Prawda Beer Theatre we Lwowie

Będąc we Lwowie i mając trochę czasu na zwiedzanie miasta, odwiedziłem nowy browar restauracyjny – Prawda Beer Theatre. Lokal znajduje się na głównym rynku tuż obok ratusza, więc znaleźć go nie jest trudno. To 2 minuty drogi od głównego deptaka, Prospektu Swobody, przy którym znajduje się lwowska opera. A jest to przybytek doprawdy okazały. Trzy poziomy plus podziemia, dużo przestrzeni, a na zewnątrz jeszcze ogródek. Wnętrze zaprojektowane jest w stylu industrialnym. Mamy tam ceglane ściany i stalowe konstrukcje, według mnie bardzo dobrze to wygląda.

IMG_6450 IMG_6453

Na parterze umiejscowiona jest warzelnia, którą można obserwować z góry oraz palety, na których stoją pudełka z piwem butelkowym oraz różnymi gadżetami do kupienia, takimi jak koszulki, pokale, przypinki, naklejki i inne pamiątki związane z browarem. A liczba butelek z piwem w tym miejscu może przyprawić o zawrót głowy. Do tego tyle różnych gatunków. Cena za butelkę 0,33 – 24 hrywny, za 0,75 – 48 hrywien (kurs hrywny w tym momencie około 0,17zł).

IMG_6455 IMG_6458

Na pierwszym i drugim piętrze znajduje się część restauracyjna. Tak, jak już wcześniej wspomniałem, widać stamtąd warzelnię, ale akurat wtedy, gdy tam byłem, nie warzono żadnego piwa (była niedziela, więc ok). Jest tam też mała scena, na której występują zespoły muzyczne, z tego, co mi wiadomo, codziennie wieczorem są jakieś występy. Zatem nazwa „Teatr Piwa” nie bierze się znikąd.

Do wyboru mamy 10 gatunków piwa górnej fermentacji i w większości są to style nowofalowe, niektóre z różnymi dodatkami, jak np. Zamkowa Góra, piwo z kwiatami czarnego bzu zbieranymi na pobliskiej górze, na której mieści się Wysoki Zamek. Poza tym takie ciekawostki, jak Frau Ribbentrop (witbier), Obama Hope (stout), czy Putin Huilo („jasny mocny ejl”). Jest też piwo z nowozelandzkim chmielem o nazwie „Шото?” (Co to?) oraz niektórym już znana „Syla” (siła) z środkowym palcem w formie wieży na lotnisku w Doniecku. Na uznanie zasługują etykiety piw z światowymi przywódcami. Są świetnie wykonane, poza tym w ogóle podziwiam ich za odwagę, bo żeby zrobić taki obrazek z Putinem jako etykietę piwa to trzeba mieć jaja! No ale widać, że Putina tam nie lubią, bo na dodatek na ulicach Lwowa można kupić papier toaletowy z Putinem i inne tego typu śmieszkowe gadżety, jak zapalniczka z napisem „Chutin”.

DSCF8615 DSCF8614

IMG_6469 DSCF8630

Na początku, siedząc na zewnątrz, spróbowaliśmy z kolegą nowego piwa, „Lwowski Ejl”. Kosztowało 12 hrywien za pół litra, smakowało jak hefe-weizen i było całkiem dobre. Potem jednak postanowiliśmy przenieść się do środka, aby spróbować innych piw i zjeść coś dobrego. Po przestudiowaniu menu, wybraliśmy „gigantyczne pierogi” (ruskie), które okazały się być naprawdę przepyszne oraz piwo – ja zamówiłem coffee stout „Kwitka” (bardzo ciekawa etykieta, widoczna na jednym ze zdjęć powyżej), a kolega witbiera „Frau Ribbentrop”. Oba piwa były bardzo dobre, miały wszelkie cechy swojego stylu i reprezentowały wysoki poziom piwowarstwa. W „Kwitce” dobrze wyczuwalna była kawa, piwo było bardzo pijalne i lekkie, półwytrawne ze średnią goryczką. Polecam. Frau Ribbentrop natomiast to piwo bardzo orzeźwiające, mocno cytrusowo-kolendrowe, świetny wit. Innych piw już nie próbowaliśmy, bo nie było na to czasu, ani funduszy (końcówka wyjazdu i ostatnie hrywny w portfelach), ale planuję tam wrócić jeszcze w tym roku i przetestować pozostałe wyroby, a także kupić kilka piw butelkowych.

