Monthly Archives: Grudzień 2014

Imperator Bałtycki

DSCF6390

Browar – Pinta (warzone w Browarze Na Jurze)
Styl – Porter imperialny
Ekstrakt – 24,7° Blg
Alkohol – 9,1%
IBU – 109

Imperator Bałtycki powrócił. Trzecia warka została wypuszczona rok po pierwszej, którą miałem okazję próbować, jednak nie opisałem tego na blogu. Teraz jednak traktuję to trochę jak obowiązek, by takie piwo zrecenzować. Imperialny porter bałtycki o zawartości ekstraktu 24,7°, nachmielony amerykańskimi chmielami (co przez niektórych traktowane jest jak zdrada stanu). To brzmi nieźle. Do kotła trafiły odmiany Amarillo, Athanum, Centennial, El Dorado, Mosaic i Zeus. Uzyskana została wartość IBU 109, co może oznaczać solidną goryczkę. Zobaczmy zatem, co dobrego kryje się w tej małej butelce z genialną etykietą i świetną nazwą.

Piwo ma barwę czarną i tak samo, jak zeszłoroczna wersja, nalewa się do szklanki z potężną, beżową pianą. Celowo użyłem tutaj pokalu, który ma pojemność prawie 500ml, żeby zostawić miejsce na pianę. Po chwili tworzą się w niej grube pęcherze, ale i tak jest trwała i bardzo ładna. W przypadku piwa o tak dużej zawartości alkoholu, to duża zaleta.

Aromat, który czuć już w chwili otwarcia butelki jest zniewalający. Głównym jego składnikiem są amerykańskie chmiele w postaci cytrusowo-owocowo-żywicznych nut. Pachnie to jak dobre black IPA. W tle obecne są też nuty palonego słodu i karmelu. Jeśli chodzi o smak, to również tutaj skojarzenia z black IPA lub z mocno chmielonym Russian Imperial Stoutem nasuwają się od razu. W zasadzie bardziej imperial black IPA, coś w stylu 100! z Pracowni Piwa. Prym wiodą tu również amerykańskie chmiele, zarówno w postaci smaku, jak i srogiej goryczki. Poza tym, wyczuć można gorzką czekoladę i kawę, a alkohol jest prawie w ogóle niewyczuwalny. Słodycz jest na poziomie średnim, piwo nie jest ani zbyt wytrawne, ani zalepiające.

Porównując wersję 2014 z wersją 2013, muszę powiedzieć, że o wiele bardziej smakuje mi aktualna. Zeszłoroczny Imperator smakował i pachniał jak normalny porter, tylko bardziej gorzki, trochę mocniej chmielony. W tym roku jest to zdecydowanie bardziej chmielowe piwo, o bardzo złożonym smaku. Parafrazując Mickiewicza, mogę rzec, że „w słowach wydać trudno Imperatora smak przedziwny i woń cudną”. Piwo jest przy tym wyjątkowo pijalne i szybko znika ze szklanki.

Wracając jeszcze do pierwszej warki, to zostawiłem sobie jedną butelkę Imperatora 2013 do kilkuletniego leżakowania. Wersji tegorocznej nie będę jednak leżakował, bo szkoda byłoby utracić tak wspaniały aromat chmielowy, jaki teraz ma to piwo. Rok temu tego nie było, więc strata będzie niewielka, ale teraz polecam wypić Imperatora Bałtyckiego na świeżo. Genialne piwo. Mistrzostwo świata jak dla mnie!

Ocena ogólna – 6/6


Komes Porter Bałtycki

DSCF6281

Browar – Fortuna
Styl – Porter bałtycki
Ekstrakt – 21° Blg
Alkohol – 9%

Dziś piwo, które pasuje do świątecznej atmosfery. Piwo, które zdobyło złoty medal w kategorii porter bałtycki na konkursie European Beer Star w 2013 roku i brązowy medal na World Beer Cup w 2014 roku.

