Moja historia znajomości z piwem

Każdy, kto pije piwo, miał swoje początki. Niektórzy pozostają już na zawsze przy tym, z czym się zetknęli po raz pierwszy, ja jednak na przestrzeni czasu zmieniałem swój gust i próbowałem coraz to nowych rzeczy. Powstawały też nowe browary i nowe piwa. Postanowiłem opisać moją historię, w której powiem, jakie piwa piłem kiedyś, a jakie teraz i jak przebiegały zmiany w moich preferencjach. Czyli jak z konsumenta koncerniaków stałem się piwnym hipsterem…

DSCF8405Moje początki były podobne, jak u większości ludzi, czyli popijanie piwa ze znajomymi w czasach licealnych (około 10 lat temu) i czasami z rodziną na grillach. Piło się wtedy najzwyklejsze koncerniaki, takie, jak Perła, Żywiec, Tyskie, Warka i (o zgrozo) Tatra. Ta ostatnia była tak paskudna, że często miałem problem z przełknięciem tego podłego płynu, w szczególności, gdy piło się prosto z puszki na dworze. Nie wiem czemu, ale piwo na świeżym powietrzu pite z puszki zawsze smakuje paskudnie. No mniejsza z tym… Piwo wtedy niezbyt mi smakowało, ale co się dziwić, skoro piłem tylko takie… Nigdy też nie upijałem się piwem (ani innymi alkoholami) do nieprzytomności, bo to nie mój klimat i nie mój cel. Po prostu tak do towarzystwa, przy ogniskach, grillach i u znajomych. Bez większego zastanowienia.

Pewnego razu, w osiedlowym sklepie zauważyłem piwo, które nazywało się Żywe. Na etykiecie napisano, że jest niepasteryzowane, ma w sobie żywe drożdże i w ogóle jest jakieś mega naturalne. Wow! Postanowiłem, że spróbuję. Kupiłem, skosztowałem, ale… nie smakowało mi. Było strasznie mdłe i mulące, dość słodkie i trudno było je dopić. (Kilka lat temu przetestowałem ponownie i nic się nie zmieniło). To było moje pierwsze piwo niekoncernowe, inne od tych wszystkich jasnych eurolagerów. Jednak nie zraziłem się i postanowiłem poszukać więcej takich ciekawostek.

DSCF8411Pamiętam też swojego pierwszego Hefe-Weizena. Był to oczywiście Paulaner, bo w tamtych czasach raczej nic innego w normalnych sklepach nie było. To dopiero mnie zaskoczyło! O wiele bardziej, niż Żywe. Dziwne, drożdżowo-bananowe, słodkawe, a wygląd tegoż piwa był szokujący dla wszystkich, którzy je zobaczyli. Że takie mętne, pewnie zepsute, ale nie, mówiłem, to takie ma być! A jakie dobre! Drugim Weizenem był również niemiecki Valentins kupiony w dyskoncie Plus (obecnie tych sklepów już chyba u nas nie ma) i był nawet lepszy, niż Paulaner. Pamiętam, że piłem go w wigilię, jakoś około roku 2006-2007. Czasy Żywego i Weizenów były też okresem, kiedy próbowałem pierwszych piw ciemnych, a wśród nich był Koźlak z Amberu (który bardzo mi wtedy smakował) oraz Okocim Palone (dzisiaj już go nie ma).

DSCF8395W latach 2007-2008 często jeździłem do Lwowa (byłem tam wtedy około 10 razy) i wtedy to właśnie zachwycałem się ukraińskimi piwami. Do Polski wracałem zawsze z plecakiem wypełnionym piwem, który był tak ciężki, że ledwo go niosłem. A dlaczego akurat ukraińskie piwo? No cóż, muszę przyznać, że było dużo lepsze, niż polskie (koncernowe). Te lagery, które w sumie też były koncerniakami, miały w sobie więcej smaku, nie były tak puste i wodniste (ozywiście nie wszystkie, tylko takie lepsze). Hitem dla mnie był wtedy Obołoń. Wszystkie piwa z tego browaru bardzo mi smakowały, a najlepsze było Soborne i Premium. Miały fajny chmielowy posmak, którego nie znajdowałem wtedy w żadnym polskim piwie. Poza tym, zdarzały się ukraińskie piwa pszeniczne, które również przypadły mi do gustu. Nigdy natomiast nie zachwycałem się Lwiwskim albo Sławutyczem, bo to były raczej właśnie sikacze podobne do naszych. Jednak pamiętam też jedną fajną markę piw ukraińskich, które warzył Obołoń, a były to piwa Desant. Najlepsze było najmocniejsze, Desant Specnaz. Było słodkie i przypominało trochę Warkę Strong. Poza tym miało bardzo fajną etykietę. 😀