DSCF8626 IMG_6464

Szczerze polecam Prawda Beer Theatre. Obowiązkowe miejsce dla każdego miłośnika piwa, który odwiedza Lwów. Bardzo dobre piwo, świetne jedzenie, fajny wystrój, miła obsługa, niskie ceny, według mnie lokal idealny.

Autorem zdjęć 1, 2, 3, 4, 7 i 10 jest Amadeusz Świerk.

Reklamy

Wizyta w Browarze Jagiełło

Ostatnio dużo na moim blogu Browaru Jagiełło, a to za sprawą tego, że dzień po opublikowaniu recenzji Vienna Lagera dostałem zaproszenie na konferencję prasową i zwiedzanie browaru. Postanowiłem skorzystać z okazji i zobaczyć, jak wygląda browar, przy okazji porozmawiać z piwowarem na temat technologii produkcji i planów na przyszłość.

Jagiełło jest typowym browarem regionalnym (według mojej klasyfikacji z poprzedniego wpisu). Został założony w 1993 roku przez Lucjana Jagiełłę oraz jego żonę Grażynę. Browar znajduje się w miejscowości Pokrówka koło Chełma w województwie Lubelskim. Dlaczego według mnie browar ten zasługuje na miano regionalnego? Otóż piwa od Jagiełły są dostępne przede wszystkim na Lubelszczyźnie i choć pojawiają się też w sklepach w innych częściach Polski, to jednak w województwie Lubelskim można je spotkać najczęściej. Piwa warzone przez Browar Jagiełło to wyłącznie lagery (dolna fermentacja) w stylach takich jak pils, eurolager, lager wiedeński, dunkel, oraz (niestety) piwa smakowe z dodatkiem rozmaitych aromatów. Co do piw dostępnych w ofercie, to powiem coś o tym jeszcze dalej przy okazji pytań do piwowara, teraz chciałbym tylko powiedzieć, że to jest właśnie dobry przykład browaru regionalnego, który nie podąża w ogóle za piwną rewolucją i modą na nowofalowe style. Pan Lucjan Jagiełło (na zdjęciu z żoną i dziećmi) jest dumny z tego, że do warzenia jego piwa używa się wyłącznie chmielu z Lubelszczyzny (konkretnie odmian Marynka i Sybilla) oraz polskich słodów. Także piw z amerykańskim chmielem brewed by Jagiełło nie ma co się spodziewać. Ma być tradycyjnie i regionalnie, bo taka jest idea właścicieli.

DSCF4377 DSCF4368

Teraz czas na relację ze zwiedzania browaru. Na początku zaprezentowana została warzelnia o wybiciu 20 hl, gdzie podkreślony został fakt, że do zacierania używany jest tylko słód, bez żadnych surowców niesłodowanych. Od razu przypomniał mi się skład starej wersji Magnusa (piwo – 99%, cukier), ale jak się później dowiedziałem od piwowara, ten cukier jest dodawany już po fermentacji, tuż przed rozlewem, a piwo jest wtedy pasteryzowane i dalej już nic się z nim nie dzieje, poza tym że jest strasznie słodkie. No cóż, te dosładzane i smakowe piwa są w ofercie już od dawna, a nowy piwowar jest w browarze od bodajże dwóch lat i póki co nie ma za bardzo wpływu na wcześniejsze pomysły. O tym jednak później, przejdźmy na razie do kolejnej części browaru.