Komes Porter ma typową dla stylu, ciemnobrązową barwę, jest klarowny i nalewa się ze średniej wysokości pianą, która dość szybko opada. Trzeba jednak brać poprawkę na firmowe szkło, które jest bardzo szerokie i nie sprzyja tworzeniu się piany. Gdyby to był wąski pokal, wtedy piana na pewno byłaby większa i trwalsza. Nie o pianę jednak w porterach chodzi. To, co od razu rzuca się w oczy, a właściwie w nos, jest wspaniały aromat gorzkiej czekolady. Bardzo intensywny i głęboki, bardzo czekoladowy z nutą kawową. Alkohol na początku jest słabo wyczuwalny. W smaku, podobnie jak w aromacie, mamy do czynienia z gorzką czekoladą i nie jest to jakaś dodatkowa nuta, ale główny, zasadniczy smak tego piwa. Subtelnym dodatkiem jest tutaj kawa, średnio intensywna chmielowa goryczka i lekko rozgrzewający alkohol, który staje się bardziej wyczuwalny zarówno w smaku, jak i w aromacie, gdy piwo się ogrzewa. Pod koniec, jego aromat przywodzi na myśl nalewkę orzechową.

Jest to zdecydowanie najlepszy standardowy porter bałtycki, jakiego piłem (nie liczę Imperatora Bałtyckiego). Zazwyczaj nie lubię porterów, bo są mocno alkoholowe i mają charakterystyczny „porterowy” smak i aromat, którego nie potrafię dobrze sprecyzować, ale Komes tego właśnie nie ma, a jest w nim w zamian za to świetna nuta gorzkiej czekolady. To piwo naprawdę bardzo mi posmakowało. Myślę, że nagrody, które zdobyło, są w pełni zasłużone. Stawiam najwyższą ocenę, bo spodziewałem się czegoś gorszego, a Komes zaskoczył mnie bardzo pozytywnie!

Ocena ogólna – 6/6

Wesołych Świąt życzę! 🙂


Zwierzyniec Pils

DSCF6135

Browar – Zwierzyniec
Styl – Bohemian Pilzner
Ekstrakt – 13° Blg
Alkohol – 6%

Od kiedy Perła reaktywowała browar w Zwierzyńcu (a właściwie wybudowała nowy browar obok starego), zaczęły się tam dziać ciekawe rzeczy. Jak dotąd, stworzono w nowym Browarze Zwierzyniec cztery gatunki piwa, w tym dwa dość niestandardowe. Mowa o Roztoczańskim Dymionym (Rauchbier) i Dzikim Ale. Poza tym mamy jeszcze w ofercie Ordynackie Lekkie i Zwierzyniec Pils właśnie. Ostatnio owy Pils wszedł do sprzedaży w półlitrowych butelkach, bo jak dotąd był dostępny jedynie w małych, 330ml. Moim zdaniem dobra decyzja, tym bardziej, że kosztuje teraz około 3,50 zł. Czy w końcu doczekaliśmy się mitycznego, dobrego pilsa za 3 złote?

Zwierzyniec Pils to piwo zacierane metodą dekokcji dwuwarowej. Polega to na dwukrotnym odebraniu części zacieru do mniejszego kotła, zagotowaniu i wlaniu z powrotem do kadzi zaciernej. Podnosi to temperaturę zacieru, a dodatkowo piwo powinno mieć przez to pełniejszy smak dzięki częściowej karmelizacji cukrów. Zdania na temat tego, czy dekokcja wnosi jakieś zauważalne walory do piwa są podzielone, jednak wiadomo, że nieco zwiększa ona wydajność zacierania. Obecnie, Zwierzyniec jest chyba jedynym przemysłowym browarem w Polsce, który stosuje tę metodę.

