Tag Archives: Piwoteka

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa – dzień 2.

Drugiego dnia na Festiwalu Dobrego Piwa była znacznie lepsza pogoda, gdyż było ciepło i świeciło słońce. Nie trzeba było się obawiać o zmoknięcie na deszczu, ani też grubo ubierać, a mimo wszystko miałem wrażenie, że jest trochę mniej ludzi, niż w piątek. Może indywidualna majówka za miastem była dla wielu osób lepszym sposobem spędzenia czasu, niż festiwal piwa, ale i tak klientów browarom nie brakowało.

Pierwszym piwem, którego spróbowałem, było Mawashi Geri z browaru Piwoteka. Styl to Sushi IPA, a to dlatego, że do warzenia zostały użyte płatki ryżowe, imbir oraz japońskie wodorosty, a nachmielone zostało japońską odmianą chmielu Sorachi Ace.

DSCF0216

Aromat tegoż piwa jest słodki, słodowo-chmielowy z lekką nutą miętową, która jest obecna również w smaku. Mawashi Geri jest słodkie i przypomina mniej intensywną w smaku wersję piwa Kolender z Miętolina z Browaru Lubrow, które piłem dzień wcześniej. Również wyczuwam tu musli, kokosy i delikatną, naprawdę subtelną nutę miętową. Podobno taki właśnie profil ma chmiel Sorachi Ace. Goryczka jest średnia, przyjemna. Bardzo dobre piwo o ciekawym, nietypowym smaku. Ocena ogólna – 5/6.

Piwo nr 2. – Mera IPA z browaru Artezan. Nazwane na cześć zakładów Mera, które produkowały liczniki do dużych fiatów. Dziś w budynku dawnego zakładu znajduje się właśnie browar Artezan. (Na zdjęciu Jacek Materski, piwowar Artezana, razem z żoną.)

DSCF0243a

Piwo, jak na IPA, ma bardzo jasną barwę i całkiem przypomina Białe IPA. W aromacie od razu można wyczuć intensywne amerykańskie chmiele w tym bardziej żywicznym wydaniu (jak Simcoe czy Mosaic). Oczywiście nuty owoców cytrusowych też są. W smaku wytrawne, z niezłą goryczką i świetnie ułożonym posmakiem chmielu. Co tu dużo mówić, kolejne świetne piwo z Artezana. Klasyka AIPA. Wypiłem z wielką przyjemnością. Ocena ogólna – 6/6.

Trzecie piwo, Azacca IPA z Doctor Brew. Pierwsze polskie piwo z nową odmianą amerykańskiego chmielu o nazwie Azacca. (Na zdjęciu jeden z piwowarów z Doctor Brew).

DSCF0245

 Aromat ciekawy, choć nieco dziwny. Ogólnie da się skojarzyć z amerykańskim chmielem, może też trochę z nowozelandzkim. Trudno to opisać, ale są jakieś owoce i żywice. W smaku nieco ziemiste (zapewne od chmielu), wytrawne, mocno goryczkowe i chmielowe. Ogólnie bardzo dobre AIPA, można powiedzieć, że agresywne i dość zaskakujące. Muszę kiedyś jeszcze spróbować jakiegoś innego piwa z chmielem Azacca, żeby sprawdzić, które nuty smakowo-zapachowe pochodzą dokładnie z tej odmiany. Ocena ogólna – 5/6.

Czwartym piwem, którego spróbowałem był Czarny Kamaz z Artezana. Miałem już ochotę na coś ciemnego po trzech jasnych piwach, a Czarny Kamaz to Double Oatmeal Stout, a więc ciemny (a właściwie czarny) jak najbardziej. Na zdjęciu znów piwowar z Artezana, Jacek Materski.

DSCF0252

Aromat Czarnego Kamaza to głównie kawa i ciemna czekolada, czyli nuty pochodzące z palonych słodów. W smaku jest słodkie, nieco alkoholowe, dość ciężkie, poza tym lekko kwaskowe przez dodatek ciemnych słodów. Główne nuty smakowe to również kawa i gorzka czekolada. Smaki palone zdecydowanie tu przeważają, chmiel raczej trudno wyczuć. Goryczka jest średnia, ale nawet wyczuwalna. Ogólnie piwo bardzo dobre. Ocena ogólna – 5/6.