DSCF4379 DSCF4406

Po obejrzeniu warzelni, zaprezentowane zostały fermentory, znajdujące się na zewnątrz budynku. Każdy fermentor jest wyposażony w płaszcz chłodniczy, a piwo fermentuje w temperaturze 14ºC (wysoka temperatura jak na lagera, ale estrów nie czuć). Następnie piwo trafia do leżakowni (na zdjęciu), gdzie w zbiornikach leżakowych dojrzewa przez miesiąc w temperaturze od 0 do 1ºC (czyli lagery są lagerowane, może nie tak długo, jak tradycja głosi, ale i tak dłużej, niż w koncernach). Chłodzenie jest tam rozwiązane tak, że całe dwa pomieszczenia są chłodzone do właściwej temperatury, więc wejście tam podczas upału (a było wtedy ponad 30 stopni) było całkiem przyjemnym doświadczeniem. W jednej z leżakowni są również składowane kegi z piwem gotowym do eksportu. Piwo trafiające do kegów jest pasteryzowane w przepływie za pomocą urządzenia widocznego na zdjęciu.

DSCF4384 DSCF4388 DSCF4390

Na kolejnych zdjęciach widzimy maszynę rozlewniczą oraz napełnione butelki, które trafiają do pasteryzatora. Tutaj pasteryzuje się już napełnione butelki, a zatem jest to inna metoda, niż pasteryzacja w przepływie, którą stosuje się w innych browarach.

DSCF4396 DSCF4401

DSCF4411 DSCF4409

Teraz powiem trochę o planach na najbliższą przyszłość. Otóż nowym piwem, które obecnie znajduje się w leżakowni jest Chmielak, czyli mocno chmielony pils o goryczce na poziomie 45 IBU. Próbowałem tego piwa w wersji prosto z tanku, jeszcze niefiltrowanej i naprawdę goryczka jest konkretna, moim zdaniem nawet więcej, niż 45 IBU, ale trochę może się zgubić podczas filtracji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie to naprawdę bardzo dobre piwo, pierwsze tak mocno chmielone z Browaru Jagiełło. Premiera na tegorocznych Chmielakach w Krasnymstawie. W planach jest również porter bałtycki albo koźlak (piwowar jeszcze nie może się zdecydować, ale wszyscy, w tym ja, stwierdzili, że porter będzie najlepszy). To piwo ma być warzone jesienią i trafić do sprzedaży pod koniec roku. Pytałem również o górną fermentację i odpowiedź była jednoznaczna – póki co nie ma szans. W zasadzie jedynym powodem jest to, że leżakownia jest chłodzona całościowo do temperatury 1ºC i żeby móc leżakować piwo górnej fermentacji, potrzebne byłoby oddzielne pomieszczenie, a tego jak na razie nie ma. Piwowar jednak powiedział otwarcie, że gdyby zaistniały warunki, górną fermentację jak najbardziej mógłby robić. Możliwe jest za to nawet teraz chmielenie na zimno, ale na razie żadnego piwa tak chmielonego nie ma w planach. Piwowar wspomniał też o tym, że wszystkie te piwa smakowe, to nie jest jego wymysł i będzie się starał, aby były sukcesywnie wycofywane, na rzecz normalnych, prawdziwych stylów piwa. Także szanse na zmiany są i być może za jakiś czas, te smakowe wynalazki zostaną albo wycofane albo zredukowane na tyle, że Browar Jagiełło przestanie być kojarzony przez piwnych entuzjastów wyłącznie z nimi, a są to raczej złe skojarzenia. A co do obecnych zmian, to wydrukowane są już nowe etykiety do pilsa i lagera, na których widnieją chełmskie zabytki. Moim zdaniem są one całkiem ładne, dużo lepsze od obecnych.