Piwo ma ciemnozłoty kolor, jest idealnie klarowne i tworzy obfitą, białą pianę, która pozostaje w szklance na długo w formie cienkiego kożucha. Aromat jest typowo pilsowy – słodowy z lekką nutą chmielu. Jak najbardziej poprawny. W smaku również nie ma się do czego przyczepić. Jest umiarkowana słodowa pełnia, fajny chmielowy posmak (użyte chmiele to Marynka, Lubelski i Perle) oraz goryczka na poziomie średnim. Zwierzyniec smakuje, pachnie i wygląda tak, jak typowy czeski pils. Co ważne, goryczka również jest na takim właśnie „czeskim” poziomie, jak najbardziej wyczuwalna. Żadnych wad tutaj nie wyczuwam, ani diacetylu, ani DMSu, ani żelaza czy siarki. Piwo jest dobrze zbalansowane i pije się je bardzo przyjemnie. Obecnie, Zwierzyniec Pils smakuje mi dużo bardziej, niż na początku, kiedy był dostępny tylko w małych butelkach i były to pierwsze warki. Wtedy coś mi nie do końca pasowało w posmaku, jednak teraz jest według mnie idealnie. No, może ja osobiście wolałbym nieco większą goryczkę, ale wiem, że większość osób zadowoli się taką, jaka jest teraz.

W podsumowaniu muszę stwierdzić, że mamy w końcu dobrego polskiego pilsa za 3 złote. No, może ciut więcej niż 3, ale mniej niż 4. Piwo naprawdę bardzo dobre, na miarę czeskich pilsów, w rozsądnej cenie. Pogratulować należy piwowarom ze Zwierzyńca i oby taka jakość została już na stałe, bo według mnie nic zmieniać nie trzeba.

Ocena ogólna – 5/6


Bitter Sweet Symphony – Quatro

DSCF6388

Browar – Pinta (warzone w Browarze Na Jurze)
Styl – Special Double IPA
Ekstrakt – 24,7° Blg
Alkohol – 8%
IBU – 110

Quatro to najnowsze piwo z browaru Pinta, które już przy zapowiedziach wywołało u niektórych podekscytowanie. Inspirowane październikowym rzymskim słońcem, Special Double IPA o ekstrakcie 24,7° Plato, czyli tyle samo, co Imperator Bałtycki, o wartości IBU 110, z czterema amerykańskimi chmielami w składzie… To od razu mocno działa na wyobraźnię. Emocji dodawał też fakt, że piwa było bardzo mało i nie wszystkim udało się je kupić. Ja sam musiałem się wpisać na listę chętnych, która w pół godziny po ogłoszeniu została już zamknięta, a do kupienia było 48 butelek, po jednej na osobę. Cena była wysoka, ale stwierdziłem, że to może być jedyna okazja, by spróbować tego piwa, więc skusiłem się. Dodatkowo razem z Quatro udało mi się kupić Imperatora Bałtyckiego.

Już po otwarciu butelki daje się wyczuć intensywny aromat amerykańskich chmieli, czyli głównie mango i cytrusy z solidną domieszką aromatu karmelu. Świetna kompozycja zapachowa, od razu ma się ochotę spróbować tego piwa! Podczas przelewania do szklanki zauważyłem, że ma ono konsystencję niczym olej, jest bardzo gęste, a bąbelki dwutlenku węgla poruszają się w nim dużo wolniej, niż w innych piwach. Wytworzyła się też bardzo obfita piana. Od razu pomyślałem sobie, że będzie ciekawie.

