscf5618Imperator Bałtycki – pierwsza warka

Browar Pinta
Ekstrakt – 24,7
Czas leżakowania – 2,5 roku

Pierwsza warka Imperatora Bałtyckiego zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie (a trzecia jeszcze większe), więc postanowiłem go również wyleżakować, żeby zobaczyć, co się zmieniło. Otóż na pewno nie zmieniła się goryczka, która pozostała na bardzo wysokim poziomie. To wyróżnia Imperatora na tle innych porterów. W aromacie i smaku dominuje kawa (bardzo mocno) i ciemna czekolada. Posmak nalewki jest minimalny, niemal niewyczuwalny i w tym stężeniu zupełnie mi nie przeszkadza, przypomina on jednak o fakcie, że mamy do czynienia z piwem wyleżakowanym i utlenionym. Alkohol jest słabo wyczuwalny, ale szybko dają się we znaki efekty jego działania. Podsumowując, wyleżakowany Imperator jest bardzo dobry, ale jednak bardziej smakował mi na świeżo, kiedy miał w sobie więcej smaku chmielu i nie miał nut nalewkowo-utlenionych, za którymi nie przepadam. Mimo wszystko dalej robi wrażenie.

Ocena ogólna – 5/6

dscf1900Perła Porter

Perła Browary Lubelskie
Ekstrakt – 22
Czas leżakowania – 1,5 roku

Od razu powiem, że naprawdę warto leżakować! Piwo jest niesamowicie łagodne, gładkie, aksamitne, kremowe, ułożone. W aromacie dominuje czekolada z nutą kawy i suszonych owoców. Smakuje natomiast zupełnie tak, jak kawa z mlekiem z posmakiem orzechowym. Alkohol jest w ogóle niewyczuwalny, tak jakby go nie było. Aż dziwne, że ekstrakt  to 22, a pije się tak, jakby to było 12. To jest właśnie ten rodzaj porteru, który lubię najbardziej. Nie ma tutaj żadnych nut nalewki czy koniaku. Słodycz nie jest przytłaczająca, ale piwo nie jest też wytrawne i cierpkie. Naprawdę dobre piwo.

Ocena ogólna – 6/6

dscf3397Porter Warmiński

Beowar Kormoran
Ekstrakt – 21
Czas leżakowania – 2 lata

Porter Warmiński z Kormorana po wyleżakowaniu był bardzo podobny do tego z Perły. Również bardzo łagodny i kremowy. W smaku też przypominał czekoladową kawę z mlekiem, bez nut utlenienia i cierpkości. Cóż, nie będę się więcej powtarzał, bo opis z Perły pasuje też do tego piwa, mogę jedynie przyznać, że Porter Warmiński był troszeczkę lepszy. Po prostu idealny. Takie portery mogę pić naprawdę z przyjemnością. Pierwsze miejsce w pełni zasłużone.

Ocena ogólna – 6/6

Podsumowanie

Eksperyment wykazał, że nie każdy porter po leżakowaniu jest bardzo dobrym piwem. Przynajmniej dla mnie. Muszę przecież zaznaczyć, że to jest mój, bardzo subiektywny punkt widzenia i na pewno znalazłoby się wiele osób, które uwielbiają nalewkowo-koniakowe nuty. Im na przykład porter z Żywca bardzo by smakował, więc miejsca w rankingu byłyby zupełnie inne. Mnie akurat takie smaki nie podchodzą, dlatego te piwa, które ich nie miały, zostały ocenione najwyżej. Szokować może pozycja porteru z Perły nad Imperatorem Bałtyckim, ale cóż, tak wyszło, więc nie mogę tu skłamać. Zapewne narażę się na śmiechy i drwiny, no bo przecież Imperator najlepszy jest i tyle, a Perła to przecież syf i koncern, no ale cóż, moje zdanie jest najmojsze! 😀 Powiedzieć mogę tyle, że w wersji świeżej, Imperator jest znacznie, znacznie lepszy od Perły Porter. Z siedmiu piw, które przetestowałem, dwa były dla mnie nieprzyswajalne (w tym Primator okazał się być szczególną tragedią), pozostałe natomiast były jak najbardziej do wypicia, zatem polecam leżakować portery. Wychodzą naprawdę ciekawe rzeczy, często niespodziewane. Dlatego już niedługo będę szykował kolejny zestaw, który zniknie w piwnicy na dwa lata. 😉