Ostatnim piwem, którego spróbowałem na otwartej części festiwalu, był dymiony porter bałtycki z Browaru Gościszewo. Sam piwowar, Michał Saks (na zdjęciu) polecił mi go spróbować. No i spróbowałem, chociaż cena nie była niska, 15zł za 200ml. Jak się okazało 20 minut później, było to pierwsze piwo na blogowaniu na żywo i dostałem darmową próbkę. No cóż 😀 przynajmniej było dobre.

DSCF0254

Recenzja piwa została popełniona podczas blogowania na żywo, dostępna jest tutaj – [LINK].

Blogując na żywo, spróbowałem kilku mocnych i ciężkich piw, w większości ciemnych. Dostawaliśmy małe próbki, aż tu nagle, pod koniec przyszła ekipa Doctor Brew i każdy dostał po dwie pełne szklanki Barley Wine i RISa, leżakowanych w beczkach po Jacku Danielsie. Piwa wyśmienite, świetne, genialne i niesamowite, ale nie dałem rady wypić więcej, niż kilka łyków. byłem już zbyt pijany, ledwo się trzymałem, a żołądek podpowiadał mi, że jeśli wezmę jeszcze chociaż jeden łyk, to odmówi posłuszeństwa. Poczęstowałem więc tymi zacnymi piwami publiczność na trybunach, po czym wyszedłem ze stadionu w celu otrzeźwienia i zdobycia czegoś do jedzenia. Była wtedy godzina około 17:00 i więcej tego dnia nie byłem w stanie wypić już żadnego piwa. Trzymało mnie aż do późnego wieczora.

DSCF0385Posłuchałem trochę dyskusji zagranicznych blogerów, prowadzonej przez Kopyra. Mówili o piwnych festiwalach w swoich krajach, o polskiej scenie craftowej, sytuacji piwowarów domowych w Portugalii (szkoda, że tak liberalnego podejścia nie mają polskie władze), o wrażeniach z obecnego festiwalu oraz wielu innych sprawach dotyczących piwowarstwa rzemieślniczego.

Na koniec kilka ciekawszych stoisk (niektóre zdjęcia pochodzą z poprzedniego dnia):

DSCF0242Moim zdaniem najlepiej wyglądające ze wszystkich, absolutnie mistrzowsko wykonane stoisko browaru Perun. Wszystko tutaj wygląda świetnie i dobrze do siebie pasuje. Samo logo Peruna również bardzo mi się podoba. Stoisko genialnie zaprojektowane, zdecydowanie deklasuje wszelkie inne. Powinny być jakieś nagrody za to. Przyznaję Perunowi pierwsze miejsce w kategorii stoisko. 😀 Na festiwalu Perun nie miał żadnego nowego piwa, więc nic nie próbowałem, koszulkę tez już mam, ale zawsze, kiedy przechodziłem obok, musiałem zawiesić oko na tym dziele sztuki.

DSCF9982Na stoisku sklepu piwowarskiego twojbrowar.pl wystawione były wszystkie surowce używane do produkcji piwa. Można było zobaczyć różne rodzaje słodu, zbożowych surowców niesłodowanych, chmielu (w szyszkach i granulacie), dodatki takie jak trawa cytrynowa, hibiskus, skórka pomarańczowa czy wrzos oraz saszetki z drożdżami. Dostępna była też literatura w postaci czasopisma Piwowar, książek o warzeniu oraz ulotek. Kilka elementów sprzętu też się znalazło. Dla piwowara domowego może nie było to aż tak ciekawe, bo z tymi rzeczami ktoś taki już miał do czynienia, ale tych, którzy nie warzą, na pewno mogło to zainteresować. Wszystko było ładnie zaprezentowane, a pan „za ladą” odpowiadał na wszelkie pytania.