DSCF8401Jednak w Polsce też były wtedy dobre piwa (jak na tamte czasy). Wspomniane przeze mnie Weizeny i Koźlak dawały radę. Pamiętam też, że piwem, którego poszukiwałem był Zwierzyniec Premium. Bo trzeba wiedzieć, że browar w Zwierzyńcu, jeszcze ten stary, który wtedy działał, warzył dwa rodzaje piwa. Normalny Zwierzyniec Pils w charakterystycznych, małych butelkach z żółtą etykietą i wysoką szyjką oraz Zwierzyniec Premium, również w małych butelkach, ale o normalnym kształcie i z białą etykietą. Oba były dobre, ale ten drugi był lepszy, szlachetniejszy w smaku, słodkawy, delikatny, ale mający w sobie pewną charakterystyczną, niepowtarzalną nutę smakową, którą pamiętam do dziś i wspominam z sentymentem. Mimo że obecnie nie uznałbym tego piwa za jakieś mega super dobre, to wtedy było czymś niezwykłym. Chętnie napiłbym się go dzisiaj, niestety to już niemożliwe, a i wtedy to piwo szybko znikło z rynku.

Również w tamtym czasie, zaczął się w Polsce szał na piwa miodowe. Było ich wtedy naprawdę sporo, dużo więcej, niż teraz. Moim pierwszym było Ciechan Miodowe, o którym krążyły opinie i legendy, że jest jedynym słusznym piwem miodowym i wszystko inne to albo syf albo za mało miodowe i TYLKO CIECHAN K***A!!! Ja tak nie uważałem, bo tenże miodowy Ciechan był dla mnie za słodki, strasznie mdły i smakował jak woda z miodem. W ogóle nie było w nim czuć piwa. Stwierdziłem, że nie ma sensu pić czegoś takiego. Lubiłem natomiast inne piwa miodowe, na przykład Trybunalskie z Perły czy Miodne z Kormorana. Wtedy była to jakaś odmiana od zwykłych lagerów, chociaż zaczęły się już pojawiać różne piwa regionalne inne niż Żywe i Koźlak.

DSCF8409Na przykład Magnusy i Nałęczowskie z browaru Jagiełło. Nałęczowskiego spróbowałem pierwszy raz będąc w Nałęczowie w 2008 roku. Pamiętam, że było wtedy transmitowane otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Będąc wtedy w restauracji, wypiłem sobie właśnie Nałęczowskie (warzone oczywiście przez Jagiełłę w Pokrówce koło Chełma) i bardzo mi ono smakowało. Było w dwóch wersjach, jasne i ciemne. Ciemne było jednocześnie tym samym piwem, co Magnus w swojej podstawowej wersji. Magnusy były bowiem również we wszelkich możliwych smakach, takich jak śliwkowy, wiśniowy, żurawinowy, czekoladowy, toffi, miodowy, rumowy i cholera wie co jeszcze. Niestety były to smaki ze sztucznych dodatków… Na szczęście ja ich nie piłem, gustowałem tylko w zwykłym Magnusie, Nałęczowskim ciemnym i Lipcowym, które było bardzo dobrym lagerem, również z Jagiełły. Butelki od Magnusa niestety nie posiadam, bo etykiety były brzydkie i nie zachowały się w kolekcji, ale za to jest Nałęczowskie.