DSCF4367

Podsumowując, stwierdzam, że Browar Jagiełło wcale takich złych piw nie robi i jeśli pominiemy smakowe wynalazki, to reszta produktów jest na bardzo dobrym poziomie. Style co prawda nie są rewolucyjne, ale jak ktoś lubi normalne, zwykłe lagery o niskiej goryczce, to jak najbardziej są ok. No i czekam z niecierpliwością na Chmielaka, może to będzie świetny polski pils za przysłowiowe 3 złote? Szanse są duże, zobaczymy już wkrótce.

 


Czym się różni browar regionalny od rzemieślniczego

DSCF6553

Ostatnio w naszym polskim społeczeństwie zauważa się wzmożone zainteresowanie małymi browarami, warzącymi prawdziwe piwo, lepsze i bardziej naturalne, niż w wielkich koncernach. To pewnie każdy zauważył. Przy czym zdecydowaną większość stanową ludzie, którzy coś słyszeli, że podobno piwo z browarów REGIONALNYCH jest lepsze, że piwa REGIONALNE są bardziej wartościowe, zdrowsze, a także prawdziwie polskie i w ogóle super. Są też tacy, którzy cały czas powtarzają, że piją tylko piwa regionalne, kupując produkty z Pinty, AleBrowaru, Peruna, Birbanta, czy też jakieś czeskie piwa typu Primator.

Do napisania tego tekstu niewątpliwie skłonił mnie film na youtube z serii „Kopsnij Drina”, w którym szanowny pan Wiesław Wszywka „degustuje” piwa opisane jako regionalne. Link do filmu tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=6r2VqbsT3vI

Cóż można powiedzieć… Pomijając to, że ta „degustacja” przeprowadzona była w taki sposób, że praktycznie żadnej opinii na temat tych piw nie da się uświadczyć (wiem wiem, nie o to tam chodzi, to jest dla jaj zrobione), a Primator 24 wcale nie ma 24% alkoholu, tylko 24% ekstraktu (alkoholu 10%), to te piwa, czyli Porter Łódzki, Imperium Atakuje, Złoty Strzał i Primator 24 zostały nazwane regionalnymi. Tylko że co jest regionalnego w tych piwach, skoro można je dostać w całej Polsce? Praktycznie we wszystkich dobrych sklepach z piwem da się kupić wszystkie wyżej wymienione, a niektóre czasami pojawiają się nawet w hipermarketach. A zatem jak nazwać te piwa? Ja proponuję w przypadku niektórych użyć określenia piwa rzemieślnicze, a inne nazwać po prostu piwami z małych browarów.

Ostatnimi laty, gdy moce produkcyjne takich małych, regionalnych browarów zwiększyły się, a piwa w nich warzone są rozwożone równomiernie po całej Polsce ze względu na ułatwioną dystrybucję, browary te już raczej nie mogą być nazywane regionalnymi. Mówię tak dlatego, że dla mnie pierwszym kryterium kwalifikującym browar jako regionalny jest to, że piwo z tego browaru nie jest dostępne w sklepach w całym kraju, a jedynie w regionie, w którym znajduje się browar, np. w jednym województwie, czy też nawet mniejszym okręgu. Zatem takie browary, jak Ciechan, Kormoran, Namysłów, Lwówek, Amber czy Fortuna, były regionalne, ale teraz, według mnie nie moga być tak nazwane, bo ich piwa można kupić w całej Polsce i to często w supermarketach, takich jak np. Stokrotka.

Muszę więc powiedzieć, jakie typy małych browarów wyróżniam (i nie jest to żadna oficjalna klasyfikacja, tylko po prostu mój wymysł).