DSCF0039Może to już jest oklepane i wyświechtane, ale mnie zawsze się podoba. Porterowy Trabant niemieckiego browaru Bergquell. Widziałem go już nie raz, ale zawsze robi na mnie wrażenie. Musiałem go tutaj pokazać. 😀 A piw z Bergquella niestety na festiwalu nie próbowałem, bo nie było czasu na tradycyjne niemieckie style, gdzie tyle craftu dookoła…

DSCF9915Stoisko browaru Reden, dmuchany namiot z drewnianą beką w środku. Wygląda nieco komicznie i kojarzy mi się z klimatem piwoszy, Januszy z wąsami, ale jest też w pewien sposób swojskie i poczciwe. I jeszcze ten kufel na czubku. Trąca lekko koncernem. Jakoś to trochę nie pasuje do piwnej rewolucji, ale za to bardzo pasuje do tego pana w niebieskiej bluzie. 😀

DSCF0135Ze stoisk z jedzeniem wybrałem jedno, moim zdaniem najciekawsze. Przy wszechobecności oscypków, chlebów i grillów, to było nietypowe. A można było na nim spróbować suszonego mięsa. Cztery rodzaje wołowiny: bez niczego, z pieprzem, z winem i żurawiną, z musztardą i miodem oraz wieprzowinę. Wołowina bardzo dobra, świetna jako przekąska do piwa. Smak jest specyficzny i niepodobny do niczego, ale przypadło mi to do gustu. Wieprzowina natomiast ma trochę gorszy smak, a przede wszystkim jest bardzo twarda i trudno jest ją pogryźć.

DSCF9906Ciekawe były ogólnie również stoiska sklepów z piwami zza granicy. Nie robiłem zdjęć wszystkich, wstawiam jedno jakieś losowo wybrane, na którym widać piwa belgijskie, włoskie, duńskie i czeskie na dolnej półce. Na innych było również sporo piw z USA. Fajne, szkoda tylko, że takie drogie… Na jednym ze stoisk sprzedawane było też piwo Heady Topper z amerykańskiego browaru The Alchemist. Gwóźdź programu na Beer Geek Madness, gdzie puszka kosztowała 35zł. Na WFDP cena spadła do 32zł, ale i tak było drogo. Simon Martin ucieszył się bardzo, że mógł kupić Heady Toppera (nie udało się zejść z ceny ani o złotówkę, ale i tak był zadowolony), ponieważ w Wielkiej Brytanii w ogóle niemożliwe jest kupienie tego piwa. I chyba tutaj równiez nie udało się sprzedać wszystkich puszek. Ciekawe, gdzie teraz trafią…

Ogólnie Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa bardzo mi się podobał. Wszystko dobrze zorganizowane, dużo toalet pod stadionowymi trybunami (choć stosunkowo mało męskich), mnóstwo stoisk z dobrym piwem, fajna muzyka i atmosfera. Z pewnością za rok również tam będę. 🙂

Reklamy

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa – dzień 1.

Pierwszego maja, około godziny 12:00 udałem się na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, który, tak jak rok temu zlokalizowany był na stadionie miejskim. Pogoda była na początku mocno niesprzyjająca, bo wiał silny wiatr, padał deszcz i było dość zimno, ale na szczęście po pewnym czasie trudne warunki atmosferyczne ustąpiły i można było się normalnie poruszać po festiwalu. A sam festiwal naprawdę robił wrażenie. Dziesiątki stoisk: browary rzemieślnicze, regionalne, sklepy z piwem craftowym z Polski i zza granicy, no i oczywiście stragany z jedzeniem, których było chyba tyle samo, co wszystkich stoisk piwnych. Można było wybierać wśród serów, chlebów, bigosów, dań z grilla i rozmaitych przekąsek. Ale nie jeść tam przyjechałem, tylko piwo pić, a więc po wizycie w biurze festiwalowym i odebraniu pakietu, zatrzymałem się przy stoisku browaru Artezan, by spróbować Białego IPA. W końcu się udało! Rok temu niestety nie miałem możliwości, gdyż byłem na festiwalu w dzień pierwszy, kiedy jeszcze Białego IPA nie było i w dzień trzeci, kiedy już go nie było… Nie spróbowałem i bardzo żałowałem. Musiałem czekać rok, ale opłacało się! (Na zdjęciu, w tle piwowar Artezana, Jacek Materski, razem z pomocnikiem.)