DSCF8407Na takich właśnie Jagiełłach i innych regionalnych piwach typu Świeże i Orkiszowe z Kormorana czy Noteckie, opierał się mój gust w latach 2008 – 2012, czyli całkiem długo. Kilka razy zdarzyło mi się też pić Raciborskie, ale dzisiaj się tego wstydzę. Nie odchodziłem też oczywiście od Perły, którą czasem lubię sobie wypić i dziś na jakichś imprezach i spotkaniach ze znajomymi. W tamtych latach testowałem również rozmaite Hefe-Weizeny, w większości niemieckie, ale też i polskie. Spróbowałem też pierwszego Witbiera, którym było Obołoń Białe, zakupione w Tesco. To był dopiero hit! Kolendra, cytrusy, kurde, w ogóle na początku nie wiedziałem, co to jest za styl i skąd się bierze ten super smak. Dowiedziałem się dopiero jakiś czas później…

DSCF8412Pijałem także we wspomnianym okresie piwa czeskie, które również bardzo mi smakowały. Pamiętam Pilsnera Urquella z czasów, gdy był warzony w Polsce. Super mega gorzkie piwo, które kupowałem raz na jakiś czas, gdy miałem ochotę na ekstremalne doznania. To było super. Jedno z najlepszych piw, jakie wtedy można było kupić. Teraz to już nie to samo… Ten czeski ma mniejszą goryczkę i więcej diacetylu. Mi bardziej smakował ten polski. Chociaż może teraz mi się wydaje, że goryczka jest mniejsza, bo zmieniła mi się percepcja smaku, ale wtedy to naprawdę było coś. A dla malkontentów, twierdzących, że Pilsner warzony w Polsce to był syf, który się nie umywał do czeskiego, proponuję przeczytać, co wyszło samym Czechom w ślepym teście -> LINK. Każdy dostał 3 próbki i miał zgadnąć, która skąd pochodzi. Wyniki były zaskakujące…

W latach 2008 – 2012 (bliżej 2008) miałem też pierwsze przygody z browarami restauracyjnymi. Pamiętam pierwszą wizytę w Brovarii w Poznaniu, gdzie dowiedziałem się w ogóle o idei browaru restauracyjnego i spróbowałem Weizena i miodowego. Bardzo smakowały mi te piwa, chociaż były dla mnie wtedy koszmarnie drogie (no bo 9zł za piwo to kurde co to ma być?!), ale i tak uznałem, że warto. Było to lepsze od sklepowych koncerniaków. Niedługo później odkryłem też browar restauracyjny w Lublinie, czyli Grodzka 15. Chodziłem tam co jakiś czas i mimo że wtedy w ofercie był tylko standard, czyli jasne, ciemne i pszeniczne, to i tak dawało radę coś dobrego wypić. Na przełomie 2012/2013 mieli już IPA.

DSCF8398Wiosną 2012 roku wyjechałem do Holandii na 2,5-miesięczne praktyki. Piłem tam głównie lagery, ale czasami próbowałem jakichś innych piw w belgijskich stylach, np. Hoegaarden, Heineken Oud Bruin, Heineken Lentebock, Duvel, Tripel Karmeliet itp. Pamiętam, że bardzo mi smakował wtedy właśnie Oud Bruin z Heinekena, był słodki i przypominał Magnusa… Jeszcze jedna ciekawa historia z Holandii. Mieszkaliśmy wtedy w wiosce Sexbierum w zachodniej Fryzji, nad Morzem Północnym. Kolega powiedział mi, że trzy wioski dalej, w miejscowości Minnertsga, znajduje się sklep, w którym można kupić polskie produkty. Było to trochę daleko, ale pojechałem tam rowerem i rzeczywiście, w sieciowym markecie było kilka półek z żywnością oraz piwem z Polski. Z piwa nic specjalnego, bo był to Żywiec, Tyskie i Warka Strong w puszkach. Zakupiłem więc Stronga (bo wtedy było to całkiem niezłe piwo jak na mój ówczesny gust) oraz paprykarz szczeciński, a ceny obu tych rzeczy wynosiły około 1 euro. Zdziwiłem się również, gdy spróbowałem tego piwa, bo miało wyraźny smak orzechów włoskich. Nigdy wcześniej ani później, nie trafiłem takiego smaku w Warce Strong. Nietypowa sytuacja…