Białe Podlaskie

DSCF1908

Browar – Słodowy Dwór
Styl – Witbier
Ekstrakt –12,5º
Alkohol – 5%
IBU – 14

Niedawno dowiedziałem się, że na Podlasiu wystartował nowy browar rzemieślniczy o nazwie Słodowy Dwór. Znajduje się on w miejscowości Harasimowicze, niedaleko Dąbrowy Białostockiej. O tym, że buduje się tam jakiś mały browar słyszałem już około rok temu od znajomego, który pochodzi z tamtych stron, a teraz w końcu mogłem spróbować piwa, na które czekałem tyle czasu. Na półce w sklepie stały piwa ze Słodowego Dworu w trzech różnych stylach. Na początek wybrałem Białe Podlaskie, będące witbierem. Nazwa piwa jest moim zdaniem genialna! Bardzo pomysłowa i świetnie brzmiąca, pasująca zarówno do stylu, jak i do regionu. (Swoją drogą sam region jest dość „biały” przez takie miejscowości, jak Biała Podlaska, Bielsk Podlaski, Białowieża, czy chociażby Białystok). Kolejną rzeczą, która mnie zachwyciła jest etykieta. Co tu dużo mówić, po prostu piękna. Również pozostałe etykiety na piwach z tego browaru robią świetne wrażenie. Zdecydowanie jedne z najładniejszych wśród polskich browarów rzemieślniczych. Dodać można też, że na etykiecie znajduje się skład piwa z wyszczególnionymi wszystkimi ingrediencjami oraz parametry łącznie z wysokością IBU, za co plus się należy.

Białe Podlaskie ma ładną, żółtą barwę z lekkim zmętnieniem, co do stylu pasuje jak najbardziej. Piana jest niska i szybko znika, być może to efekt dość słabego nasycenia, ale bardzo mi to nie przeszkadza, bo lepiej jest się skupić na aromacie, w którym dominuje skórka pomarańczy. Jest też lekka nuta kolendrowa, ale pomarańcza jednak gra główne skrzypce. W smaku jest podobnie, bardzo pomarańczowe, z wyraźnym posmakiem gorzkiej skórki Curacao. Kolendra jest również wyczuwalna, ale schodzi na drugi plan. Na trzecim planie zaś wyczuwalna jest lekka nuta chmielowa, co fajnie dopełnia całość odczuć smakowych (do chmielenia użyta została czeska odmiana Saaz). Goryczka jest niska, ledwo zaznaczona, ale w tym stylu nie jest to wadą, przecież to wit, więc powinno tak być. Także muszę przyznać, że jest to piwo bardzo udane, które pije się niezwykle przyjemnie. Może wysycenie mogłoby być ciut większe, aby nadać piwu jeszcze więcej rześkości i orzeźwiającej mocy (i trochę piany, której wszyscy tak pożądają), ale jest naprawdę super, szczególnie, że to nowy browar i jedna z pierwszych warek w jego historii, a wiadomo, jak bywa czasami z takimi „rozruchowymi” piwami. Pozytywne zaskoczenie! Wschód Polski też daje radę.

Polecam każdemu, szczególnie miłośnikom piw mocno pomarańczowych.

Ocena ogólna – 6/6


Król Lata

DSCF1467

Browar – Pinta
Styl – Hoppy Oatmeal Witbier
Ekstrakt –11,5º
Alkohol – 4%
IBU – 38

Król Lata to drugie piwo z Pinty uwarzone w kooperacji z francuskim browarem Brasserie du Pays Flamand. Pierwsza była Księżniczka Wiosny, uwarzona we Francji, następnie przyszła kolej na Króla Lata, który powstał w Browarze na Jurze w Zawierciu. Nazwa stylu od razu zachęca do spróbowania. Można wywnioskować, że jest to mocno chmielony witbier z dodatkiem płatków owsianych, które powinny nadać piwu gładkości i lekkości. Zachęcająca jest również etykieta, moim zdaniem jedna z najładniejszych, jakie stworzył Browar Pinta. Jasna, promienista, do tego bardzo estetyczna. Wszystko, co znajduje się na etykiecie robi dobre wrażenie. A jak jest z samym piwem?