DSCF9927

A zatem Białe IPA z Artezana to piwo bardzo aromatyczne, pachnące amerykańskimi i pacyficznymi chmielami, dającymi nuty cytrusowe i owocowe. Jeśli chodzi o smak, to jest ono wytrawne, ma średnio-wysoką goryczkę i świetne nuty chmielowe, również w postaci owoców cytrusowych. Lekko wyczuwalna jest również kolendra. Piwo bardzo dobre, doskonale ułożone i zbalansowane, lekkie, orzeźwiające, świetne na lato. Ocena ogólna – 6/6.

Drugim piwem, którego postanowiłem spróbować, było Kiss The Beast, powstałe w wyniku współpracy AleBrowaru z browarem Birbant. Ultra Belgian IPA, mające 19,1° Blg ekstraktu i goryczkę na poziomie 200 IBU. Fermentowane przy użyciu belgijskich drożdży. Takie dane sprawiły, że musiałem sprawdzić, jak to piwo smakuje. (Na zdjęciu, w tle piwowar AleBrowaru, Michał Saks.)

DSCF9986 DSCF9987

W aromacie spodziewałem się uderzenia masakrycznej ilości chmielu, ale okazało się, że było inaczej. Chmiel oczywiście jest wyczuwalny, ale nie dominuje. Wyczuć tu można belgijskie nuty estrowo-przyprawowe. Trochę brzoskwini, lekkie goździki, no ogólnie aromat nietypowy i nie spodziewałem się takiego. Smak również jest dość dziwny, bo nieco ziemisty, również z przyprawowymi, korzennymi nutami pochodzącymi od belgijskich drożdży, wyczuwalny jest również smak chmielu, ale tym, co w smaku zdecydowanie dominuje jest potężna goryczka. Nie różni się ona zbytnio od poziomu 100 IBU (podobno powyżej 120 już nie ma różnicy), ale trzeba przyznać, że jest konkretna. Jest to jedno z najbardziej gorzkich piw, jakie piłem. Bardzo dobre, ale też bardzo specyficzne i niestandardowe. Ocena ogólna – 5/6. (Bo nie przepadam za belgijskimi drożdżami.)

Niedługo później, przechadzając się po festiwalu, spotkałem Marcina Chmielarza, czyli Masona, piwowara Browaru Mason i autora receptur w browarze Piwoteka. Dowiedziałem się od niego, że skomponował dla Piwoteki dwa nowe piwa, które są dostępne na festiwalu. IPA single hop Sorachi Ace oraz Gose. Zaciekawiło mnie to, bo nigdy nie próbowałem żadnego piwa z chmielem Sorachi Ace, ani też Gose, które jest stylem niemieckim wywodzącym się z Lipska i charakteryzuje się tym, że dodaje się do niego sól. Udałem się więc do stoiska sklepu Drink Hala, który serwował piwa z Piwoteki. IPA z Sorachi Ace jeszcze nie było, ale udało mi się dostać Gose o nazwie Zacny Zalcman.

DSCF0038

Piwo ma bardzo jasną barwę, jest mętne i ogólnie wygląda jak Witbier. Pachnie również jak Witbier! Wyczułem fajny aromat kolendry i lekką nutę chmielową. W smaku przypomina bardzo dobrego Wita z solą. Słone, ale nie przesadnie, kolendrowo-cytrusowe, aksamitne w strukturze i w ogóle niekwaśne. Nigdy czegoś takiego nie piłem, ale bardzo mi to smakowało. Na letnie upały jest to piwo genialne. Byłem mega pozytywnie zaskoczony. Jest takie niemieckie powiedzenie, funkcjonujące w Lipsku: Was unter den Blumen die Rose ist unter den Bieren die Gose„, czyli „Czym jest róża wśród kwiatów, tym jest Gose wśród piw”. Jeśli chodzi o Gose w wykonaniu Masona, to w pełni się z tym zgadzam. Ocena ogólna – 6/6.