Quatro, mimo 24,7 stopni ekstraktu, zawiera tylko 8% alkoholu, a więc można się spodziewać, że sporo cukrów w nim pozostało i przez to będzie bardzo słodkie. Tak też właśnie jest. Bardzo słodkie, a jednocześnie bardzo gorzkie. 110 IBU jest tutaj wyczuwalne, mimo tej słodyczy. Słodko-gorzka symfonia – tak właśnie bym określił to piwo. Symfonia, bo wszystko jest w nim doskonale zbalansowane. Wspaniały aromat i smak amerykańskiego chmielu, słodycz sprawiająca, że piwo jest wręcz gęste i lepkie oraz goryczka, która tę słodycz przełamuje i sprawia, że nie czujemy się zamuleni. Poza tym w ogóle nie jest wyczuwalny alkohol, co również dodaje temu piwu harmonii. Pije się je bardzo przyjemnie, po każdym łyku chce się wziąć następny. Chciałem się nim dłużej podelektować, ale było tak pijalne, że zniknęło ze szklanki w mgnieniu oka.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że jest to naprawdę świetne piwo. Smakowało nawet lepiej, niż się spodziewałem. Dla wielu będzie ono za słodkie albo za gorzkie (albo jedno i drugie), ale według mnie, jest idealne. I na pewno oryginalne, wyróżniające się wśród innych, bo nie ma chyba jak na razie na polskim rynku piwa, która jest podobne do Quatro. Nie jest to „jakieś tam znowu kolejne IPA”, to jest coś wyjątkowego.

Bitter Sweet Symphony…

Ocena ogólna – 6/6

 


Wexford Irish Style Cream Ale

DSCF6046

Browar – Greene King
Styl – Cream Ale
Alkohol – 5%

Będąc pewnego dnia w supermarkecie, zakupiłem sobie zagraniczne piwo w puszce, wydawać by się mogło że irlandzkie, ale jednak angielskie. Wexford Irish Style Cream Ale. Jest w puszce dlatego, że zawiera widget, który nagazowuje piwo azotem, a takiego widgeta do butelki raczej nie udałoby się włożyć. Podobnie sprawa się ma z Guinessem w puszkach, również jest gazowany azotem za sprawą widgeta, natomiast ten w butelkach jest nasycony dwutlenkiem węgla.

Nalewanie tego piwa do szklanki jest dość spektakularne. Na początku leje się sama piana, potem piwo, które intensywnie bąbelkuje i tworzy pianę w widowiskowy sposób. Wygląda to tak, jakby piwo przemieniało się w pianę. A efektem tego jest dwucentymetrowa warstwa zwartej, bitej śmietany. Tak jest, piana jak śmietana! Pęcherzyki azotu są w niej tak drobne, że w ogóle ich nie widać, a piana jest tak sztywna i trwała, że zostaje w szklance w niezmienionej formie jeszcze kilka godzin po wypiciu piwa. Takiego czegoś to jeszcze nie widziałem.

Co do samego piwa, to ma ono barwę czerwono-herbacianą, jest klarowne i ogólnie, razem z pianą, prezentuje się przyzwoicie. Wysycenie jest bardzo niskie, subtelne, gdyż azot ma mniejsze pęcherzyki niż dwutlenek węgla i nie jest tak „gryzący”. I tak własnie miało być, bo przecież jest to cream ale. W zapachu czuć głównie słód, poza tym orzechy włoskie i utlenienie, niestety. W smaku jest bardzo łagodne, kremowe, lekkie. Również czuć orzechy włoskie oraz delikatną, subtelną goryczkę. Piwo jest średnio słodkie, trochę wodniste. Ogólnie może być, jest całkiem niezłe, da się wypić. Może gdyby było świeższe, mniej utlenione, to smakowałoby mi bardziej. Warto kupić i spróbować, chociażby ze względu na pianę i moment, w którym się ona tworzy.

Ocena ogólna – 4/6


Chmiel Sybilla – skąd ta nazwa?

W ostatnim czasie, daje się zauważyć wzrost zainteresowania polskimi odmianami chmielu, zwłaszcza wśród browarów rzemieślniczych. Rok temu hitem stała się Sybilla – odmiana obecna na rynku już od stosunkowo długiego czasu, jednak zauważona dopiero niedawno. Bardzo aromatyczna, o średniej zawartości alfa-kwasów, znalazła się w takich piwach, jak PLON z Kormorana (w wersji świeżej i suszonej), Prometeusz z Olimpu, Miś z Widawy oraz wielu innych. Obecnie, razem z Iungą, stanowi trzon polskich odmian „nowofalowych”, które stają się coraz bardziej modne.