 DSCF8414W 2012 roku pojechałem po raz pierwszy na Chmielaki do Krasnegostawu. Poznałem tam browar EDI, który oprócz smakowych wynalazków ze sztucznymi aromatami, serwował dwa w miarę normalne piwa – Wschowskie jasne i ciemne. To ciemne wypiłem na miejscu i było dziwne w smaku, słodkie, ale całkiem dobre. Jasnego postanowiłem spróbować po powrocie do domu. I co się okazało… Było niesamowicie super dobre! Teraz pewnie nikt mi nie uwierzy, nie mam też na to żadnych dowodów, ale to piwo smakowało jak normalne IPA. Bardzo gorzkie, bardzo mocno chmielowe, wyjątkowo aromatyczne. Mogę powiedzieć, że właśnie to piwo zmieniło moje postrzeganie chmielu i tego, jak w ogóle ten chmiel pachnie i smakuje. To było coś zupełnie innego, niż te piwa, które piłem wcześniej. Tak było, true story. Rok później niestety Wschowskie jasne smakowało zupełnie inaczej, bo goryczki i aromatu już nie było, pojawił się w zamian diacetyl… Ale to nie cała historia Chmielaków w 2012. Zakupiłem tam również swoją pierwszą butelkę Ataku Chmielu z Pinty. Wypiłem również w domu i… smakowało bardzo podobnie, jak Wschowskie jasne! Tak, wiem, trudno w to uwierzyć, ale Atak był tylko minimalnie lepszy. Podobny aromat (bardziej cytrusowy, bo amerykańskie chmiele), goryczka na podobnym poziomie, smak też zbliżony… No cóż, EDI raz w życiu miał swoje 5 minut chwały, później na powrót pogrążył się w mule… Szkoda, bo gdyby poszedł dalej tą drogą, co w 2012 roku, kto wie, może zupełnie inaczej potoczyłyby się jego losy… Wracając do Ataku Chmielu, to po wypiciu go stwierdziłem, że było to absolutnie najlepsze piwo, jakie piłem w swoim życiu i w końcu wiem, jak pachnie i smakuje chmiel, na dodatek amerykański. To była prawdziwa rewolucja w moim myśleniu i postrzeganiu smaku. Porzuciłem wtedy całkowicie słodkie piwa (koniec ery Magnusa) i przerzuciłem się na gorzkie, mocno chmielone. Dość szybko dorwałem Rowing Jacka i Black Hope, inne piwa z Pinty, jak również Zawiercie Bursztynowe, które było bardzo dobrym angielskim bitterem o mocnej goryczce. Szkoda, że teraz już go nie ma…

DSCF8413Tak właśnie doszedłem do obecnej sytuacji, gdzie moimi ulubionymi stylami są AIPA, APA i Black IPA, chociaż bardzo lubię też mocno chmielone pilsy (np. Pierwsza Pomoc), stouty i witbiery. Po prostu bardzo polubiłem chmiel i goryczkę. To jest właśnie to, czego teraz poszukuję w piwie. Wiadomo, jedni lubią słodkie (ja też kiedyś lubiłem), inni kwaśne, a jeszcze inni (tacy, jak ja) gorzkie i pachnące cytrusami i żywicami. W międzyczasie, w marcu 2013 roku zaczęła się też moja przygoda z piwowarstwem domowym, której początki opisałem już na blogu [LINK]. To również po części sprawiło, że jeszcze bardziej polubiłem piwa rzemieślnicze i nowofalowe. Poznałem proces tworzenia, zacząłem komponować własne receptury. I na razie nie zanosi się, abym przestał lubić amerykański chmiel, bo jeszcze mi się on nie przejadł, co więcej, zaczynam już wyczuwać różnice pomiędzy poszczególnymi odmianami i myślę, że to zainteresowanie będzie się u mnie dalej rozwijać. Szczególnie teraz, gdy co chwilę powstaje nowy browar rzemieślniczy i na rynek wchodzi coraz więcej nowych piw. Już teraz żyjemy w dobrych czasach dla piwnych hipsterów, a za parę lat będzie na pewno jeszcze ciekawiej!

Wszystkie butelki na zdjęciach pochodzą z mojej kolekcji.

Reklamy

One response to “Moja historia znajomości z piwem

  • Kasia Głuptasia

    eh, ja to zaczynałam od 10,5… na nalepce z tyłu były charakterystki znaków zodiaku – mam swój do dzisiaj 🙂 potem modne było EB – które teraz wraca i to z tą sama co 20 lat temu reklamą 🙂
    Do Zwierzyńca mam wielki sentyment – dobr czasy, a PERŁĘ piję z lokalnego patriotyzmu. Ale też rochę eksperymentuję. I nawet zaczynam conieco odróżniać i mieć swoje preferencje. A piwo z puszki ZAWSZE smakuje najgorzej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s