Browar regionalny
– Piwo dostępne tylko w regionie, nie w całym kraju, ale zdarzają się wyjątki
– Tradycyjne style, najczęściej lagery, bez wynalazków i amerykańskich chmieli
– Nazewnictwo i stylistyka często nawiązuje do regionu.
– Przykłady: Jagiełło, Sobótka Górka, Zwierzyniec

Browar rzemieślniczy (również browary kontraktowe)
– Piwo dostępne w całym kraju, w specjalistycznych sklepach i pubach
– Nowofalowe style, górna fermentacja, amerykańskie chmiele, piwa kwaśne, wędzone itp.
– Nazewnictwo i stylistyka w różnorodnych formach, zwykle nowoczesnych
– Przykłady: Pracownia Piwa, Piwne Podziemie, AleBrowar, Pinta, Artezan, Perun, Kraftwerk, Birbant, Solipiwko

Mały browar (dawniej mógł być regionalny)
– Piwa dostępne w całym kraju, często w supermarketach
– Tradycyjne style, najczęściej lagery, bez wynalazków i amerykańskich chmieli, ale zdarzają się eksperymenty ze stylami nowofalowymi
– Nazewnictwo i stylistyka często nawiązują do regionu.
Przykłady: Ciechan, Lwówek, Namysłów, Fortuna, Amber, Kormoran, Witnica, Krajan, Cornelius

Browar restauracyjny
– Browar połączony z restauracją, goście mogą zobaczyć na żywo warzenie piwa i napić się go w lokalu
– Piwa dostępne tylko na miejscu, bardzo rzadko są butelkowane i pojawiają się w sklepach
– Zwykle tradycyjne style, czasami zdarzają się eksperymenty ze stylami nowofalowymi
– Przykłady: Grodzka 15 (Lublin), Browar Zamość, Browar Sulewski (Hrubieszów), Trzy Korony (Puławy), Brovaria (Poznań), Spiż (Wrocław)

Restauracyjny browar rzemieślniczy
– Browar połączony z restauracją, goście mogą zobaczyć na żywo warzenie piwa i napić się go w lokalu
– Piwa dostępne na miejscu, jak również w innych miejscach w kraju, w butelkach i kegach
– Nowofalowe style, górna fermentacja, amerykańskie chmiele, piwa kwaśne, wędzone itp.
– Przykłady: Widawa, Browar Stu Mostów

A zatem nazywanie piw z Pinty czy Peruna regionalnymi nie ma najmniejszego sensu. Nie nawiązują one nazwą czy etykietą do jakiegokolwiek regionu, można je kupić w całym kraju, są w stylach nowofalowych i często eksperymentalnych, a więc powinniśmy je nazwać piwami rzemieślniczymi. Inaczej sprawa się ma z tymi browarami, które nazywam po prostu małymi. Według mnie nie zasługują one na miano rzemieślniczych, bo produkcja idzie tam na większą skalę, a piwa w nich produkowane są często zwykłymi lagerami, które nie za wiele sobą reprezentują. Zdarzają się też i w takich browarach eksperymenty z nowofalowymi stylami (np. Ciechan AIPA czy Lubuskie IPA), ale nie zawsze wychodzą one dobrze. Wyjątkiem jest tutaj browar Kormoran, który ma osobną serię piw „Podróże Kormorana”, w której warzone są właśnie nowofalowe style i wychodzą one niezwykle dobrze. To tak, jakby był tam jakiś osobny browar kontraktowy, który warzy zupełnie co innego, niż macierzysta jednostka, jednak w tym przypadku jest to ta sama firma, jedynie seria piw nazywa się inaczej.

Bądźmy świadomi tego, co pijemy i jak to nazywamy. Zdaję sobie sprawę z tego, że określenia „piwa regionalne” i „browar regionalny” są już mocno zakorzenione w społeczeństwie i teraz wszystko, co nie jest wytworem koncernu, będzie tak nazywane przez większość ludzi, ale browarów prawdziwie regionalnych mamy obecnie bardzo mało, bo zwykle przestały one być regionalne. Natomiast browary rzemieślnicze nigdy regionalne nie były i nie będą i to dobrze, bo wszyscy powinni mieć możliwość spróbowania często świetnych piw rzemieślniczych. Czego i państwu życzę. Pozdrawiam.