Z wyglądu prezentuje się ładnie, ma jasną, żółtopomarańczową barwę i jest mętne. Niektórym może jednak przeszkadzać płaska i szybko znikająca piana, która jest taka zapewne ze względu na niskie wysycenie piwa. Dla mnie jednak ważniejszy jest aromat i smak. A w tej kwestii jest naprawdę bardzo dobrze. Wyczuć można intensywne, orzeźwiające cytrusy i kolendrę. Wszystko idealnie ze sobą współgra. W smaku piwo jest naprawdę mocno cytrusowe z wyczuwalną nutą chmielową (pochodzącą od chmielu Citra) i średnio-niską goryczką. W dodatku, mimo niskiego ekstraktu sprawia wrażenie bardzo pełnego, nie jest w ogóle wodniste, a smak jest bardzo wyraźny. Myślę, że to może być po części zasługa płatków owsianych. Piwo jest niesamowicie pijalne i szybko znika ze szklanki, łyk za łykiem…

Król Lata to naprawdę solidna dawka cytrusowych smaków i aromatów. Nie zawiedzie ani miłośników amerykańskiego chmielu, ani zwolenników witbierów, którzy uwielbiają kolendrę i skórkę pomarańczową. Idealne połączenie, moim zdaniem lepsze, niż Viva la wita. Świetne piwo na lato i upały, ale sprawdzi się o każdej porze roku. Nigdy nie mam go dość i piłem je już kilka razy, bo za każdym razem, kiedy widzę je na półce sklepowej, kusi strasznie. Zdecydowanie  jest to jedno z najlepszych piw, jakie piłem w 2015 roku.

Ocena ogólna – 6/6


Chmielak z Browaru Jagiełło

DSCF8827

Browar – Jagiełło
Styl – Pilsner
Ekstrakt – Nie podano
Alkohol – 4,6%
IBU – 45

Recenzja nieco spóźniona, ale w końcu się pojawia, bo zbyt długo z nią zwlekałem, głównie z braku czasu na blogowanie. A chodzi o najnowsze piwo z Browaru Jagiełło, Chmielak, o którym wspominałem w relacji z wizyty w browarze. Wtedy było jeszcze na etapie leżakowania, a w sierpniu trafiło do sklepów oraz na krasnostawskie Chmielaki.

Chmielak to mocno chmielony lager, czyli praktycznie pilsner (choć na etykiecie ta nazwa się nie pojawia). Do chmielenia zostały użyte chmiele z Lubelszczyzny. Marynka na goryczkę i Sybilla na aromat. Deklarowany poziom goryczki to 45 IBU, czyli górna granica dla pilsa. To od razu zachęciło mnie do spróbowania. I jak powiedział sam piwowar, jest to dość rewolucyjne piwo dla Jagiełły, bo pierwsze tak mocno chmielone. A zatem przejdźmy do próbowania!

Wygląd piwa jest po prostu klasyczny. Bardzo jasne, idealnie klarowne z niezwykle trwałą, drobnopęcherzykową pianą, która pozostaje w szklance do samego końca i tworzy wzorzyste „firanki” na ściankach naczynia. Chmielak już na wstępie, samym wyglądem zawstydza koncernowe lagery, które pianę mają tak znikomą, że już pół minuty po nalaniu piwa możemy o niej zapomnieć. Aromat Chmielaka jest typowo „pilsowy”, czyli taki słodowo-zbożowy z nutą chmielową. Przyjemny, bez żadnych wad, takich jak siarka czy diacetyl. Dobrze pasujący do stylu. Co prawda, gdyby to piwo było jeszcze dochmielone na zimno, to mogłoby zniewalać aromatem, ale i tak jest ok. W smaku jest bardzo wytrawne, a goryczka… no no, trzeba powiedzieć, że solidna i konkretna, a przy tym przyjemna i niezalegająca. Może nawet 50 IBU zostało tu osiągnięte. Naprawdę, bardzo gorzkie piwo, przypomina mi bardzo Pilsnera Urquella, którego piłem wiele lat temu i czułem w nim niesamowicie dużą goryczkę. Dziś Pilsner jest dla mnie co najwyżej średnio, a czasem i słabo goryczkowy, ale pijąc Chmielaka przypomniałem sobie właśnie wrażenia sprzed lat. Jest moc. Do tego też wyczuwalny jest smak chmielu, podobnie, jak w piwach czeskich. Piwo jest przy tym bardzo lekkie, co w połączeniu z wytrawnością i tą mocną goryczką, czyni je według mnie świetnym napojem na letnie upały. (Wprawdzie teraz upałów już nie ma, ale też przyjemnie jest się napić Chmielaka.) A więc nie tylko wyglądem, ale też smakiem i aromatem, to piwo deklasuje wyroby koncernowe podpisane jako „pils” czy „mocno chmielone”.