DSCF1805W sytuacji, gdy Sybilla stała się tak popularna, wypadałoby dowiedzieć się czegoś o historii tej odmiany, a zwłaszcza o pochodzeniu nazwy. Jeszcze niedawno myślałem, że większość ludzi z piwnego świata wie, skąd się wzięła nazwa Sybilla, jednak okazuje się, że wcale tak nie jest. Po tym, jak Kopyr w jednym ze swoich filmików oznajmił, że szczerze pojęcia nie ma, od czego nazwa pochodzi, postanowiłem zrobić małą sondę wśród blogerów na Piwnym Blog Dayu. Nikt nie wiedział. Dlatego zdecydowałem, że warto o tym napisać.

Zacznijmy od tego, że odmiana Sybilla została zarejestrowana w 1996 roku, a wyhodowano ją w Instytucie Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach (IUNG). Tak tak, w tej samej placówce powstała też odmiana Iunga i od tego skrótu wzięła swoją nazwę. Autorami odmiany Sybilla są Zofia Frydecka i Zbigniew Wirowski. Skrzyżowali oni odmianę Lubelski z dzikim chmielem męskim, pochodzącym z terenu byłej Jugosławii. W podobny sposób, w instytucie powstało jeszcze kilka innych odmian chmielu.

DSCF4251Siedzibą IUNG-u jest Pałac Czartoryskich w Puławach, a otacza go park, w którym znajduje się wiele zabytków. Jednym z nich, jest wybudowana w roku 1801 Świątynia Sybilli. Powstała z inicjatywy księżnej Izabeli Czartoryskiej (mieszkanki wspomnianego pałacu), jako miejsce gromadzenia pamiątek obrazujących historię państwa polskiego. Eksponaty miały wspominać polskich królów, szlachtę i zwycięskie bitwy, aby uchronić pamięć o Polsce przed zaborcami. W ten sposób powstało pierwsze polskie muzeum narodowe. Ponadto, świątynia była też miejscem spotkań loży masońskiej, do której należała sama księżna oraz wielu członków jej rodziny i innych rodów magnackich.

DSCF4253Projektantem budynku był Piotr Aigner, który wzorował się na starożytnej świątyni w Tivoli koło Rzymu, kojarzonej z kultem wieszczki Sybilli tyburtyńskiej o imieniu Albunea. I chociaż zaszła pewna pomyłka, bo prawdziwa świątynia Sybilli znajdowała się w innym miejscu i miała zupełnie inny kształt, a okrągła rzymska budowla poświęcona była kultowi Westy lub Heraklesa, to nikomu się nie chciało zagłębiać w tę historię i w ten sposób puławska rotunda stała się właśnie Świątynią Sybilli.

sybillaDla mnie pochodzenie nazwy Sybilla było oczywiste już od samego początku, gdy tylko dowiedziałem się o istnieniu tej odmiany. Było tak dlatego, że dużą część swojego dzieciństwa spędziłem w Puławach i do dziś mieszka tam niemal połowa mojej najbliższej rodziny. Od zawsze kojarzyłem tę nazwę z puławskim kinem Sybilla i dość szybko dowiedziałem się o istnieniu świątyni w parku. Związek z Puławami oraz chęć przetestowania Sybilli, skłoniły mnie rok temu do uwarzenia własnego piwa z tą odmianą. Sybilla IPA, chmielone suchą szyszką, smakowało podobnie, jak PLON Brązowy. Zaprojektowałem też etykietę nawiązującą do tematu, przedstawiającą właśnie Świątynię Sybilli, chociaż, oczywiście poza ludźmi z Puław, nikt nie wiedział, co się na niej znajduje…


Premiera Saint No More – U Fotografa

Tak się jakoś złożyło, że niecały tydzień po premierze browaru Piwne Podziemie, w pubie U Fotografa odbyła się kolejna premiera. Tym razem w Lublinie zagościł AleBrowar razem z Janem Halvorem Fjeldem z Norwegii i przywieźli ze sobą piwo Saint No More w dwóch wersjach. Jasnej, czyli IPA single hop Simcoe, takie same, jak rok temu oraz ciemnej. Wersja ciemna jest właśnie piwem powstałym we współpracy z norweskim browarem Garasjen Mikrobryggeri. Jan, piwowar z tegoż browaru jest autorem zasypu, natomiast chmieleniem zajął się Michał Saks z AleBrowaru.