Vienna Lager z Browaru Jagiełło

DSCF3605

Browar – Jagiełło
Styl – Lager wiedeński
Ekstrakt – nie podano
Alkohol – 5,5%

Mimo że już dwa miesiące minęły od momentu, gdy próbowałem Vienna Lagera z Jagiełły, to zostało mi jeszcze kilka butelek w skrzynce, która niespodziewanie pojawiła się wówczas w moim domu. Czasu i sił na blogowanie mam niewiele, ale to piwo w końcu powinno było doczekać się recenzji. A jest to nowość, bowiem browar Jagiełło warzy to piwo od niedawna. (Tutaj pierwszy plus, całkiem ładna etykieta.) Lager wiedeński jest stylem, który od zwykłego jasnego lagera odróżnia się zawartością czerwonego słodu zwanego wiedeńskim, przez co zyskuje on nuty karmelowe w smaku i aromacie, ma też ciemniejszy, miedziano-bursztynowy kolor. Poza tym słodycz w lagerze wiedeńskim może być czasem wyższa od zwykłych, wytrawnych jasnych lagerów i pilsów. Sprawdźmy zatem, czy piwowar z Browaru Jagiełło sprostał zadaniu i uwarzył piwo zgodnie z wytycznymi stylu.

Barwa piwa jest czerwono-bursztynowa, jak na lagera wiedeńskiego przystało, przy czym oscyluje raczej przy górnej (jaśniejszej) granicy tego stylu. Nie mniej jednak jest jak najbardziej poprawna, piwo prezentuje się bardzo ładnie, mając jeszcze na wierzchu dwucentymetrową warstwę beżowej (ecru?) piany. Klarowność stuprocentowa, jak widać na zdjęciu. Aromat jest raczej mało intensywny, ale przyjemny, wyczuć w nim bowiem można chmiel (!) oraz karmel, w wersji takiej raczej wytrawnej, nie toffi (bez mleka, czy też diacetylu). Czyli na plus, zgodnie ze stylem. Po dokładniejszym wwąchaniu się i lekkim ogrzaniu piwa wyczuwalne są również delikatne nuty kawowe, które nie wiem skąd się biorą, ale są przyjemne i fajnie komponują się z resztą aromatów. Jeśli chodzi o smak, to po pierwszym łyku od razu można powiedzieć, że jest to lager, ale od zwykłego jasnego lagera odróżnia się nutami karmelowymi. Czyli znów potwierdza się to, co napisałem wcześniej, opisując styl lager wiedeński. Przy czym te karmelowe nuty nie są ani nachalne ani ciężkie, są, można powiedzieć dość umiarkowane i na zupełnie akceptowalnym poziomie (a ja nie lubię mocno karmelowych piw). Goryczka jest niska, pojawia się dopiero po przełknięciu, a wtedy przyjmuje poziom średnio-niski i można ją zauważyć bez specjalnego doszukiwania się. Czyli ogólnie chmiel jest w tym piwie wyczuwalny, chociaż jest go tam mało, ale cóż, taki właśnie jest lager wiedeński.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że nowe piwo od Jagiełły pije się przyjemnie, jest lekkie, wytrawne (co jest ważne, że nie zamula słodyczą), niektórym może się wydać wodniste (podejrzewam ekstrakt poniżej 12), ale jeśli się mu bliżej przyjrzeć, to można wyczuć chmiel i takie „dobre” nuty karmelowe. A zatem, trzeba przyznać, że jest jak najbardziej zgodne ze stylem. Niech mówią co chcą, to piwo po prostu takie miało być. Dobre na lato i zdecydowanie lepsze od wszelkich koncernowych lagerów. Jako że oceniam piwo według mojego własnego, spaczonego przez amerykańskie chmiele i IBU gustu, Vienna Lager dostałby ocenę 4,5, ale że ocen połówkowych nie stosuję, a ponadto doceniam starania piwowara i zgodność z ramami stylu, stawiam 5. Na pewno jest lepsze, niż niejeden inny lager wiedeński, np. Trybunał Trójsłodowe czy Lāčplēsis Dzintara. Zatem polecam spróbować, ale tylko miłośnikom piw lekkich i nisko chmielowych.