Następnie przyszedł czas na piwo Księżniczka Wiosny, czyli Princesse de Printemps. Jest to Spring Saison uwarzony przez browar Pinta we Francji, przy współpracy z browarem Brasserie du Pays Flamand. Na zdjęciu, w tle piwowar browaru Pinta, Ziemowit Fałat.

DSCF0041

Piwo ma bardzo łagodny smak, jest dość słodkie, a w smaku i aromacie dominują orzechy laskowe. Do tego wyczuć można trochę karmelu w takiej bardziej ciemnej wersji, co w połączeniu z orzechami sprawia, że piwo przypomina nieco jakieś Brown Ale. Nie wyczułem w nim żadnych ostrych aromatów przyprawowych, typowych dla piw belgijskich. Nie ma też w aromacie chmielu, a goryczka jest znikoma. Jednak mimo wszystko piwo mi smakowało, jest ciekawe i nietypowe. Ocena ogólna – 5/6.

Kolejnym piwem było Smoky Deer, czyli wędzony jeleń z Pracowni Piwa. Styl to Smoked Red Ale o ekstrakcie 16º Blg.

DSCF0094

Wędzonka w aromacie i smaku jest mocno wyczuwalna i przypomina bardziej wędzoną rybę, niż jelenia. W sumie jelenia nigdy nie jadłem, ale mogę się domyślać, że smakuje on mniej więcej podobnie, jak mięso innych ssaków kopytnych, natomiast ryby to już zupełnie co innego, a to właśnie z wędzoną makrelą skojarzyło mi się to piwo. A więc, próbowałem już dymionych piw smakujących jak szynka, kiełbasa, oscypek, stare płytki elektroniczne, a z rybą wędzoną spotykam się pierwszy raz. Ciekawe i niesztampowe. Poza tym, wyczułem w tym piwie lekkie nuty karmelowo-kawowe oraz goryczkę o średniej mocy, aczkolwiek dobrze wyczuwalną. Ogólnie piwo bardzo mi smakowało. Ocena ogólna – 5/6.

Po wędzonym jeleniu morskim przyszedł czas na blogowanie na żywo na trybunach stadionu. Opisałem to wydarzenie praktycznie prawie że na bieżąco w tym wpisie – [LINK].

Będąc już trochę zmęczonym po wypiciu tylu piw, zdecydowałem się na ostatnią próbkę tego dnia. Zorientowałem się, że nie próbowałem jeszcze żadnego ciemnego piwa, zatem wyruszyłem na poszukiwania jakiegoś stoutu. Akurat w pobliżu było stoisko browaru Probus, który był na tyle nowy, że nawet o nim wcześniej nie słyszałem. Przywitał mnie piwowar (widoczny na zdjęciu) i zaproponował mi piwo Grunwald 1410, w stylu Dry Stout.

DSCF0183

A zatem Grunwald 1410 to bardzo dobre piwo, ma w sobie wszystkie cechy, które powinien mieć Dry Stout, czyli lekkość, wytrawność, średnio-wysoką goryczkę, wyczuwalną paloność i kawowe nuty w aromacie oraz wyraźne akcenty chmielowe, w tym przypadku pochodzące z polskich odmian chmielu. Porządnie zrobione i spełniające moje oczekiwania. Ocena ogólna – 5/6.