DSCF6221 DSCF6224

To, że prapremiera odbyła się właśnie w Lublinie, to zasługa naszej małej, choć silnej piwnej społeczności na Facebooku – grupy Piwny Lublin. Ogłoszone zostało głosowanie na 3 miasta, w których odbędą się premiery. Dzięki naszemu zaangażowaniu, Lublin znalazł się na pierwszym miejscu. Na drugim miejscu Kraków – premiera w sobotę, a na trzecim Wrocław – premiera w niedzielę. A żeby społeczność była jeszcze bardziej zauważalna i zgrana, wiele osób założyło koszulki Piwnego Lublina. Wśród nich znaleźli się również Michał Saks i Bartek Napieraj z AleBrowaru oraz Jan Halvor Fjeld.

DSCF6244 DSCF6258

Co do organizacji imprezy, to została wprowadzona pewna zmiana specjalnie na premierę, a mianowicie z głównej sali zostały wyniesione wszystkie stoły i krzesła. Ja na szczęście przyszedłem na tyle wcześnie, że znalazłem sobie miejsce na kanapie, ale wiele osób musiało zadowolić się pozycją na stojaka. Plus był taki, że w lokalu zmieściło się o wiele więcej ludzi i nie było trzeba przeciskać się między stolikami, tak jak to było na premierze Piwnego Podziemia. Minus natomiast za to, że nie było gdzie postawić szklanki z piwem. Jednak ten pomysł moim zdaniem był jak najbardziej rozsądny i przemyślany, bo nie było aż tak dzikiego tłumu i ścisku. Oczywiście w chwili, gdy zaczęto serwować premierowe piwa, napór na bar był niesamowity, ale tego akurat wszyscy się spodziewali. Później sytuacja się rozluźniła.

DSCF6249 DSCF6247

Na kranach, oprócz dwóch piw premierowych, które miały fantastyczną cenę 5zł za pół litra, obecne były również dwa piwa autorstwa Jana z Garasjen Mikrobryggeri (Jimmy Black i Humle Helvete) oraz trzy inne piwa AleBrowaru – Deep Love, Crazy Mike i Amber Boy. Jimmy Black, było to Black IPA, które jednak bardziej w aromacie przypominało barley wine i miało taki sam zasyp, jak ciemne Saint No More. Różnica między tymi piwami była jednak zauważalna. Wersja AleBrowarowa miała o wiele mocniejszą goryczkę i mniej winny aromat. To, co łączyło te piwa, to aromat i posmak pestek z dyni, co było efektem zastosowania specyficznych słodów. Bardziej smakowała mi jednak zeszłoroczna wersja Saint No More, również obecna na premierze. Piwo nieco różniło się od edycji 2013, było trochę bardziej słodkie, ale i tak bardzo dobre. Moim zdaniem najlepsze piwo AleBrowaru, jakie kiedykolwiek powstało. Chmiel Simcoe jest moim ulubionym, dlatego Saint No More 2013 idealnie trafia w mój gust.

Trzeba powiedzieć, że to kolejna niezwykle udana premiera! Atmosfera świetna, piwo bardzo dobre, można było porozmawiać z piwowarami i podyskutować na różne ciekawe tematy (co grupa piwowarów domowych zawsze czyni przy okazji takich imprez). Tak, jak już wcześniej mówiłem, w Lublinie coraz więcej się dzieje i oby tak dalej!