Ocena ogólna – 5/6

 


Kulawy Ork z Chmielogrodu

DSCF1708

Browar – Warzone w browarze Witnica na zlecenie projektu Chmielogród
Styl – Black IPA
Ekstrakt – 14,1° Blg
Alkohol – 6%
IBU – 60

Dziś kolejne piwo z Chmielogrodu goszczące na moim blogu. O samym projekcie pisałem już nieco przy okazji recenzji Trzypalczastego Goblina, więc przypomnę tylko tutaj, że jest to inicjatywa kilku osób polegająca na wypuszczeniu serii piw z etykietami w klimacie fantasy, przedstawiającymi postacie z wymyślonej krainy zwanej Chmielogrodem. Postacie dobre reprezentują jasne piwa, a złe, piwa ciemne. I właśnie z ciemnym piwem mamy teraz do czynienia. Jest to Black IPA o nazwie Kulawy Ork. Etykieta jak zwykle jest genialna, choć w nieco innym stylu, niż w przypadku Trzypalczastego Goblina. Ma to związek prawdopodobnie z tym, że obecnie piwa z Chmielogrodu, będące w sprzedaży poza Gdańskiem, są warzone w browarze Witnica. No cóż, widocznie w Piwnej nie wyrabiali z produkcją, więc trzeba było zakontraktować warzenie, ale dlaczego akurat w Witnicy? Tego nie wiem. Może tylko tam było miejsce.

Piwo ma barwę jak najbardziej adekwatną do stylu, czyli czarną z rubinowymi przebłyskami. Aromat również jest taki, jak powinien być w Black IPA. Wyczuć w nim można ciemne słody oraz chmiel w wersji amerykańskiej. Jest bardzo dobrze, nie czuć żadnego diacetylu! W smaku też jest bardzo dobrze, powiedziałbym nawet, że doskonale. Piwo jest świetnie zbalansowane. Nie ma ani za dużej, ani za małej słodyczy, nuty palone są, ale stonowane i niewyróżniające się, goryczka jest średnio-wysoka, bardzo przyjemna. Do tego dość wyraźnie można wyczuć w smaku nutę prażonego słonecznika, charakterystyczną dla tego stylu, lekką nutę kawową oraz oczywiście chmiel. W życiu bym się nie spodziewał tak ułożonego i zbalansowanego piwa z Witnicy! Bogactwo smaków i aromatów bez żadnych wad. Naprawdę byłem mega pozytywnie zaskoczony pijąc Kulawego Orka. Jest to zdecydowanie najlepsze piwo z Witnicy, jakiego próbowałem, w ogóle śmiem twierdzić, że najlepsze, jakie kiedykolwiek tam powstało. Nie miałem niestety okazji spróbować oryginalnej wersji warzonej w Browarze Piwna w Gdańsku, zapewne była jeszcze lepsza, ale wersja witnicka jest na tyle dobra, że mogę jej wystawić najwyższą ocenę.

Ocena ogólna – 6/6


Kraftwerk – M16

DSCF9773

Browar – Kraftwerk (warzone w Browarze Wąsosz)
Styl – Lemon Grass IPA
Ekstrakt – 15° Blg
Alkohol – 6,2%

M16 to najsłynniejszy amerykański karabin maszynowy. Zadebiutował na wojnie w Wietnamie i jest używany przez U.S. Army aż do dziś. Browar Kraftwerk, który wykorzystuje różne giwery do nazywania swoich piw, postanowił, że M16 będzie piwem w stylu India Pale Ale z trawą cytrynową, a do chmielenia użyte zostaną odmiany australijskie i nowozelandzkie, w tym nowa odmiana Sticklebract. Brzmi nieźle, zapowiada się ciekawie. Muszę jeszcze dodać, że ogromny plus należy się za etykietę, bo jest moim zdaniem genialna. Naprawdę super!