To tyle relacji z pierwszego dnia. Drugi dzień oraz podsumowanie opiszę w kolejnym poście, który ukaże się już niedługo. 😉

 


Czarny Wdowiec

DSCF7345

Browar – Piwoteka (warzone w Browarze Tarczyn)
Styl – American Stout
Ekstrakt – 12° Blg
Alkohol – 5%

Piwo Czarny Wdowiec zapisało się w historii polskiego piwowarstwa już przy pierwszej warce. To właśnie dzięki niemu, do użytku weszło określenie „duch kraftu”. A zaczęło się od tego, że kontraktowy browar Piwoteka z Łodzi, uwarzył piwo będące stoutem o bardzo wysokiej goryczce, przekraczającej 100 IBU. Przy okazji wyszło na jaw, że do warzenia został użyty oprócz chmielu w granulacie, również ekstrakt chmielowy (tak, właśnie to zło, którego używają wielkie koncerny). Podczas degustacji, Tomek Kopyra z blogu blog.kopyra.com stwierdził dobitnie, iż „to chyba nie jest k***a zgodne z duchem kraftu!” I tak właśnie duch kraftu stał się patronem i strażnikiem dobrej praktyki w piwowarstwie rzemieślniczym. Obecna warka Czarnego Wdowca jest już z duchem kraftu zgodna, gdyż ekstraktu chmielowego nie zawiera. Marcin Chmielarz (autor receptury) użył tylko chmielu w jego naturalnej (choć sprasowanej) postaci, a były to odmiany Pilgrim, Target oraz Simcoe. Zasyp słodowy jest dość skomplikowany i zawiera dużo składników, dlatego nie będę go już tutaj przytaczał, dodam tylko, że w skład wchodzi palony jęczmień, a zatem mamy zapewne do czynienia ze stoutem, chociaż na etykiecie nie ma informacji o stylu. A jeśli już jesteśmy w temacie etykiety, to muszę przyznać, że bardzo mi się ona podoba. Jest inna, niż w pierwszej wersji, chyba nawet lepsza. Taka stylowa, minimalistyczna, również klimatyczna i mroczna. Na uwagę zasługuje też data ważności pisana ręcznie długopisem. Dość krótki termin, więc domyślam się, że piwo jest niepasteryzowane.

Cieszę się, że udało mi się kupić to piwo, bo myślałem, że nigdy go nie spróbuję. W Lublinie nie da się go dostać (no chyba że jest gdzieś, ale o tym nie wiem). Akurat tak się złożyło, że niedawno byłem w Łodzi i postanowiłem odwiedzić Piwotekę, a skoro tam już trafiłem, to musiałem zakupić Czarnego Wdowca. Przy okazji pozdrawiam sprzedawcę! 😉

Czarny Wdowiec ma barwę całkowicie czarną i jest totalnie nieprzejrzysty, jak smoła zmieszana z sadzą. Intrygujące… Aromat również ciekawy, bo czuć w nim kawę oraz popiół albo spalone drewno, czyli nuty mocno palone. Nie czuć natomiast w ogóle chmielu, widocznie nie było chmielenia na zimno. A smak… uuuuooo kuuurna! Po pierwszym łyku aż mnie wykręciło. Cholera, to jest dopiero piwo! Wytrawne do bólu, a przy tym niesamowicie mocno palone, kawowe, popiołowe z potężną, srogą goryczką (na etykiecie nie ma informacji o wielkości IBU, ale słyszałem, że jest to liczba 115). Naprawdę ekstremalne. Nie będę się czepiał w ogóle tego, że coś jest tutaj przesadzone, że czegoś jest za dużo, za bardzo, bo wiem, że to właśnie takie miało być. I mi to jak najbardziej pasuje! To jest właśnie takie piwo, które się zapamiętuje na długo. Najbardziej spalone i popiołowe, jakie piłem, również jedno z najbardziej gorzkich. Oczywiście, efekt WOW jest najmocniejszy po kilku pierwszych łykach, później już można się przyzwyczaić do tego smaku i pije się to piwo normalnie, jak każde inne, ale pierwsze wrażenie pozostaje w pamięci.

Niesamowite piwo, warte spróbowania. Słyszałem opinie takich wiecznie niezadowolonych, że to słabe, że dupy nie urywa, albo że przesadzone i przekombinowane, ale co tam, Haters Gonna Hate, mi Czarny Wdowiec smakuje i uważam, że jest to jedno z najlepszych piw, jakie próbowałem. Naprawdę dobra robota. Najwyższa ocena należy się bezapelacyjnie.

Ocena ogólna – 6/6