Podsumowując, stwierdzam, że Chmielak to świetne piwo, bardzo porządnie wykonane i bardzo smaczne. Lekki minus za aromat, który mógłby być bardziej chmielowy (proponuję chmielenie na zimno przy następnej warce!), ale ogólnie wychodzi wielki plus. Tym, którzy nie wierzą, polecam spróbować, jeszcze jest w niektórych sklepach. Moim zdaniem, jest to obecnie najlepszy polski „pils za 3 złote”.

Ocena ogólna – 6/6


Profanum – Perun & Behemoth

DSCF4852

Browar – Perun (uwarzone w browarze Wąsosz)
Styl – Black IPA
Ekstrakt – 13º Blg
Alkohol – 5,6%

Ostatnio stały się modne piwa warzone dla zespołów muzycznych. Zrobiło się tego już dość sporo, a swoje piwa mają już takie kapele, jak Oberschlesien, J.D. Overdrive, Big Cyc, H.EXE, no i oczywiście, już poza granicami Polski, Iron Maiden. Ostatnio również Behemoth dorobił aż dwóch piw ze swoim logo na etykiecie, a uwarzył je browar Perun (chyba nie mogło być inaczej, w tekstach Behemotha często pojawiają się słowiańscy bogowie i pogańskie klimaty, więc Perun pasuje tutaj nadzwyczaj dobrze). Pierwszym piwem było Sacrum, Belgian IPA, jednak nie próbowałem go, bo nie przepadam za tym stylem. Postanowiłem jednak, że muszę spróbować drugiego piwa, Profanum, gdyż Black IPA to jeden z moich ulubionych gatunków. Poza tym ma fajniejszą etykietę, która w ogóle jest zarąbista i świetnie wygląda w kolekcji. A zespół Behemoth lubię i czasem ich muzyki słucham, więc fajnie jest posiadać taki artefakt.

O wyglądzie piwa nie ma co się zbytnio rozpisywać, bo jest idealnie czarne, tak jak na Behemotha (i Black IPA) przystało, a z wierzchu zdobi je beżowa piana. W aromacie wyczuwalne są głównie ciemne słody, prażony słonecznik i odrobina amerykańskiego chmielu w postaci nut żywiczno-cytrusowych. Ogólnie aromat na plus, chociaż mógłby być trochę bardziej chmielowy. W smaku jest dużo słonecznika, ale takiego pochodzącego ze słodów, bo przecież nie dodawano go do piwa. Nuty palone są na poziomie średnim (co odróżnia ten styl od stoutu), ale są dobrze wyczuwalne, do tego dochodzi jeszcze lekki posmak kawowy. Goryczka jest na poziomie średnim, nie przesadzona, chociaż jak dla mnie mogłaby być i wyższa, to by jeszcze dodało nieco profanatorskiego charakteru temu piwu. Ale rozumiem, że miało być raczej zbalansowane, żeby trafić w gusta szerszej grupy odbiorców i takie właśnie jest. Świetnie skomponowane i wyważone, smaki i aromaty idealnie ze sobą współgrają. Piwo jest do tego dość lekkie i bardzo pijalne (w końcu 13º ekstraktu, taka dolna granica IPA), nie męczy i nie zamula, przez co wypiłem je bardzo szybko, bo co chwilę chce się wziąć kolejny łyk.

Profanum wyszło nadzwyczaj dobrze. Wszystkie wcześniejsze piwa z Peruna były raczej średnie, albo co najwyżej dobre, ale to jest naprawdę świetne. Najlepsze piwo z Peruna, jakie piłem. Minusem jest trochę mała ilość chmielu na aromat i goryczkę, ale baza słodowa to rekompensuje, idealnie współpracując z chmielem, który jednak jest tutaj dobrze wyczuwalny. Polecam nie tylko fanom zespołu, ale też wszystkim fanom Black IPA.

Ocena ogólna – 6/6