Piwo ma barwę jasnożółtą (ciemniejszą niż Cymbopogon), jest lekko mętne i pachnie intensywnie chmielem. Nuty chmielowe są w tym przypadku inne, niż zwykle w różnych piwach w stylu AIPA. Są cytrusy, są nuty ziołowe i żywiczne, ale to piwo pachnie mi tak samo, jak pewna cytrusowa odmiana pewnej rośliny z rodziny tej samej, co chmiel, ale o liściach dłoniasto złożonych… Taki aromat po prostu „ziołowy”. Bardzo ładny zresztą. Za ten nietypowy aromat również daję duży plus. W smaku też jest fajnie, wyczuwalny jest przede wszystkim chmiel w postaci żywiczno-cytrusowych nut oraz mocnej goryczki. Trawa cytrynowa jest na drugim planie, ale można zauważyć jej obecność. Piwo jest doskonale zbalansowane. Słodycz jest umiarkowana, nie ma zbędnego karmelu, można powiedzieć, że piwo jest raczej wytrawne, a przy tym bardzo pijalne i orzeźwiające. Mocno cytrusowe, goryczkowe, po prostu takie, jak lubię. Idealnie trafia w mój gust. Do tego jest bardzo porządnie wykonane, nie znajduję w nim żadnej wady.

M16 bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Głównie nietypowym aromatem, ale też doskonałym smakiem. Stawiam to piwo w czołówce najlepszych IPA polskiego craftu. Do tego profesjonalnie zrobiona etykieta w świetnym stylu. Kraftwerk robi robotę. Polecam!

Ocena ogólna – 6/6


Cymbopogon z Artezana

DSCF9847

Browar – Artezan
Styl – American Wheat z trawą cytrynową
Ekstrakt – 11° Blg
Alkohol – 4,3%

Odkąd Artezan przeniósł się do nowego, większego browaru i zaczął butelkowanie, ich piwa stały się szerzej dostępne i pojawiły się w sklepach. Tak właśnie trafiło w moje ręce piwo Cymbopogon. Stylu raczej konkretnie zdefiniowanego tutaj nie ma, wiadomo tylko, że jest to lekkie piwo pszeniczne podobne do American Wheat, z trawą cytrynową i nowozelandzkimi odmianami chmielu (New Zealand Wheat?). Nazwa wzięła się od łacińskiej nazwy trawy cytrynowej (Cymbopogon citratus), która jest rośliną z rodziny wiechlinowatych (dawniej trawy) i nosi polską nazwę gatunkową palczatka cytrynowa.

Piwo ma barwę bardzo jasną, słomkowożółtą i jest lekko mętne. Wygląda trochę jak jakiś radler. 😀 Aromat jest cytrynowo-ziołowy, wyczuć można nuty nowofalowych, nowozelandzkich chmieli, aczkolwiek są to subtelne niuanse. W smaku jest wytrawne, bardzo cytrynowe, ale nie jest też wcale kwaśne, ani słodkie. Oprócz smaku cytrynowego, występuje tutaj również posmak chmielowy oraz goryczka na poziomie niskim, słabo wyczuwalnym, ale jednak da się zauważyć jej obecność. Piwo ma również pewien posmak, który mógłbym określić jako korzenno-szczypiący, ale nie jest on bardzo intensywny. Podejrzewam, że pochodzi od trawy cytrynowej.

Cymbopogon to bardzo dobre, lekkie i pijalne piwo, które według mnie jest dużo lepsze na letnie upały, niż jakieś przesłodzone radlery, które mają o wiele mniej wspólnego z piwem, niż produkt z Artezana. Połączenie lekkiej pszenicy z trawą cytrynową wyszło świetnie i nie waham się, by dać temu piwu najwyższą ocenę.

Ocena ogólna – 6/6